czwartek, 7 grudnia 2023

Bajka skandynawska.

Rolnik i ogr.



Pewnego razu żyli sobie rolnik i jego żona. Posiadali ogromne pole. Rolnik sadził na nim warzywa, aby sprzedawać je na targu. 

Pewnego dnia niedobry ogr przyszedł do nich.

"To moje pole" zaryczał ogr. "Warzywa, które tu rosną będą należały do mnie, ale pozwolę zatrzymać wam korzenie".

Rolnik i jego żona byli bardzo zmartwieni. Nie będą mieli warzyw, aby je sprzedać na targu.

Nagle wpadli na świetny pomysł. 

Następnego dnia rolnik zasiał na polu nasiona marchewki.

Marchewka rosła duża i silna. Kiedy była już gotowa by zawieź ją na targ powrócił ogr. 

"Wszystko co jest nad ziemią jest moje" zawołał. Ściął więc całą nać marchewki.

Ale kiedy ogr zabrał nać marchewki na targ, nikt nie chciał jej kupić. 

Rolnik wykopał marchewkę. Miał jej mnóstwo by zawieźć na targ. Wszyscy z chęcią kupowalli marchewkę od rolnika. 

Ogr był wściekły.

Następnego dnia ogr przyszedł znowu do rolnika. 

"Następnym razem ja zatrzymię korzenie, a ty wszystko co nad ziemią" zaryczał.

Rolnik i jego żona wpadli na kolejny wspaniały pomysł. 

Następnego dnia rolnik zasadził na swoim polu nasiona pomidora.

Pomidory rosły duże i silne. Zrobiły się czerwone w słońcu. 

Kiedy pomidory były gotowe do zabrania ich na targ przyszedł ogr.

"Korzenie są moje" zaryczał.

Ale kiedy ogr zabrał korzenie na targ nikt nie chciał je kupić.

Rolnik miał mnóstwo soczystych pomidorów by sprzedać je na targu. Wszyscy chcieli kupować jego pomidory.

Ogr był bardzo zły.

"Rolnik mnie oszukał" zaryczał. 

Zdenerwowany odszedł i nikt nigdy go nie widział.

"The farmer and the ogre" by Jackie Walter and Maxine Lee-Mackie.

#bajka#skandynawia#rolnik#ogr


wtorek, 5 grudnia 2023

Bajka brazylijska

Ogon małpki.



Dawno, dawno temu był sobie kot i małpka. Małpka lubiła robić psikusy kotu, a kot lubił robić psikusy małpce.

Pewnego dnia kot zobaczył małpkę śpiącą na drzewie. Jej ogon zwisał w dół. 

"Ha" powiedział kot. "Teraz cię mam". I pociągnął małpkę za ogon wyrywając jej go.

"Auć" zapłakała małpka. "To mój ogon. Oddaj mi go".

"Oddam" powiedział kot. "Najpierw jednak daj mi miseczkę mleka".

Małpka udała się do krowy. 

"Krowo, krowo" zawołała małpka. "Proszę, daj mi miseczkę mleka. Wtedy będę mogła dostać mój ogon z powrotem".

"Dobrze" powiedziała krowa. "Przynieś mi tylko wiadro siana".

Małpka poszła do rolnika. 

"Rolniku, rolniku" powiedziała małpka. "Proszę, czy możesz mi dać wiadro siana? Wtedy odzyskam mój ogon".

"Dobrze" powiedział rolnik. "Ale najpierw musi spaść deszcz".

Małpka poszła na sam szczyt góry i zawołała:

"Chmuro, chmuro. Proszę, czy możesz spuścić deszcz? Wtedy odzyskam mój ogon".

"Dobrze" powiedziała chmura. "Ale najpierw muszę mieć mgłę".

Małpka szybko pobiegła do rzeki. 

"Rzeko, rzeko" zawołała małpka. "Proszę, czy możesz zesłać mgłe? Wtedy odzyskam swój ogon".

"Dobrze" powiedziała rzeka. "Ale najpierw muszę mieć strumień".

Małpka poszukała miejsca, gdzie był strumień. Zaczęła kopać i kopać, aż świeża woda zaczęła płynąć do rzeki. Woda zaczęła rozbijać się o kamienie. Mgła poszła aż do chmury, z której zaczął padać deszcz na rolnika i jego pole.

Rolnik dał małpce wiadro siana. 

Małpka dała siano krowie, a ta w zamian dała miseczkę mleka. Małpka dała mleko kotu, a kot oddał małpce ogon. 

Małpka włożyła swój ogon z powrotem i położyła sie spać. 

"Monkey's tail" by Sarah Snashall and Mario Gushiken

#bajka'brazylia#ogon#małpa\kot


niedziela, 3 grudnia 2023

 Baśń angielska

Wielka Brytania

Gwiazdy na niebie.



Pewnego razu była sobie mała dziewczynka, która chciała dosięgnąć gwiazd. Patrzyła na lśniące na niebie gwiazdy przez okno w swoim pokoju i myślała, jak szczęśliwa byłaby, gdyby tylko mogła się do nich dostać. Zapytała swojego ojca i swojej matki, ale oni odpowiedzieli jej tylko, że to niemożliwe. Zasypiała więc myśląc o tym, że bardzo, ale to bardzo chce mieć gwiazdy. 

Pewnego dnia postanowiła znaleźć je na własną rękę. Najpierw poszła do starego młyna nad stawem i powiedziała do niego: "Czy może widziałeś gwiazdy na niebie?"

"Tak" odpowiedział młyn. "Często przychodzą do mnie i bawią się w wodzie. Wskakuj i ty może je tu znajdziesz."

Więc mała dziewczynka wskoczyła do stawu i pływała, pływała, pływała, ale nie mogła żadnej znaleźć. Jedyne co zobaczyła to mały potok, więc zapytała się go:

"Czy widziałeś gwiazdy na niebie? Chciałabym sięgnąć do nich". 

"Tak" odpowiedział potok. "Często przychodzą i bawią się na moim brzegu. Wskakuj i baw się, a może i tobie uda się je znaleźć".

Więc pluskała się, pluskała i pluskała, ale nie mogła je znaleźć. Zmęczyła się i usiadła na łące, na której bawiły się wróżki. 

"Przepraszam" zapytała się wróżek "czy widziałyście gwiazdy na  niebie? Chciałabym wiedzieć, gdzie mogłąbym je znaleźć".

"Tak" odpowiedziały wróżki. "Czesto lśnią na trawie pod naszymi nogami. Zatańcz z nami, a może je znajdziesz". 

Więc mała dziewczynka tańczyła, tańczyła i tańczyła, ale wciąż nie mogła je znaleźć. Była już bardzo, bardzo zmęczona więc usiadła i zaczęła płakać. 

"Pływałam, pluskałam i tańczyłam, a wciąż nie mogę dostać się do gwiazd. "Czy nikt mi nie pomoże" - zapłakała mała dziewczynka.

"Mała dziewczynko" - powiedziały wróżki. "Jeśli nie chcesz wracać do swojej matki to idź naprzód". 

"Czy pokażecie mi jak dostać się do nieba?" zapytała.

"Może" odpowiedziały wróżki. " "Musisz zapytać cztery nogi, aby zaniosło dwie nogi do tego bez nóg, i jeśli ten bez nóg zaniesie cię do schodów bez stopni, i wespniesz się schodami bez stopni, wtedy będziesz blisko gwiazd na niebie albo będziesz gdzie indziej". 

Podziękowała więc wróżkom , pożegnała się i poszła z nową odwagą w sercu, pamiętając to co jej powiedziały.

Dotarła do ciemnego lasu i zobaczyła uwiązanego do drzewa konia.

"Proszę" powiedziała mała dziewczynka do konia. "Czy możesz mi pomóc znaleźć gwiazdy na niebie?"

"Nie" powiedzia koń. "To nie należy do mnie. Ja służę wróżkom".

To wróżki właśnie powiedziały mi, że kto zapyta cztery nogi, aby zaniosło dwie nogi do tego bez nóg, i jeśli ten bez nóg zaniesie mnie do schodów bez stopni, i wespnę się schodami bez stopni, to może wtedy będę blisko gwiazd na niebie".

"W takim razie odwiąż linę i wskakuj na mój grzbiet" powiedział koń.

Mała dziewczynka zrobiła tak jak jej koń powiedział, a on zaczął iść w głąb ciemnego lasu. Po dłuższej chwili wyszli z lasu na szeroką drogę, która doprowadziła ich do morza. Wtedy koń przystanął i rzekł:

"Zejdź ze mnie mała dziewczynko, ponieważ zrobiłem to o co prosiły wróżki".

Zeskoczyła więc z konia i powiedziała:

"Czy mógłbyś mi pomóc znaleźć tego bez nóg, proszę?"

"To już nie moja sprawa" powiedział koń. "Przyprowadziłem Cię na sam koniec lądu, tak daleko jak tylko cztery nogi potrafią".

To mówiąc odwrócił się, potrząsnął łbem i pogalopował do ciemnego lasu, zostawiając małą dziewczynkę nad morzem.

Gdy zastanawiała się co dalej robić podpłynęła ku niej wielka i silna ryba i wystawiła głowę znad wody.

"Proszę czy pomożesz mi znaleźć gwiazdy z nieba? - zapytała dziewczynka.

"Nie" odpowiedziała ryba. "To nie moja sprawa. Ja służę wróżom".

"To właśnie wróżki" odpowiedziała "one powiedziały mi o tym, który nie nóg i który zabierze mnie do schodów bez stopni, które doprowadzą mnie do gwiazd".

"Jeśli tak" powiedziała wielka i silna ryba "wskakuj na mój grzbiet".

Więc dziewczynka wskoczyła na rybi grzbiet i usiadła okrakiem, lecz nie było to łatwe zadanie, ponieważ ryba była śliska, ale udało jej się to przytrzymując się jednej płetwy.

Płynęli przez morze wielką świetlistą drogą, na której końcu było widać rzecz, która mieniła się wieloma kolorami. Był tam czerwony, żółty, niebieski i zielony, i rozciągała się na całe niebo. Kiedy dotarli do tej rzeczy ryba powiedziała:

"Teraz musisz już zejśc z moich pleców mała dziewczynko. Przywiozłem Cię do schodów bez stopni i teraz muszę zostawić Cię tutaj, bo zrobiłem to co wróżki powiedziały".

Mała dziewczynka zsiadła z ryby a ona się odwróciła i odpłynęła. Wkrótce nie było po niej śladu.

Mała dziewczynka stanęła na dole tej rzeczy na niebie i bardzo się bała, ponieważ była mała a schody były ogromne. Wkrótce jednak zaciekawiły ją te lśniące i błyszczące schody, więc zaczęła się wspinać. Wspinała się i wspinała, i wspinała ale wciąż nie  mogła dosięgnąć nieba. Im wyżej była tym jaśniejsze było światło i bardziej kręciło jej się w głowie. Oszołomienie rosło i rosło, aż nagle poczuła że się poślizgła i spada w dół. Spadała i spadała w dół i może do tej pory by spadała, gdyby nie to, że spadła na podłogę ze swojego łóżka. Obudziła się i zorientowała, że nastał poranek. 

"Fairy tales from England. The stars in the sky" by James Reeves

#WielkaBrytania#Anglia#gwiazdy#niebo#dziewczynka#


piątek, 1 grudnia 2023

Bajka z Ameryki Północnej

Mały żółw i kojot.



Wstawał dzień. Słońce wschodziło, kiedy Mały Żółw wspiął się na brzeg rzeki. Było chłodno i wilgotno przy rzece, w sam raz dla małego żółwia. 

"Jestem głodny" - powiedział Mały Żółw i poszedł poszukać czegoś do jedzenia.

Odszedł od rzeki i znalazł mnóstwo rzeczy do jedzenia, ale zapomniał, że jej brzeg  to najlepsze miejsce dla małego żółwia.  Rzeka pomaga mu utrzymać wilgotność i chłód. Zapomniał, że jeśli żółwie wyschną zbyt mocno nie potrafią się poruszać.

Słońce świeciło mocno na Małego Żółwia, i wspinało się coraz wyżej i wyżej na niebo. Małemu Żółwiowi zaczęło być bardzo gorąco. 

"Muszę wrócić na brzeg rzeki, gdzie jest miło i chłodno" - powiedział do siebie. 

Odwrócił się i zaczął iść w kierunku rzeki. Ale było coraz goręcej i goręcej. Wkrótce się zatrzymał.

"Nie mogę już iść" - powiedział. "Jest zbyt upalnie".

Znalazł jamę i wszedł do niej. Było w niej trochę cienia i wilgoci.

"Nie potrafię wrócić nad rzekę" powiedział Mały Żółw i zaczął płakać.

Obok jamy przechodził kojot. Usłyszał płacz Małego Żółwia. Pomyślał, że ktoś śpiewa.

"Jaki piękny śpiew" powiedział kojot. "Też chcę tak śpiewać".

Kojot popatrzył w jamę i zobaczył płaczącego Małego Żółwia.

"Chcę śpiewać tak jak ty" powiedział kojot. "Naucz mnie, proszę?"

"Ja nie śpiewałem" powiedział Mały Żółw.

"Śpiewałeś" powiedziął kojot. "Słyszałem Cię".

Kojot zaczął być zły.

"Naucz mnie twojej posenki" powiedział, "albo połknę cię jednym kłapnięciem".

"Nie możesz mnie zjeść" powiedział Mały Żółw. "Moja skorupa mnie ochroni".

"Wtedy rzucę cię na gorące słońce" powiedział kojot.

"Słońce nic mi nie zrobi" powiedział Mały Żółw. "Ukryję się w mojej skorupie aż zrobi się ciemno".

Kojot był już bardzo rozłoszczony.

"Naucz mnie twojej piosenki" powiedział, "albo wrzucę cię do rzeki".

Kojot nie wiedział, że to rzeka była odpowiednia dla małego żółwia. Tymczasem żółw miał plan.

"Proszę, nie wrzucaj mnie do rzeki" powiedział Mały Żółw. 

Kojot się zaśmiał. Podniósł żółwia pyskiem i zaniósł nad rzekę, po czym wrzucił go do niej.

Mały Żółw wystawił głowę nad rzekę.

"Dziękuję ci kojocie" powiedział Mały Żółw. "Pomogłeś mi dostać się z powrotem do rzeki".

Mały Żółw oszukał w ten sposób kojota, który wściekły i głodny odszedł daleko.

"Little turtle and the coyote" by Damian Harvey and Richard Watson.

#bajka#ameryka#żółw#kojot



środa, 29 listopada 2023

Baśń z Malty

Olbrzym i szewc.



Conrad był szewcem. Podróżował od wioski do wioski naprawiając buty. Czasem, kiedy ludzi nie mogli mu zapłacić dawali mu podarunki.

Pewnego dnia, kiedy skończył naprawiać buty, dwóch mieszkańców wioski dało mu dary. Kobieta dała mu ser, a mężczyzna dał mu małego ptaszka. 

"Dziękuję" - powiedział Conrad.

Wtedy zauważył, że mieszkańcy wioski byli czymś zmartwieni.

"Co się stało?" - zapytał.

"Niedaleko w lesie żyje olbrzym" - powiedziała kobieta, " powiedział, że wszystkich nas zje".

"Zabrał już naszego burmistrza" - powiedział mężczyzna.

"To straszne" - powiedział Conrad. "Nie martwcie się. Odszukam Waszego burmistrza".

Conrad poszedł do lasu. Wkrótce dotarł do wielkiej drewnianej klatki. W środku niej siedział burmistrz wioski. Wyglądał na bardzo przestraszonego.

Ogromny olbrzym stał obok klatki. Miał małe oczka i wielkie żółte zęby. Jego nogi były jak pnie drzew i był bardzo muskularny. Wyglądał bardzo strasznie. 

Olbrzym spojrzał na Conrada. "Co ty tu robisz w moim lesie?" - zakrzyczał.

"Przyszedłem uratować burmistrza" - powiedział Conrad.

"Nie masz szans" - zawarczał olbrzym. "Chcę go zjeść. Tak jak i Ciebie też!"

"O, nie możesz!" - powiedział Conrad. "Jestem silniejszy od Ciebie".

"Nie prawda!" - powiedział olbrzym. "Urządzimy zawody. A kiedy wygram, zjem Cię najpierw".

"Dobrze więc" - odpowiedział Conrad. "Wszystko co ty umiesz, ja zrobię lepiej".

Olbrzym zaczął szydzić. Uklęknął, podniósł kamień i skruszył go na pył.

"Czy potrafisz coś takiego?" - zapytał.

Conrad udawał, że podnosi kamień , ale wyciągnął z kieszeni ser. Zgniótł ser, aż woda z niego pociekła. 

Olbrzym zmarszczył brwi. "Woda z kamienia? Jak to możliwe?".

"Ale i tak nie potrafisz rzucić tak daleko kamieniem jak ja!" - powiedział.

Wziął kamień i rzucił tak mocno jak tylko potrafił. Kamień poleciał ponad drzewami i rozbił się upadając. 

"Pobij to!" - powiedział olbrzym.

Conrad udawał, że bierze kamień, ale wziął z kieszeni małego ptaszka. Wyrzucił go wysoko w powietrze.

Olbrzym groźnie spoglądał, gdy leciał on wyżej i wyżej, jednak nie zatrzymał się. 

"Ale nie potrafisz tego!" - powiedział olbrzym. Wyciągnął olbrzymie drzewo z ziemi, razem z korzeniami. Trzymał go dumnie i patrzył na Conrada.

Conrad wziął linę i zaczął przywiązywać ją pomiędzy drzewami. 

"Co ty robisz?" - zapytałolbrzym.

"Chcę powalić cały las" - powiedział Conrad.

"Nie, nie możesz tego zrobić" - zakrzyczał olbrzym. "Ja tu żyję!"

"Pomyśl o innej konkurencji" - powiedział Conrad.

"Wiem" - zakrzyczał olbrzym. "Zrobimy konkurs jedzenia. Na pewno go wygram".

"Dobrze" - powiedział Conrad. "Co będziemy jeść?".

"Makaron" - powiedział olbrzym. "To moje ulubione jedzenie, oprócz ludzi".

"Dobrze" - powiedział Conrad. "Przynieś wszystko co potrzebujemy i spotkamy się tu za godzinę".

Conrad pośpieszył z powrotem do wioski i poprosił mieszkańców o skórzany worek i ogromny płaszcz.

"Potrzebuję ich, by pobić olbrzyma" - powiedział.

Mieszkańcy wioski pośpieszyli mu z pomocą. 

Zawiązał worek wokół brzucha i włożył na górę szeroki płaszcz. 

Wrócił do lasu. Olbrzym już czekał na niego. Zbudował dwa ogniska, na których postawił dwa ogromne garnki. Olbrzym ugotował w nich wodę i wsypał worek pełen makaronu do każdego garnka.

Wkrótce makaron był gotowy do jedzenia. Olbrzym połykał swój bardzo szybko, tak więc nie zauważył, że Conrad większość makaronu wsypał do worka ukrytego pod płaszczem. 

Kiedy oba talerze były puste, olbrzym powiedział:

"Widzisz? Zjadłem więcej od Ciebie".

"Nie prawda" - powiedział Conrad. "Ja zjadłem więcej od Ciebie!"

"Udowodnij to" zaryczał olbrzym.

"Możemy policzyć ile kawałków makaronu każdy z nas zjadł" powiedział Conrad.

"Jak możemy to zrobić?" zapytał olbrzym zdziwiony.

"W ten sposób" - powiedział Conrad, wziął nóż i rozciął skórzany worek. Makaron wysypał się na ziemię.

"Dobrze!" - powiedział olbrzym.

Wziął nóż i rozciął swój brzuch....

... i upadł umierając. Conrad otworzył klatkę i uwolnił burmistrza.

"Dziękuję" - powiedział burmistrz.

Pośpieszyli z powrotem do wioski. Burmistrz z radością zawołał wszystkich mieszkańców. 

"Chodźcie wszyscy. Conrad zabił olbrzyma!"

"Hurra. Brawo dla Conrada!" uradowali się mieszkańcy wioski.

"The giant and the shoemakers" by Lynne Benton and Amerigo Pinelli.

#baśń#Malta#olbrzym#szewc#


poniedziałek, 27 listopada 2023

 Baśń chińska

Skąpy rolnik.



Pewnego razu był sobie rolnik, który wiózł gruszki na targ. Były one dojrzałe, słodkie i pachące, a rolnik miał nadzieję na bardzo dobrą cenę jaką dostanie za nie. Bonze, czyli mnich w roztarganej czapce i roszarpanej szacie wszedł na jego wózek i zapytał go o jedną gruszkę. Rolnik chciał go wyrzucić, ale mnich nie odchodził. Wtedy rolnik rozłościł się i zaczął go przeklinać. Mnich powiedział wtedy: "Masz na swoim wozie ze sto gruszek, a ja zapytałem tylko o jedną. To przecież żadna strata dla ciebie, dlaczego jesteś zły?"

Ludzie stojący obok powiedzieli rolnikowi, aby dał mnichowi jedną gruszkę i pozwolił mu odejść. Rolnik ciągle mówił nie i nie. Pewny rzemieślnik widząc całą aferę, wziął trochę pieniędzy, kupił gruszkę i podarował ją mnichowi.

Mnich podziękował mu i powiedział: "Ktoś taki ja ja, nie może być skąpcem, dam więc coś światu. Mam tu piękną gruszkę i zapraszam was wszystkich na ucztę z niej". Wtedy ktoś zapytał: "Dlaczego nie chcesz zjeść gruszki sam?" Mnich odpowiedział "Zjem, bo aby nakarmić innych najpierw muszę mieć pestkę".

Zaczął więc jeść gruszkę z apetytem. Kiedy skończył, wziął pestkę do ręki, zarzucił topór na ramię i wykopał duży dół. Do tego dołu wrzucił pestkę i nakrył ziemią. Potem zapytał tłum o wodę, aby podlać sadzonkę. Kilku ciekawskich przyniosło mu świeżą wodę a wtedy mnich podlał nasionko. Tysiące oczu skierowało się w stronę miejsca zasadzenia pestki. Po kilku chwilach zaczęło kiełkować. Sadzonka wkrótce urosła do rozmiarów dużego drzewka. Gałęzie wkrótce pokryły się liśćmi. Wkrótce drzewo pokryło się kwiatami i zaczęło owocować. Pojawiły się duże, dojrzałe gruszki. Mnich wspiął się na drzewo i zrzucał gruszki do ludzi. W jednym momencie wszystkie gruszki zostały zjedzone. Po tym wszystkim mnich ściął drzewo toporem, wziął je na swoje plecy i odszedł.

Kiedy mnich robił swoją magię rolnik stał zdumiony, zapatrzony i całkowicie zapomniał  o swoim interesie. Kiedy mnich odszedł rolnik popatrzył na swój wózek. Jego gruszki zniknęły. Wtedy zorientował się, że gruszki z drzewa mnicha były jego własnymi. Popatrzył jeszcze uważniej i spostrzegł, że  dyszel z jego wózka również zniknął. Wpadł z złość i szukał go przez długi czas. Natrafił w końcu na niego przy murach miejskich i zorientował się, że mnich zamienił go w drzewo. Mnicha jednak nigdzie nie było i nikt nigdy go już nie widział. Tłum na targu wyśmiewał się jeszcze długo ze skąpego rolnika.

"Chinese fairy tales. The miserly farmer" by Frederick H. Martens

#baśń#chiny#rolnik#skąpy


sobota, 25 listopada 2023

Wielka Brytania

Szkocja

Lis i ptak.



Pewnego razu jastrząb siedział sobie na kamieniu nad brzegiem rzeki wygrzewając się w słońcu, kiedy nagle podstępny czerwono-brązowy lis pojawił się za nim niezauważony i jednym kłapnięciem wgryzł się w szyję ptaka. 
"O! Nie pożeraj mnie!" zakrzyczał jastrząb. "Jeśli mnie oszczędzisz i pozwolisz mi odejść zniosę Ci jajo większe niż twoja głowa".
W tym momencie lis zaczął myśleć, że złapał ptaka nad ptakami, orła, który będzie niesmawitym skarbem dla niego, rozluźnił uchwyt szczęk  na gardle jastrzębia.
Bezzwłocznie jastrząb odleciał w bezpieczne miejsce na liściaste drzewo, gdzie bezpieczny od napadu lisa zaczął z niego kpić.
"Nie zniosę ci jaja wielkiego jak twoja głowa" powiedział ptak."Ponieważ tego nie umiem. Ale dam ci trzy dobre rady, które jeśli będziesz przestrzegać staniesz się znacznie lepszym w tym co robisz".
"Po pierwsze: nigdy nie wierz w mało prawdopodobne historie od niewiarygodnych autorów. 
Po drugie: nigdy nie rób wielkiej awantury o małe rzeczy.
Po trzecie..." ptak popatrzył na wygłodniałego lisa i zrobił przerwę. "Po trzecie: cokolwiek trzymasz, trzymaj pewnie".
Powiedziawszy to odfrunął i zostawił lisa z pustym żołądkiem.
"The fox and the bird" "Fairy tales from Scotland" by Barbara Ker Wilson
#bajka#wielkabrytania#szkocja#lis#ptak


Bajka indyjska Dlaczego pada deszcz? Było to dawno, dawno temu, kiedy wszelka woda na Ziemi nazywała się Morze. Słońce i Morze żyły wówcza...