piątek, 20 grudnia 2024

Bajka z Anglii
Wielka Brytania

Złote ramię



Żył sobie kiedyś mężczyzna, który przemierzał cały kraj w poszukiwaniu żony. Widział młode i stare, bogate i biedne, piękne i proste, i nie mógł się na żadną zdecydować. W końcu znalazł kobietę, młodą, piękną i bogatą, która posiadała prawą rękę ze szczerego złota. Ożenił się z nią natychmiast i uważał, że żaden mężczyzna nie ma tyle szczęścia co on. Żyli razem szczęśliwie, ale choć chciał, by ludzie myśleli inaczej, bardziej cenił złote ramię niż wszystkie czary swojej żony.

W końcu umarła. Mąż ubrał się w najczarniejszą czerń i zrobił najsmutniejszą minę na pogrzebie.  Mimo to wstał w środku nocy, wykopał ciało i odciął złotą rękę. Pośpieszył do domu, by ukryć swój skarb i myślał, że nikt się o tym nie dowie.

Następnej nocy włożył złote ramię pod poduszkę i już miał zasnąć, gdy do pokoju wślizgnął się duch jego zmarłej żony. Podkradła się do łóżka, zaciągnęła zasłonę i spojrzała na niego z wyrzutem. Udając, że się nie boi, przemówił do ducha i powiedział: "Co zrobiłaś ze swoimi czerwonymi policzkami?"

- "Wszystko zwiędło i zmarnowane" — odparł duch głuchym tonem.

- "Cóżeś uczyniła ze swymi czerwonymi, różowymi wargami?"

- "Wszystko zwiędoe i zmarnowane".

- "Cóżeś uczyniła ze swymi złotymi włosami?"

- "Wszystko zwiędło i zmarnowane".

- "Cóżeś uczyniła ze swoim złotym ramieniem?"

—" MASZ TO!" zawołał duch.

"The golden arm" from https://www.worldoftales.com/European_folktales/English_folktale_24.html#gsc.tab=0

#bajka#anglia#wielkabrytania#złote#ramię#

środa, 18 grudnia 2024

Baśń Eskimosów 

z Kanady

Powstanie wiatru



W wiosce w dolnym Jukonie mieszkał mężczyzna i jego żona, którzy nie mieli dzieci. Pewnego dnia kobieta powiedziała do męża: "Daleko w tundrze rośnie samotne drzewo. Idź i przynieś kawałek pnia i zrób z niego lalkę. Wtedy będzie się nam wydawało, że mamy dziecko".

Mężczyzna wyszedł z domu i zobaczył długi ślad jasnego światła, podobny do tego, jaki tworzy księżyc świecący na śniegu. To była Droga Mleczna. Tą ścieżką podróżował daleko, aż ujrzał przed sobą piękny przedmiot lśniący w jasnym świetle. Podszedłszy do niego, odkrył, że jest to drzewo, którego przyszedł szukać. Drzewo było małe, więc wziął nóż myśliwski, odciął część pnia i zaniósł fragment do domu.

Usiadł w domu i wyrzeźbił w drewnie wizerunek małego chłopca, a jego żona uszyła dla niego dwa rodzaje ubrań i ubrała go w jeden z nich, "zostawiając drugi, by ją założyć, gdy pierwszy się zabrudzi" powiedziała.

"A teraz, ojcze, przygotuj swojemu synkowi zestaw zabawkowych naczyń" – powiedziała.

— Nie widzę sensu w tych wszystkim. Nie będzie nam lepiej niż na początku" – powiedział mężczyzna.

— Ależ tak, już nam się lepiej powodzi — powiedziała żona. "Zanim mieliśmy lalkę, mogliśmy mówić tylko do siebie. Teraz mamy lalkę, o której możemy rozmawiać i która nas bawi".

Aby sprawić jej przyjemność, mąż przygotował zabawkowe naczynia, a ona umieściła lalkę na honorowym miejscu na ławce naprzeciwko drzwi, a przed nią położyła naczynia pełne jedzenia i wody.

Kiedy para poszła spać, w pokoju było bardzo ciemno i usłyszeli kilka niskich, gwiżdżących dźwięków.

— Słyszysz to? To lalka – powiedziała kobieta, potrząsając mężem, aż się obudził.

Natychmiast wstali i zapaliwszy światło, zobaczyli, że lalka zjadła jedzenie i wypiła wodę, a jej oczy się poruszają. Kobieta chwyciła go z zachwytem, pieściła i bawiła się nim przez długi czas. Kiedy się zmęczyła, położyła go z powrotem na ławce i znowu poszli spać.

Rano, kiedy wstali, lalki już nie było. Szukali w całym domu, ale nie mogli znaleźć. Wyszli na zewnątrz, a od drzwi prowadziły jego ślady. Ruszyli za nimi do potoku i wzdłuż brzegu do miejsca poza wsią, gdzie ślady się kończyły.  Z tego miejsca Lalka poszła w górę Drogi Mlecznej ścieżką światła, którą poszedł człowiek, aby odnaleźć drzewo.

Lalka szła jasną ścieżką, aż dotarła do krawędzi dnia, gdzie niebo opada na ziemię, a ściany w świetle. Tuż obok, na wschodzie, zobaczyła skórzaną osłonę przymocowaną do ściany nieba. Skóra wybrzuszała się do środka, jakby jakaś silna siła po drugiej stronie ją popychała.

"Jest tu bardzo cicho. Myślę, że lekki wiatr ożywiłby go – powiedziała Lalka, wyciągając nóż i odcinając pokrywę po jednej stronie otworu. Od razu powiał silny wiatr, który co jakiś czas przynosił ze sobą żywego renifera. Wyglądając przez dziurę, lalka zobaczyła za ścianą inny świat podobny do ziemi. Ponownie naciągnęła pokrywę na otwór.

— Nie zbyt mocno — powiedziała do wiatru. "Czasami mocno, czasami lekko, a czasami wcale".

Potem wspięła się na podniebną ścianę i poszła dalej, aż dotarła na południowy wschód. Tutaj kolejny otwór był zakryty, podobnie jak pierwszy, a pokrycie wybrzuszało się do wewnątrz. Kiedy odcięła to okrycie, rozpętała się wichura, która przyniosła renifery, drzewa i krzewy. Szybko zakrył dziurę i powiedział do wichury: "Jesteś zbyt silny. Czasami wiejesz mocno, czasami lekko, a czasami nie wiej wcale. Ludzie na ziemi będą chcieli różnorodności".

Idąc znowu wzdłuż ściany nieba, doszedł do południa, a kiedy ta pokrywa została przecięta, zerwał się gorący wiatr, niosąc deszcz i bryzgi z wielkiego morza, leżącego po drugiej stronie nieba. Lalka zamknęła ten otwór i rozmawiała z wiatrem jak przedtem.

Potem udała się na zachód, gdzie znajdowała się kolejna, w której występowały ulewne deszcze, deszcz ze śniegiem i rozpryski od oceanu. Gdy ją zamknął i dał wiatrowi polecenia, ruszył dalej na północny zachód. Tam, gdy odciął zasłonę, nadeszła zimna fala podmuchu, przynosząc śnieg i lód, tak że była zziębnięta do szpiku kości i na wpół zamarznięta, i pośpieszył zamknąć dziurę, tak jak to zrobił z innymi.

Zaczął iść wzdłuż ściany nieba na północ, ale zimno stawało się coraz bardziej dotkliwe, aż w końcu musiał opuścić mur i zatoczyć krąg na południe, wracając na północ dopiero wtedy, gdy znalazł się naprzeciwko otworu. Tam chłód był tak silny, że odczekał jakiś czas, zanim zebrał się na odwagę i odciął kołdrę. Gdy to uczynił, rozpętał się straszliwy podmuch, który porwał wielkie masy śniegu i lodu, rozsypując je po całej równinie ziemi. Bardzo szybko zamknął dziurę i powiedział, aby wiatr z tego kierunku nadciągał tylko w środku zimy, aby ludzie nie byli zaskoczeni i byli na to przygotowani.

Stamtąd pośpieszyła w dół do cieplejszych rejonów pośrodku ziemskiej równiny, gdzie, spojrzawszy w górę, zobaczyła, że niebo wsparte jest na długich, smukłych, łukowatych słupach, podobnych do tych ze stożkowatej chaty, ale zrobionych z jakiegoś pięknego, nieznanego mu materiału. Podróżując dalej, dotarł w końcu do wioski, z której wyruszył i zamieszkał we własnym domu.

Lalka mieszkała w tej wiosce przez bardzo długi czas. Kiedy zmarli przybrani rodzice, którzy go stworzyli, został zabrany przez innych mieszkańców wioski i tak żył przez wiele pokoleń, aż w końcu umarł. Od czasu jego śmierci rodzice robią lalki dla swoich dzieci, naśladując tę, która jako pierwsza otworzyła niebo i regulowała wszystkie sześć wiatrów ziemi.

"Origin of the Winds" from https://www.worldoftales.com/Native_American_folktales/Eskimo_folktale_29.html#gsc.tab=0

#baśń#eskimosi#kanada#powstanie#wiatr#

poniedziałek, 16 grudnia 2024

Bajka arabska

Jogie i pasterz



Opowiada się, że za panowania króla Cutch, imieniem Lakeh, żył Jogie, który był mądrym człowiekiem uzdolnionym w przygotowywaniu ziół. Przez lata zajmował się poszukiwaniem pewnego rodzaju trawy, której korzenie należy spalić, a człowieka wrzucić w płomienie. Ciało spalone w ten sposób stawało się złotem, a każdy z członków mógł być usunięty bez ponoszenia przez ciało jakiejkolwiek straty, ponieważ części te były zawsze samoodnawiane.

Zdarzyło się, że ów Jogie, idąc za stadem kóz, zauważył, że jedna z nich je trawę, którą tak bardzo chciał zdobyć. Natychmiast wyrwał ją z korzeniami i poprosił pasterza, który był w pobliżu, aby pomógł mu w zdobyciu drewna na opał. Gdy zebrał drewno i rozpalił ogień, do którego wrzucono trawę, Jogie, chcąc uczynić pasterza ofiarą swojej chciwości, poprosił go, aby pod jakimś pozorem zrobił kilka rund wokół ognia. Mężczyzna jednak, podejrzewając nieczystą grę pochwycił samego Jogiego, wrzucił go do ognia i zostawił na pastwę losu. Nazajutrz, gdy powrócił na miejsce, ze zdumieniem ujrzał złotą sylwetkę mężczyzny leżącego wśród żaru. Natychmiast odciął jedną z kończyn i ukrył ją. Nazajutrz wrócił, aby wziąć następną, a jego zdumienie było jeszcze większe, gdy zobaczył, że nowa kończyna zastąpiła tę, którą już mu zabrano. Krótko mówiąc, pasterz wkrótce stał się bogaty i wyjawił tajemnicę swego bogactwa królowi Lakehowi, który w ten sam sposób zgromadził tyle złota, że miał zwyczaj dawać fakirom jeden lak i dwadzieścia pięć tysięcy rupii jałmużny.

"The Shepherd and the Jogie" from https://www.worldoftales.com/Asian_folktales/Arab_folktale_57.html#gsc.tab=0

#bajka#arabia#Jogie#pasterz#

ilustracja Piotr lat 12

czwartek, 12 grudnia 2024

Bajka z Afryki Południowej

Jak lampart zdobył swoje plamki



Dawno, dawno temu, na samym początku świata, kiedy wszystko nie było jeszcze poukładane, żył sobie lampart. Był piaszczysto-żółty i szaro-brązowy.

Żył on w miejscu gdzie było wszedzie piaszczysto, a skały i trawa były koloru piaskowo-żółtego.

Żyrafa i zebra również mieszkały w tym miejscu. Były one również piaszczystko-żółte i szaro-brązowe, ale lampart  najbardziej dopasowywał się do koloru okolicy. 

Mógł więc położyć się za skałą lub kępą traw i zaskoczyć żyrafę lub zebrę. 

Człowiek również żył w tej okolicy. On i lampart byli przyjaciółmi i często razem polowali.

Mężczyzna miał swój łuk i strzały, a lampart swoje zęby i pazury.

Żyrafa i zebra chowały się przed lampartem i człowiekiem. Chowały się one w wielkim lesie, pełnym drzew i krzaków, oraz  pasiastych, nakrapianych cieni.

Po dłuższym przebywaniu w tych cienistych lasach żyrafie pojawiły się plamy, a zebra zyskała paski. Zwierzęta bardzo lubiły ten cienisty las.

W tym czasie lampart razem z człowiekiem biegli po żółto, szaro-brązowej okolicy, zastanawiając się gdzie znikło ich śniadanie i obiad. Byli bardzo głodni, tak że musieli jeść szczury, chrząszcze i króliki.

Pewnego dnia spotkali pawiana, najmądrzejsze zwierzę całej Afryki. 

"Gdzie znikły zwierzęta z całej okolicy?" zapytał lampart pawiana.

Pawian mrugnął. "Są one w innym miejscu. Moja rada to pójść również w to miejsce"

Lampart zdziwił się, ale razem z człowiekiem poszedł poszukać innego miejsca. Po wielu dniach przybyli do wielkiego lasu, pełnego cieni.

"To musi być to miejsce" powiedział człowiek. "Czuję żyrafę i słyszę ją, ale jej nie widzę".

"To ciekawe" powiedział lampart "ponieważ ja czuję zebrę, słyszę ją, ale jej nie widzę".

"Może one już nie wyglądają jak kiedyś." powiedział człowiek. 

"Nonsens!" odparł lampart. "Pamiętam je doskonale. Żyrafa jest bardzo wysoka, jest złoto-żółta od głowy po kopyta. Zebra nie jest wysoka i ma szaro-płowy kolor od głowy po kopyta".

"Hmmm" powiedział człowiek, patrząc na ten cienisty las. "Nie ukryłyby się w takim ciemnym miejscu wyglądając jak  kiść bananów".

Lampart wraz z człowiekiem polowali cały dzień, ale tylko czuli i słyszeli żyrafę i zebrę, ale ich nie widzieli.

"Może poczekajmy, aż zrobi się ciemno, bo w dziennym świetle nic nie złapiemy" powiedział lampart.

Kiedy słońce zaszło lampart usłyszał czyjś oddech i zobaczył w świetle gwiazd jak coś pasiastego porusza się wśród gałęzi.

Skoczył na to coś. Pachniało jak zebra, dotykał zebry, a kiedy to coś go kopnęło, było jak zebra.

"Bądź cicho zebropodobne stworzenie" powiedział lampart. "Zamierzam siedzieć na twojej głowie aż do wschodu słońca, abym cię zobaczył".

Potem usłyszał wielki hałas i człowiek zawołał: "Złapałem coś co pachnie jak żyrafa,kopie jak żyrafa, ale nie widzę co to jest".

"Nie ufaj temu czemuś" powiedział lampart. "Usiądź na jej głowie i siedź tak aż do rana, tak jak i ja".

Więc siedzieli tak aż poranne słońce wzbiło się na niebo.

"Co złapałeś?" zapytał lampart.

Człowiek podrapał się po głowie. "Powinno być złoto-żółte od głowy aż po kopyta, ale jest pokryte orzechowymi plamami. A ty co masz?"

Lampart podrapał się po głowie. " Powinno być szaro-płowe i być zebrą, ale jest pokryte czarnymi pasami. Co ty zrobiłaś ze sobą zebro? Kiedyś było cię widać na wiele kilometrów".

"Ale ja tam już nie jestem" powiedziała zebra. "Czy tego nie widzisz?"

"Widzę właśnie" powiedział lampart. "Ale nie mogłem cię zauważyć wczoraj. Jak ty to robisz?"

"Przestań na mnie siedzieć, to ci pokażę" powiedziała zebra.

Kiedy lampart i człowiek zeszli ze zwierząt zebra wskoczyła w stojące obok cierniste krzewy, a żyrafa schowała się wsród cienistych drzew.

"Patrzcie teraz" powiedziały zebra i żyrafa. "Oto jak to robimy. Jeden, dwa, trzy! I gdzie jest teraz wasze śniadanie?"

Lampart i człowiek się zdziwili, kiedy zebra i żyrafa znikły w cienistym lesie.

"Oto sztuczka, którą warto się nauczyć" powiedział człowiek. Musimy również znaleźć nasz sposób na ukrycie".

"Co by tu użyć do tego celu?' zapytał lampart.

"Pomyśl może chcesz być jak żyrafa, albo paski zebry. Ich kropki i paski pasują idealnie".

"Nie chcę wyglądać jak zebra" powiedział lampart.

"Pomyśl, prosze ponieważ nie lubię polować bez ciebie, a będę musiał jeśli bedziesz wyglądać jak słonecznik" powiedział człowiek.

"Wezmę kropki" powiedział lampart. "Nie za duże, bo nie chcę wyglądać jak żyrafa".

"Zrobię je moimi palcami" powiedział człowiek.

Zebrał sporą ilośc jagód i wycisnął z nich sok. Włożył palce do soku i odcisnął je na lampardzie. Gdziekolwiek jego palce dotnęły zostawiały pięć małych śladów. Możesz je zobaczyć na lampartach do dziś.

"Teraz" powiedział człowiek. "Połóż się na ziemi i wyglądaj jak sterta kamyków, albo położ się na kamieniu i wyglądaj jakby jego część. Możesz też położyć się na liścistej gałęzi i wyglądać jakby słońce świeciło przez liście, albo możesz położyć się na środku ścieżki i wyglądać jakby cię tam nie było".

"Ale ja tu wciąż jestem" powiedział lampart. "Dlaczego i ty nie bedziesz w kropki?"

Człowiek zrobił paski na swojej twarzy. "Lepiej polować ukryty w cieniu ze swoim łukiem i strzałami. Teraz możemy zacząć nasze polowanie na śniadanie".

Odeszli więc szczęśliwi, a lampartowi nigdy te palmi nie zeszły.

"How the leopard got his spot" by Shoo Rayner

#bajka#afryka#południowa#lampart#plamki#zdobycie#


piątek, 6 grudnia 2024

Legenda z Niemiec

Święty Mikołaj i złodziej



W miasteczku Greifswald, na średniowiecznym Pomorzu, w kaplicy św. Gertrudy znajdował się posąg św. Mikołaja. Pewnej nocy złodziej włamał się do kaplicy, aby obrabować skarbonkę dla biednych. Złodziej zawołał do świętego: "O święty Mikołaju, czy to moje pieniądze, czy twoje? Ścigajmy się do skarbonki, a ten, kto dotrze tam pierwszy, zostanie zwycięzcą!"

To powiedziawszy, złodziej zaczął biec w kierunku skarbonki. Jednak posąg również zaczął biec i dobiegł pierwszy.

Złodziej krzyknął: "Mój święty Mikołaju, wygrałeś uczciwie, ale pieniądze na nic ci się nie przydadzą. Jesteś tylko kawałkiem drewna, niczego nie potrzebujesz. Wezmę pieniądze i będę się bawił".

Niedługo potem złodziej zmarł i został pochowany na cmentarzu. Diabeł przyszedł z piekła, wyjął ciało z grobu i wrzucił je do skarbonki dla biedaków. Potem diabeł wywiózł ciało z miasta i powiesił je na wiatraku, któy obracał się pod wiatr. Wiatrak ten stał jeszcze w 1633 roku i zawsze skręcał w przeciwnym kierunku niż inne wiatraki które były napędzane naturalnie przez wiatr.

Legenda głosi, że gdziekolwiek stopa diabła dotknęła ziemi, świeża trawa była wypalona i pozostawały głębokie ślady stóp. Podążając za nimi, ślady nagle się zatrzymywały i trawa już na nich nie rosła. Ostatecznie cały kościół i cmentarz, który był głównym miejscem pielgrzymek, został zasypany i stał się częścią murów twierdzy.

"St. Nicholas and the Thief" from https://www.stnicholascenter.org/how-to-celebrate/resources/stories-poems/stories/folk-tales/st-nicholas-the-thief

#legenda#niemcy#mikołaj#święty#złodziej#

obraz świętego Mikołaja znajduje się w parafii w Łące, woj. śląskie, zdjęcie z internetu


środa, 4 grudnia 2024

Bajka rosyjska

Dziadek Mróz



W dalekim kraju, gdzieś w Rosji, mieszkała macocha, która miała pasierbicę oraz własną córkę. Jej córka była jej bliska i zawsze cokolwiek robiła, matka pierwsza ją chwaliła. Nie było jednak zbyt wielu pochwał dla pasierbicy, chociaż ta była dobra i miła. Niegodziwa kobieta nigdy nie wie, jak powstrzymać swoją niegodziwość. Pewnego jasnego, chłodnego dnia macocha powiedziała do męża:

"Teraz, staruszku, chcę, żebyś zabrał swoją córkę z dala od moich oczu i uszu. Zabierzesz ją teraz na szerokie pola, aż do trzaskającego mrozu".

Stary ojciec zasmucił się, nawet zapłakał, ale mimo to pomógł młodej dziewczynie wsiąść do sań. Chciał ją przykryć owczą skórą, aby chronić ją przed zimnem.Nie zrobił tego jednak bo bardzo się bał. Jego żona obserwowała ich przez okno. I tak poszedł ze swoją śliczną córeczką na szerokie pola. Zapędził ją prawie do lasu, zostawił tam samą i szybko odjechał – był dobrym człowiekiem i nie chciało śmierci swojej córki.

Dziewczyna pozostała sama. Ze złamanym sercem i przerażona powtarzała żarliwie wszystkie modlitwy, jakie znała.

Ojciec Mróz, wszechmocny władca w tym miejscu, odziany w futra, z długą białą brodą i lśniącą koroną na białej głowie, zbliżał się do niej. Patrzył na tego swego pięknego gościa i zapytał:

— "Czy mnie znasz?" — "Mnie, czerwononosego Mroza?"

— "Bądź pozdowiony Dziadku Mrozie" — odparła łagodnie młoda dziewczyna. "Mam nadzieję, że nasz niebiański Pan posłał cię po moją grzeszną duszę".

"Czy jest ci wygodnie, słodkie dziecko?" zapytał znowu Mróz. Był niezmiernie zadowolony z jej wyglądu i dobrych manier.

— "Owszem" — odparła dziewczyna, cała dygocząca z zimna.

A Mróz, wesoły i jasny, trzaskał w gałęziach, aż powietrze stało się lodowate, ale poczciwa dziewczyna powtarzała jeszcze:

— "Czuję się bardzo dobrze, drogi Dziadku Mrozie".

Ale Mróz wiedział wszystko o słabości istot ludzkich. Wiedział dobrze, że niewielu z nich jest naprawdę dobrych i życzliwych. Wiedział jednak, że żaden z nich nie będzie w stanie zbyt długo walczyć z potęgą Mroza, króla zimy. Dobroć łagodnej dziewczyny tak oczarowała starego Dziadka, że postanowił traktować ją inaczej niż innych i podarował jej duży, ciężki kufer wypełniony wieloma pięknymi rzeczami. Podarował jej bogatą "szubę" wyściełaną drogocennymi futrami. Dał jej jedwabne kołdry – lekkie jak pióra i ciepłe jak matczyne kolana. Jakże bogatą dziewczyną się stała i jak wiele wspaniałych szat otrzymała! A prócz tego stary Mróz podarował jej niebieski "sarafan" ozdobiony srebrem i perłami.

Kiedy młoda dziewczyna go założyła, stała się tak piękną panną, że nawet słońce się do niej uśmiechało.

Macocha była w kuchni zajęta pieczeniem naleśników na posiłek, który zwyczajowo podaje się przyjaciołom po zwykłym nabożeństwie za zmarłych.

—" A teraz, stary "— rzekła żona do męża — "wyjdź na szerokie pola i przynieś ciało swojej córki. Pochowamy ją".

Starzec odszedł. A piesek w kącie machnął ogonem i powiedział:

"Hał-Wow! Córka starca jest w drodze do domu, piękna i szczęśliwa jak nigdy dotąd, a córka staruszki jest zła jak nigdy dotąd.

"Nie ruszaj się, głupia bestio!" krzyknęła macocha i uderzyła małego pieska.

"Weź ten naleśnik, zjedz go i powiedz: 'Córka starej kobiety wkrótce wyjdzie za mąż, a córka starca zostanie wkrótce pochowana'".

Pies zjadł naleśnik i zaczął od nowa:

"Hał-Wow! Córka staruszka wraca do domu bogata i szczęśliwa jak nigdy dotąd, a córka staruszki jest tak niegodziwa jak nigdy dotąd.

Staruszka była wściekła na psa, ale mimo naleśników i biczowania, pies w kółko powtarzał te same słowa.

Ktoś otworzył bramę, na zewnątrz słychać było głosy śmiechu i rozmów. Staruszka wyjrzała na zewnątrz i usiadła zdumiona. Pasierbica siedziała tam jak księżniczka, jasna i szczęśliwa w najpiękniejszych szatach, a za nią stary ojciec , który ledwo zdołał unieść ciężki kufer z bogatym strojem.

— "Staruszku!" — zawołała macocha zniecierpliwiona. "Zaprzęgnij nasze najlepsze konie do naszych najlepszych sań i zawieź moją córkę w to samo miejsce szerokie pola".

Starzec posłuchał jak zwykle i zabrał pasierbicę w to samo miejsce i zostawił ją samą.

Był tam stary Mróz. Spojrzał na swojego nowego gościa.

"Czujesz się dobrze, piękna dziewico?" zapytał czerwononosy władca.

— "Zostawcie mnie w spokoju" — odparła szorstko dziewczyna. "Czy nie widzisz, że nogi moje i ręce są prawie sztywne z zimna?"

Mróz trzaskał i zadawał pytania przez dłuższą chwilę, ale nie otrzymawszy żadnej uprzejmej odpowiedzi, wpadł w złość i zamroził dziewczynę na śmierć.

A piesek w kącie powiedział:

"Hał-Wow! Córka starca wkrótce wyjdzie za mąż. Córka starej kobiety zostanie wkrótce pochowana".

"Nie kłam. Oto ciasto. Zjedz go i powiedz: 'Córka starej kobiety jest odziana w srebro i złoto'".

Brama się otworzyła, staruszka wybiegła i ucałowała sztywne, zamarznięte wargi córki. Płakała i płakała, ale nie było ratunku i w końcu zrozumiała, że przez własną niegodziwość i zazdrość jej dziecko zginęło.

—" Staruszku, idź po moją córkę. weź najlepsze konie. Ostrożnie."

"Father Frost" from https://www.worldoftales.com/European_folktales/Russian_Folktale_47.html#gsc.tab=0

#bajka#rosja#dziadek#mróz#

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Bajka chińska

Wielka powódź



Dawno, dawno temu żyła sobie wdowa, która miała dziecko. A chłopiec miał dobre serce i  wszyscy go kochali. Pewnego dnia powiedział do mamy: "Wszystkie inne dzieci mają babcię, ale ja nie mam żadnej. I to sprawia, że jest mi bardzo smutno!"

– "Znajdziemy dla ciebie babcię" – powiedziała mama.Zdarzyło się kiedyś, że przyszła do domu żebraczka, która była bardzo stara i słaba. A gdy dziecko ją zobaczyło, powiedziało do niej: "Będziesz moją babcią!" Poszedł więc do matki i powiedział: "Na zewnątrz jest żebraczka, którą uznaję za swoją babcię!"  Matka jego była zawołała ją do domu, chociaż staruszka była bardzo brudna. Chłopiec rzekł do matki: "Chodź, umyjmy babcię!"  Miała jednak wiele kołtunów we włosach, więc wybrali je wszystkie i włożyli do słoika, a potem napełnili cały słoik. Wtedy babcia powiedziała: "Nie wyrzucaj ich, tylko zakop je w ogrodzie. I nie wolno wam ich znowu wykopywać, zanim nadejdzie wielka powódź".

"Kiedy nadejdzie wielka powódź?" — zapytał chłopiec.

"Wtedy kiedy oczy dwóch kamiennych lwów przed więzieniem zaczerwienią się, wtedy nadejdzie wielka powódź" – powiedziała babcia.

Chłopiec poszedł więc popatrzeć na lwy, ale ich oczy nie były jeszcze czerwone. A babcia powiedziała mu również: "Zrób mały drewniany statek i trzymaj go w pudełku". I tak też zrobił chłopiec. Codziennie biegł do więzienia i patrzył na lwy, ku wielkiemu zdumieniu ludzi.

Pewnego dnia, gdy przechodził obok sklepu z kurczakami, rzeźnik zapytał go, dlaczego zawsze biegnie do lwów. Chłopiec odparł: "Gdy lwom oczy staną się czerwone, wtedy nadejdzie wielka powódź". Ale rzeźnik roześmiał się. Następnego ranka, dość wcześnie, wziął trochę krwi kurczaka i natarł nią oczy lwów. Kiedy chłopiec zobaczył, że oczy lwów są czerwone, pobiegł szybko do domu i opowiedział o tym matce i babci. A potem jego babcia powiedziała: "Wykop szybko słoik i wyjmij mały statek z pudełka". A kiedy wykopali dzban, był on wypełniony najczystszymi perłami i mały statek stawał się coraz większy i większy, i stał się jak prawdziwy statek. Wtedy babcia powiedziała: "Weź ze sobą słoik i wsiadaj na statek. A gdy nadejdzie wielka powódź, wtedy będziesz mógł uratować wszystkie zwierzęta, które zostaną do niego zapędzone. Lecz istot ludzkich, nie możecie ratować". Weszli więc na statek, a babcia nagle zniknęła.

Nagle zaczął padać deszcz, a padał z nieba coraz mocniej. W końcu nie spadły już żadne pojedyncze krople, a tylko jedna wielka tafla wody, która zalała wszystko.

Wtedy nadbiegł pies, a chłopiec uratował go na swoim statku. Niedługo potem pojawiła się para myszy z maluchami, głośno piszcząc ze strachu. I tych też uratował. Woda sięgała już do dachów domów, a na jednym z dachów stała kotka, wyginając grzbiet w łuk i miaucząc żałośnie. Kotka też zabrali na statek. Powódź wzmagała się i sięgała wierzchołków drzew. A na jednym z drzew siedział kruk, trzepocząc skrzydłami i głośno kracząc. I jego przyjęli. W końcu w ich stronę przyleciał rój pszczół. Małe stworzenia były całkiem mokre i ledwo mogły latać. Przygarnęli więc pszczoły na swoim statku. W końcu na falach przepłynął mężczyzna o czarnych włosach. Chłopiec powiedział: "Mamo, ratujmy i jego!". Ale matka nie chciała tego zrobić. – "Czyż babcia nie powiedziała nam, że nie wolno nam ratować żadnych czarnogłowych istot ludzkich?" Ale chłopiec odparł: "Mimo to uratujemy tego człowieka. Żal mi go i nie mogę znieść widoku dryfującego człowieka w wodzie.Tak więc uratowali też człowieka.

Stopniowo woda opadała. Potem wysiedli ze swego okrętu i odłączyli się od człowieka i zwierząt. Statek znów się zmniejszył i schowali go do skrzyni.

Mężczyzna był jednak przepełniony pragnieniem pereł. Poszedł do sędziego i złożył skargę na chłopca i jego matkę, po czym oboje zostali wtrąceni do więzienia. Przybiegły myszy i wygryzły dół w ścianie. Pies wszedł przez dziurę i przyniósł im mięso, a kot przyniósł im chleb, aby nie musieli głodować w więzieniu. Kruk odleciał i wrócił z listem do sędziego. List został napisany przez boga i brzmiał w nim: "Wędrowałem po świecie mężczyzn przebranych za żebraczkę. I ten chłopiec i jego matka przygarnęli mnie do siebie. Chłopiec traktował mnie jak własną babcię i nie wahał się mnie umyć, gdy byłem brudny. Dlatego uratowałem ich od wielkiego potopu, przez który zniszczyłem grzeszne miasto, w którym mieszkali. Uwolnij ich, o sędzio, albo nieszczęście stanie się twoim udziałem!"

Sędzia kazał ich więc przyprowadzić przed siebie i zapytał, co uczynili i jak przeszli przez powódź. Potem opowiedzieli mu wszystko, a to, co powiedzieli, zgadzało się z listem boga. Sędzia ukarał więc ich oskarżyciela i wypuścił ich obu na wolność.

Kiedy chłopiec dorósł, przybył do pewnego miasta gdzie mówiono, że księżniczka zamierzała wziąć sobie męża. Aby jednak znaleźć odpowiedniego mężczyznę, owinęła się w zasłonięte ciało i usiadła w lektyce, którą wraz z wieloma innymi kazała zanieść na rynek. W każdej lektyce siedziała kobieta w welonie, a księżniczka była pośród nich. Ten, kto trafi na odpowiednią lektykę, miał zdobyć księżniczkę za swoją żonę. Młodzieniec poszedł więc na rynek, gdzie zobaczył pszczoły, które uratował z wielkiej powodzi, rojące się wokół jednej lektyki. Podszedł do niej i rzeczywiście, księżniczka już w nim siedziała. A potem odbył się ich ślub i żyli długo i szczęśliwie.

"The Great Flood" from https://www.worldoftales.com/Asian_folktales/Chinese_Folktale_25.html#gsc.tab=0

#bajka#chiny#wielka#powódź#

Bajka z Mongolii Leniwa sowa Dawno, dawno temu w gęstym zielonym lesie mieszkała szara sowa. Była ona tak leniwa, że nawet nie chciało jej...