sobota, 13 stycznia 2024

 Bajka turecka

Nauczyciel i świeczka



Pewnego dnia podczas bardzo ciężkiej zimy nauczyciel i jego  przyjaciele siedzieli w kawiarni dyskutując o pogodzie. Zwykła pogawędka dawała wiele chwil na przechwalanie się  i wkrótce nauczyciel wydął pierś i powiedział: "Może myślicie, że zima jest ostra. Jak dla mnie to nie jest ona taka zła. Kiedy byłem chłopcem w środku stycznia szedłem nad rzekę, wybijałem przerębel i kąpałem się w zimnej wodzie. Phi, ta zima wcale nie jest ostra".

To wyznanie było już zbyt przesadne dla wszystkich. Przyjaciele nauczyciela wymyślili mu więc wyzwanie. "Nauczycielu. Lubisz więc zimną pogodę. Sądzę, że mógłbyś zostać przez całą noc na zewnątrz bez żadnego ciepłego okrycia ani koca, ani niczego co by cię ogrzało?"

"Oczywiście" odpowiedział nauczyciel.

"Żadnego ognia, gorącej herbaty, koca czy płaszcza?". Inni nie dowierzali.

"Dobrze" powiedział jeden z ncih "zawżyjmy układ. Jeśli dziś w nocy zostaniesz na zewnątrz bez żadnej ciepłej rzeczy, która mogłaby cię ogrzać stawiamy ci obiad. Prawda, przyjaciele?"

"Z drugiej strony" kontynuował "jeśli użyjesz czegoś co by cię ogrzało wtedy ty zapraszasz na obiad. No i jak nauczycielu?"

"Dobrze, dobrze" odpowiedział nauczyciel.

Tego wieczoru przyjaciele nauczyciela patrzyli na niego ze swoich ciepłych domów, kiedy chodził w tę i z powrotem, patrząc na gwiazdy na niebie i oblizując po raz tysięczny zgrubiały z mrozu język. Kiedy miał się poddać zobaczył w oknie oddalonym o setki metrów świeczkę. Wpatrzył się w jej światło i poczuł jak krew rozgrzewa się w jego żyłach. To pozwoli mu przetrwać tę długą noc.

Następnego poranka przyjaciele nauczyciela wyszli na mroźne powietrze i byli zdumieni jego kondycją. "Więc nauczycielu jesteś pewien, że nic nie użyłeś by się ogrzać?" zapytali.

"Nic nie użyłem" odparł nauczyciel. "Tylko zobaczyłem świecę palącą się setki metrów stąd w oknie domu i to ocaliło mnie od zimna".

"Aha" odkrzyknęli "musisz nam postawić obiad, ponieważ ogrzałeś się świecą". Nauczyciel zaprosił więc ich na obiad do swojego domu. 

Cała grupa przybyła w odpowiednim czasie do domu nauczyciela, zasiadła w salonie i czekała na zachwycające zapachy unoszące się podczas gotowania. Niestety nikt z nich nie mógł poczuć, co dziś będzie serwowane. Nauczyciel też nie wchodził do kuchni i nie nadzorował gotującej się strawy. Po godzinie nie było znaku obiadu. W końcu jeden z nich zapytał się do nauczyciela o to spóźnienie.

"O moi przyjaciele, chodźcie i sprawdzcie sami czy obiad już gotowy" powiedział gospodarz i zaprowadził ich do kuchni. Znaleźli tam ogromny garnek zwisający z sufitu, a pod nim stała jedna jedyna świeca.

"Ale nauczycielu" powiedziali wszyscy "chyba nie spodziewasz się, że świeca ogrzeje ten garnek? W ten sposób obiad nigdy nie będzie gotowy?"

"O nie byłbym tego taki pewien" powiedział nauczyciel. " Jeśli świeca oddalona o setki metrów trzymała mnie w cieple przez całą noc, to i świeca oddalona o jeden metr od garnka powinna go ogrzać!"

"The hoca and the candle" "Turkish folk tales" by Barbara K. Walker

#bajka#turcja#nauczyciel#świeca


czwartek, 11 stycznia 2024

Bajka z Sudanu

Księżniczka, kupcy i bardzo niezwykła szafa.



Pewnego razu w Sudanie władał sułtan, który żył w luksusie, wspaniałym pałacu, z przepięknymi ogrodami, setkami służących i skrzyniami pełnymi złota. Sułtan nie był zbyt dobry w zarządzaniu pieniędzmi, tym zajmowała się jego żona. Mieli córkę o imieniu Amira, która była bardzo mądra i sprytna jak jej matka. 

Pewnego smutnego dnia, kiedy Amira miała około dwudziestu lat, żona sułtana zachorowała i umarła. Sułtan był zrozpaczony. W ogromnej desperacji opłakiwał swoją żonę zamknięty w swoim pokoju. Pałac popadał w ruinę, ogród zarosnął chwastami. Co gorsze sułtan zaczął wydawać pieniądze i żyć tak jakby nie było jutra. W końcu wydał wszystkie pieniądze, które leżały w skrzyniach.

Sułtan posiadał jeszcze bardzo wielką skrzynię pełną złotych sztabek, o których przypomniał sobie, kiedy wszystkie oszczędności zostały wydane. Na całe szczęście Amira patrzyła swojemu ojcu na ręce i kiedy on otwierał skrzynię sekretnie wyjmowała jedną sztabkę i zakopywała w ziemi. Po pewnym czasie skrzynia ze sztabkami była pusta. Ponieważ pałac potrzebował pieniędzy na jedzenie i opłacenie służących Amira wykopała swoje sztabki i zaniosła je na targ.

Amira poszła prosto do najbogatszego kupca w mieście i zapytała go, ile jest warta taka sztabka złota. Kupiec był tak zaślepiony urodą księżniczki, że zakochał się w niej.

"Piękna księżniczko" powiedział. "Jeśli zechcesz być moją żoną zapłacę dwukrotną cenę za tę sztabkę".

Amira nie chciała wychodzić za mąż i nie chciała by ktoś ją kupił jako żonę. Odmówiła natychmiast, ale kiedy chciała swoją sztabkę z powrotem kupiec udawał, że nie wie o co jej chodzi.

Amira zła poszła więc do następnego kupca. Opowiedziała mu co się stało i poprosiła o pomoc w odebraniu sztabki. Niestety ku jej nieszczęściu, ten drugi kupiec również zakochał się w księżniczce.

"Piękna księżniczko" powiedział. "Jeśli zgodzisz się być moją żoną to zapłacę ci cztery razy więcej niż jest ona warta".

To samo wydarzyło się z trzecim kupcem. I z czwartym. Amira nie mogła już wytrzymać i skryła się w cieniu drzewa. Kiedy tak siedziała podeszła do nie stara kobieta.

"Dlaczego wyglądasz tak smutno księżniczko?" zapytała. "Jest zbyt ładny dzień by się smucić".

Amira opowiedziała jej  historię o sztabkach złota i o tym jak kupcy z nią rozmawiali, jakby była obiektem na sprzedaż.

"Muszą ponieść lekcję" powiedziała stara kobieta. "I ja wiem jak to zrobić. Chętnie ci pomogę, jeśli dasz mi połowę z twoich sztabek".

"Dam ci je, jeśli tylko pomożesz mi je odzyskać" zgodziła się Amira.

"Słuchaj więc uważnie" zaczęła kobieta i opowiedziała Amirze, co należy zrobić by ukarać kupców.

Kiedy Amira wróciła do pałacu zawołała stolarza i kazała mu zbudować wielką szafę z czterema drzwiami. Każde z drzwi szafy musiały wystarczyć by zmieścić w nich jedną osobę. Stolarz nigdy jeszcze nie wykonywał takiej pracy, więc pracował w dzień i nocy. Po tygodniu zamontował ją w pokoju gościnnym Amiry.

Kiedy szafa była gotowa Amira wybrała się na targ i poszła prosto do pierwszego kupca.

"Dobry panie, prosze zwróć mi moją sztabkę" powiedziała. "To jedyna rzecz, która należy do mojego ojca sułtana".

"Zwrócę ci ją moja księżniczko" odpowiedział kupiec. "Zaakceptuj tylko moją ofertę i zgódź się zostać moją żoną, wtedy podwoję stawkę za sztabkę".

"Zgadzam się" powiedziała Amira. "Ale nie ma czasu do stracenia. Przyjdź jutro do pałacu w południe i poczekaj na mnie w pokoju gościnnym".

"Będę tam" odpowiedział kupiec i wręczył Amirze sztabkę i podwójną jej wartość.

Zachwycona Amira poszła do drugiego kupca.

"Drogi panie" powiedziała. "Czy mógłbyś coś dla mnie zrobić? Odbierz moją sztabkę od twojego przyjaciela i przynieś mi ją. To jedyna rzecz jaka nam została".

"Z chęcią przyniosę ci sztabkę i dam ci dwie moje, jeśli tylko zostaniesz moją żoną" opowiedział kupiec.

"Zgadzam się" odpowiedziała Amira. "Ale nie mamy czasu do stracenia. Przyjdź jutro do pałacu kilka minut po południu i poczekaj na mnie w pokoju gościnnym".

Tańcząc z radości kupiec dał Amirze dwie sztabki złota i obiecał być na czas. Wtedy Amira poszła do trzeciego kupca i to samo stało się co poprzednio. Oddał jej dwie sztabki złota a ona obiecała mu małżeństwo. Powiedziała mu, aby przyszedł do pałacu kilka minut po drugim kupcu. Na końcu odwiedziła czwartego kupca i zaaranżowała spotkanie kilka minut po trzecim kupcu.

Z dziewięcioma złotymi sztabkami Amira powróciła do pałacu. Oddała złoto ojcu, a on uśmiechnął się do swojej mądrej córki.

"Twoja mama byłaby bardzo dumna z ciebie" powiedział. Zwołał swoich ministrów na spotkanie i zaczął wydawać rozkazy by naprawić dom i ogród.

Zanim sułtan odszedł Amira poprosiła go o pomoc. Miał ukryć się w sąsiednim pokoju i za każdym razem, gdy ktoś wejdzie do pokoju zapukać do drzwi.

Następnego dnia dokładnie w południe do pałacu przyszedł pierwszy kupiec. Amira przywitała go ciepło, tak że kupiec nie mógł uwierzyć swojemu szczęściu. Podziwiał właśnie nową szafę księżniczki, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.

"Szybko musisz się ukryć. Mój ojciec nigdy nie zaakcetuje naszego małżeństwa" powiedziała Amira. Podeszła do szafy i otworzyła pierwsze drzwi. Kupiec wszedł do środka. Wtedy właśnie Amira zamknęła drzwi na klucz i włożyła go do swojej kieszeni.

Kilka minut po południu przyszedł drugi kupiec. Usiadł wygodnie, gdy nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi.

"Musimy unikać mojego ojca dopóki się nie ożenimy, bo on nie chce zaakceptować małżeństwa" powiedziała Amira. "Proszę ukryj się w szafie". Otworzyła drugie drzwi i ukryła tam kupca, po  czym zamknęła je na klucz. Włożyła go do swojej kieszeni.

Ta sama rzecz zdarzyła się z trzecim i czwartym kupcem. Kiedy wszyscy czterej kupcy byli zamknięci w środku szafy Amira rozkazała zabrać ją do domu aukcyjnego na sprzedaż. Tam spotkała swojego przyjaciela z dzieciństwa, sułtana z sąsiedniego królestwa, który ofiarował najwyższą cenę za szafę. Amira była bardzo szczęśliwa, że ją sprzedała, ale chciała jeszcze rozmówić się z sułtanem.

"Drogi sułtanie" powiedziała. "Jeśli obiecasz nie gniewać się na to co zobaczysz w szafie, sprzedam ci ją".

"Zgadzam się" powiedział sułtan i Amira wręczyła mu klucze.

Sułtan zamierzał zabrać szafę do domu, ale ciekawość zwyciężyła. Przy ogromnym tłumie otworzył pierwsze drzwi i znalazł pierwszego kupca wściekłego i czerwonego na twarzy. Potem otworzył drugie drzwi, trzecie i czwarte, aż wszyscy kupcy zostali uwolnieni. Tłum wiwatował i pękał ze śmiechu, a kupcy byli zażenowiani.

"Powiedz mi księżniczko" zapytał sułtan. "Jak to się stało, że zamknęłaś czterech kupców w szafie? To najsprytniejsza rzecz jaką widziałem!"

Więc Amira opowiedziała wszystko o złotych sztabkach i jak kupcy próbowali oszukać ją, by się z nią ożenić. Odwróciła się do kupców i powiedziała: "Próbowaliście mnie kupić, więc na koniec ja sprzedałam was. Chyba wam wystarczy". 

Oddała kupcom taką samą liczbę sztabek, jak te za które chcieli ją kupić. Wszyscy skruszeni poszli do domów i nikt w królewstwie nie próbował nigdy oszukać mądrej księżniczki Amiry.

"The princess, the merchants, and the very unusual cupcoard" from "Fantastic tales for fearless girls" by Anita Ganeri and Samantha Newman.

#bajka#sudan#księżniczka#kupiec#szafa



wtorek, 9 stycznia 2024

Bajka z Meksyku

Królik i krab



Dawno temu Królik i Krab byli dobrymi przyjaciółmi. 

Pewnego dnia postanowili zasadzić marchewkę.

"Ja zasieję nasiona" powiedział Królik. 

"A ja je podleję" powiedział Krab.

Wkrótce marchewka była gotowa do zebrania. Królik wykopał marchewkę a Krab ściał jej nać. 

W ten sposób powstała mała górka marchewki i większa góra naci.

Królik próbował oszukać Kraba. 

"Mam pewną myśl" powiedział do Kraba. "Ty możesz wziąć tą większą górę, a ja wezmę tę mniejszą".

Ale Krab był mądry.

"Nie Króliku" powiedział. "Wtedy ty będziesz miał całą marchewkę".

"Zróbmy więc wyścig" powiedział Królik. "Ten który zwycięży zabierze całą marchewkę. Przegrany będzie miał nać".

"Dobrze" powiedział Krab.

Królik był bardzo uradowany.

"Potrafię biegać bardzo szybko" pomyślał. "Krab jest zbyt wolny by mnie pobić".

"Biegam szybciej od ciebie" Królik powiedział do Kraba. "Zacznę więc bieg dziesięć kroków za tobą". 

"Dobrze" powiedział Krab. "To prawda, jesteś znacznie szybszy ode mnie".

Byli gotowi, aby zacząć wyścig. Krab stanął na lini startu.

"Do startu, gotowi, start!" krzyknął.

Królik biegł szybko i wkrótce wyprzedził Kraba.

Królik biegł i biegł. Nie widział nigdzie Kraba.

"Wygram ten wyścig" pomyślał.

Ale sprytny Krab trzymał się króliczego ogonka swoimi kleszczami.

Królik podbiegł do stosu marchewki. Krab wskoczył na nią.

"Jestem pierwszy" powiedział Krab. "Wygrałem wyścig".

"O nie" powiedział Królik. "Oszukałeś mnie".

W ten sposób Królik przegrał wyścig, a Krab zjadł całą marchewkę.

"The rabbit and the crab" by Amelia Marshall and Roman Dia#bajka#meksyk#królik#krab#wyścig



niedziela, 7 stycznia 2024

Bajka turecka

Lustro, dywan i cytryna



Był sobie pewnego razu sułtan, który miał piękną córkę o imieniu Perihan. Księżniczka słyneła na całym świecie ze swojego piękna. Każdy pragnął się z nią ożenić. 

"Książę, który chce ożenić się z moją córką musi przynieść mi najwspanialszy na całym świecie podarunek" powiedział sultan.

"A co nim ma być?" pytali książęta.

"Sami musicie znaleźć odpowiedź" odpowiadał sułtan.

Jeden po drugim książęta przynosili do pałacu niezwykłe podarki. Jeden z nich przyniósł ptaka, któy śpiewał bez ustanku. Inny przyniósł żelazną fontannę, z której woda nigdy nie przestawała płynąć. Trzeci przyniósł owcę ze złotym runem. Sułtan tylko potrząsał swoją głową. "To piękne podarki" mówił "ale nie jest to, co konkretnie mam na myśli".

"On sam nie wie, co to miałoby być" szeptali książęta i wszyscy odchodzili niezadowoleni.

Daleko, bardzo daleko mieszkali trzej bracia książęta. "Chodźmy i starajmy się o rękę księżniczki Perihan" powiedział jeden.

"Dobrze" powiedział drugi.

"Ja też pójdę" powiedział trzeci.

Wtedy dwaj bracia zaczęłi się śmiać, ale pozwolili mu pójść.

Każdy z braci miał pięć tysięcy kawałków złota, które przeznaczył na dar dla sułtana. Pierwszy z braci kupił lustro, które pokazywało co działo się na świecie. "Jestem pewien, że mój dar będzie najlepszy" powiedział.

Drugi książę kupił dywan za swoje pięć tysięcy kawałków złota. Był to specjalny dywan, którym można było podróżować, gdziekolwiek się zapragnęło. Wystarczyło tylko powiedzieć nazwę miejsca i dywan zanosił cię tam.

Trzeci książę patrzył i szukał, ale nie mógł nic znaleźć. W końcu poszedł na bazar, gdzie kupiec wołał "Cytryny! Cytryny!" Książę podszedł bliżej i zapytał.

"Powiedz mi coś o tych cytrynach?" 

"To są magiczne cytryny. Sok z nich uwalnia cię od wszystkich chorób świata".

"Ile kosztuje jedna cytryna?" zapytał książę.

"Pięć tysięcy kawałków złota" odpowiedział kupiec.

Książę myślał i myślał."Może ten dar będzie chciał mieć sułtan". Zapłacił więc kupcowi należną sumę.

Następnego dnia trzej książęta wyruszyli do ziemi sułtana. Pierwszej nocy zatrzymali się w gospodzie i zaczęli rozmawiać o księżniczce Perihan.

"Ja powinienem ożenić się z księżniczką" powiedział pierwszy książę. "Sułtanowi na pewno spodoba się lustro".

"Nie" powiedział drugi książę. " Wybierze mój magiczny latający dywan".

"A co z moją cytryną?" zapytał trzeci książę.

"Bracia zaczęli się śmiać. "Tyko głupiec zapłaciłby pięć tysięcy za cytrynę" zaśmiał się pierwszy książę.

"Nieważne" odpowiedział drugi. "Przynajmniej będziesz tam i zobaczysz mój ślub z księżniczką".

"Ciekawe jak ona wygląda?" zastanowił się trzeci książę.

"Popatrzmy w lustro i przekonajmny się". powiedział pierwszy książę. Spojrzał w lustro i oniemiał. Księżniczka Perihan leżała w łóżku bardzo chora.

"Musimy się pośpieszyć" powiedział drugi książę. "Wsiadajcie na mój dywan i zaraz tam będziemy". 

Więc trzej książęta wsiedli na dywan i w mgieniu oka byli pod pałacem sułtana.

Sułtan płakał tak, że ledwie zobaczył trzech książąt. "Moja biedna Perihan!" zawołał.

"Mój sułtanie" powiedział trzeci książę. "Mam tu cytrynę, która pomoże twojej córce".

"Cytrynę!"

"Tak sułtanie. Sok z tej cytryny może usunąć całą chorobę z tego świata". Najmłodszy książę wycisnął sok z cytryny i dał do picia księżniczce Perihan.

W tym momencie kolory powróciły na jej twarz. Usiadła i uśmiechnęła się. Czuła się wspaniale.

Sułtan odwrócił się do książąt i zapytał: "Co tu robicie?"

"Przybyliśmy, aby ożenić się z księżniczką" powiedział pierwszy książę. "Przyniosłem magiczne lustro. Tylko spójrz. Można w nim zobaczyć wszystko co dzieje się na świecie".

"Tak rzeczywiście wspaniałe lustro" zgodził się sułtan.

"Tak dzięki niemu odkryliśmy, że księżniczka jest chora. Myślę, że to ja powinienem ożenić się z księżniczką".

"Ale to mój dywan przyniósł nas tu bardzo szybko" powiedział drugi książę. "Proszę sułtanie, zabierze on cię wszędzie gdzie tylko chcesz. Myślę, że to ja powinieniem ożenic się z księżniczką".

"Tak to niezwykły prezent" zgodził się sułtan. "A ty  najmłodszy książę co mi przyniosłeś?" 

"Przyniosłem ci cytrynę" powiedział najmłodszy książę "i tylko tyle". Podał więc sułtanowi wyciśniętą cytrynę.

Bracia zaczęli się śmiać. Jednak księżniczka Perihan się nie śmiała. "Ojcze" powiedziała " czy zdecydowałeś już, który z tych prezentów jest najbardziej niezwykły?"

"Zarówno lustro jak i dywan sa niezwykłymi prezentami" powiedział.

"Ale to cytryna była najwspanialszym prezentem - prawda, ojcze. To ona wróciła mnie do życia, a życie to najwspanialszy dar" powiedziała królewna.

"Masz rację córko" powiedział sułtan. "Mógł on użyć cytrynę tylko raz i przez to uratował twoje życie. Zasługuje by mógł ożenić się z tobą".

W ten sposób najmłodszy książę i Perihan wzięli ślub, który trwał czterdzieści dni i czterdzieści nocy. 

"A mirror, a carpet and a lemon" "Turkish folk tales" by Barbara K. Walker.

#bajka#turcja#lustro#dywan#cytryna



piątek, 5 stycznia 2024

 Bajka holenderska

Kot i kołyska


Dawno temu w Holandii mieszkał sobie mężczyzna i kobieta. Para ta miała dziecko, dziewczynkę, która uwielbiała jeść miód. Para nazwała ją więc Mały Miodek. 

Mężczyzna i kobieta mieli również kota, który pomagał opiekować się Małym Miodkiem, ponieważ nie była ona jeszcze zbyt duża na raczkowanie. Kot leżał niedaleko kołyski Małego Miodka i usypiał ją. Kot gonił swój ogon, co sprawiało, że Mały Miodek się śmiał.

Pewnego popołudnia mężczyzna i kobieta zostawili kota, aby opiekował się dziewczynką, a oni poszli poszukać w lesie jedzenia. Kiedy byli poza domem nadciągnęła ogromna burza. Deszcz padał mocno i woda w rzece podniosła się, a ziemia zaczęła się podtapiać.

Kiedy młody mężczyzna i kobieta wrócili do domu zobaczyli zalany dom przez szybko podnoszącą się rzekę.

Ale co stało się z Małym Miodkiem?

Kiedy woda podniosła się i kołyska zaczęła odpływać, kot wskoczył do środka niej. Kołyska zaczęła obracać się wokół szybkiej wody, ale kot trzymał się jej kurczowo. Przez kilka godzin kołyska płynęła przez wzburzone wody.

Podczas nocy kołyska zatrzymała się na gałęzi sterczącej z brzegu rzeki. Kot, który widział w ciemności, zobaczył niedaleko wioskę. Wiedział, że dziecko potrzebuje jedzenia i schronienia, więc zaczął miauczeć. Gdyby obudził wioskę może mógłby uratować dziecko.

Kot wył i miauczał, aż zabolało go w krtani, ale wioska była pogrążona w ciemności, a chłopi spali  głęboko. 

Właśnie wtedy, kiedy kot nie mógł już miauczeć zobaczył migające światełko. Znaczyło to, że ktoś się obudził i kot zamiauczał jeszcze głośniej niż wcześniej.

Miauczenie kota obudziło młodego chłopca imieniem Dirk. Trzymajac swoją lampę Dirk pośpieszył na zewnątrz, by pomóc biednemu kotkowi, który wydawał tak straszne dźwięki. 

Idąc za głosem doszedł do brzegu rzeki i zobaczył kota i kołyskę. Wyciągnął ją z rzeki i pośpieszył z powrotem do domu.

Kiedy Dirk przyszedł do domu, obudził swoich rodziców i pokazał im co znalazł w rzece. Ich serca napełniły się radością. Zawsze chcieli mieć dziewczynkę. Mały Miodek został członkiem rodziny, a oni traktowali go jak własną córkę.

Kiedy dorośli Dirk i Mały Miodek ożenili się. Żyli szczęśliwie z kotem, który uratował i ocalił życie Małego Miodka.

Do dzisiejszego dnia w wiosce stoi posąg tegoż kota. Każdego roku dzieci z wioski obdarowują go nową obrożą, aby zapamiętać odważnego kota, który uratował życie dziecka.



"The cat and the cradle" by Jackie Walter and Pauline Gregory.

#bajka#holandia#kot#kołyska


środa, 3 stycznia 2024

Bajka japońska

Biały zając i krokodyl



Pewnego razu był sobie biały zając. Mieszkał on na małej wyspie. Biały zając bardzo lubił swoją wyspę, ale czasami czuł się smutny, widząc cały czas te same rzeczy.

Każdego dnia biały zając patrzył przez wodę  gdzie mógł  zobaczyć inną wysepkę. Zapragnął tam dotrzeć. 

Niestety biały zając nie mógł wydostać się z wyspy. Nie potrafił pływać. Nie potrafił latać. Nie posiadał też łódki. Był przez to bardzo smutny.

Pewnego dnia biały zając zobaczył krokodyla w wodzie. Chciał zapytać krokodyla, czy zabierze go na wyspę. Niestety krokodyl mógłby go zjeść. 

Wtedy biały zając wpadł na wspaniałą myśl. 

"Cześć mądry krokodylu" - powiedział biały zając.  "Czy mogę się ciebie o coś zapytać?"

Krokodyl uśmiechnął się i podpłynął bliżej.

"Co chciałbyś wiedzieć? - powiedział.

"Krab uważa, że na świecie jest więcej zajęcy niż krokodyli, ale ja myślę, że jest inaczej. Co ty o tym myślisz?" - zapytał biały zając.

"Jest więcej krokodyli? - powiedział krokodyl. "Jesteśmy ważniejsi od zajęcy".

"Zobaczymy" - powiedział biały zając. "Idź i przyprowadź wszystkie krokodyle. Ustawcie się od nosa do ogona przez wodę. Zobaczymy czy dosięgniecie tej wyspy".

Krokodyl zebrał wszystkie inne krokodyle. Zrobili linię w wodzie i udało im się połaczyć w wyspą. 

"Widzisz" - powiedział krokodyl. "Jest więcej krokodyli od zajęcy".

"Nie mam jeszcze pewności" - powiedział biały zając. "Stójcie bardzo spokojnie a ja was policzę".

Biały zając biegł przez krokodyle, licząc je wszystkie.

"Jeden... dwa... trzy..." - liczył. 

Krokodyle stały bardzo cicho.

Biały zając dotarł w końcu na wyspę. oszukał w ten sposób krokodyle.

"Dzięki wam za pomoc" - zaśmiał się i uciekł tak szybko jak potrafił.

"The white hare and the crododile". by Sue Graves and Phillippa Corcutt.

#bajka#japonia#biały#zając#krokodyl#



poniedziałek, 1 stycznia 2024

Baśń z Południowej Afryki

Unanana i słoń



Była sobie pewnego razu kobieta o imieniu Unanana, która żyła w wiosce w Południowej Afryce. W języku Zulu mówi sie "Unanana-bosele" co oznacza "uparty jak żaba". Unanana rzeczywiście nigdy się niepoddawała nie ważne jak ciężkie było życie.

Nieszczęśliwie mąż Unanany umarł czyniąc ją wdową zdaną na własny los. Mieszkała z  dwójką dzieci w rozlatującej się chatce niedaleko lasu, gdzie mieszkało wiele zwierząt. Każdego dnia ludzie z wioski przechodzili obok jej chatki, gdy szli zbierać chrust na opał. Zawsze zatrzymywali się i mówili "Jakie piękne dzieci masz Unanana. Musisz być z nich dumna".

Pewnego poranka Unanana udała się do lasu po drewno. Zostawiła dzieci pod opieką starszych kuzynów. Słyszała je bawiących się szczęśliwie, kiedy zniknała pomiędzy drzewami. Kiedy dzieci zmęczyły się grą w kamyki zaczęły budować szałasy z liści i gałązek.

Nagle usłyszały głośny szelest i do ich zagrody wszedł pawian.

"Czyje to dzieci?" zapytał kuzynów niesamowicie głębokim i huczącym głosem.

"To dzieci Unanany" odpowiedzieli kuzyni z uśmiechem.

"Nigdy nie widziałem tak pięknych dzieci" powiedział pawian. 

Poszedł z powrotem do lasu, a dzieci znów zaczęły się bawić.

Chwilę później usłyszeli trzask złamanej gałązki i zobaczyli gazelę patrzącą na nich swoimi wielkimi, brązowymi oczami.

"Kogo to dzieci?" zapytała gazela kuzynów swoim miękkim, delikatnym głosem.

"To dzieci Unanany" odpowiedzieli.

"Nigdy nie widziałam tak pięknych dzieci" odpowiedziała gazela.

Skoczyła z powrotem do lasu. Tym razem jednak dzieci nie wróciły już do gry. Było im gorąco i były spragnione. Wypili więc po kubku wody z naczynia stojącego niedaleko drzwi domku.

Wtedy właśnie usłyszeli głośny ryk i zobaczyli nakrapiane ciało lamparta. Kuzyni przestraszyli się i upuścili wodę z kubków.

"Kogo są te dzieci?" zapytał lampart niskim, warczącym głosem.

"One są Unanany" odpowiedzieli kuzynki przestraszeni.

"Nigdy jeszce nie widziałem tak pięknych dzieci" powiedział lampart.

Odwrócił się i zniknął w lesie.

Po tym wszystkim dzieci nie chciały się więcej bawić i nie chciały już więcej wizyt. Wszystko czego pragnęły to, aby Unanana wróciła do domu jak najprędzej. Niestety zamiast ich matki pojawił się ogromny słoń z jednym kłem. Stanął przed dziećmi, które próbowały ukryć się za dużym głazem.

"Kogo są to te dzieci?" zapytał słoń najgłośniejszym głosem, jaki kiedykolwiek słyszały.

"Onnnne są Unanany"  powiedzieli ogromnie przestraszeni kuzyni.

"Nigdy nie widziałem tak pięknych dzieci. Sądzę, że muszę je wziąć z sobą" odpowiedział słoń.

Otworzył szeroko swoją paszczę i połknął oboje dzieci. Potem pomaszerował z powrotem do lasu.

Kuzyni zaczęli krzyczeć, pobiegli do chatki i zatrzasnęli drzwi. Czy to możliwe, że Unanana straciła swoje dzieci?

Kilka chwil później Unanana powróciła dźwigając duży pęk gałęzi. Kuzyni wybiegli z chatki w strasznej panice. Zabrało to trochę czasu, aby wyjaśnili co się wydarzylo.

"Przykro nam" mówili kuzyni. "Nie mogliśmy go powstrzymać. Słoń. Zabrał dzieci. O nie! O nie! Co teraz powinniśmy zrobić".

"Pójdę i je znajdę" powiedziała Unanana. "Ale musze najpierw przygotować kilka rzeczy".

Poszła do chatki i włożyła do garnka fasolę, by ją ugotować nad ogniem. Kiedy fasola była już gotowa wystudziła garnek i włożyła go sobie na głowę. Zabrała następnie ostry nóż, który przywiązała do pasa. Zostawiła kuzynów w chatce i poszła do lasu szukać dzieci.

Pierwszym zwierzęciem, które napotkała był pawian.

"Pawianie, pawianie" zawołała. "Czy widziałeś może słonia z jednym kłem? Połknął moje dzieci i muszę go znaleźć."

"Znam cię" odpowiedział pawian. "Ty jesteś Unanana. Pomogę ci. Idź ścieżką aż dojdziesz do wysokich drzew i białych kamieni. Tam znajdziesz słonia".

Unanana podziękowała pawianowi i poszła dalej ścieżką, ale nigdzie nie napotkała wysokich drzew, ani białych kamieni, ani słonia. Jedynym zwierzęciem jakie spotkała była gazela.

"Gazelo! Gazelo" zawołała. "Czy widziałaś może słonia z jednym kłem? Zjadł moje dzieci i muszę je odnaleźć".

"Znam cię" powiedziała gazela. . "Ty jesteś Unanana. Pomogę ci. Idź ścieżką aż dojdziesz do wysokich drzew i białych kamieni. Tam znajdziesz słonia".

Unanana podziękowała gazeli i pośpieszyła dalej. Szła i szła, aż zrobiła sie głodna i zmęczona. Nie zjadła jednak fasoli z garnka, trzymała ją dla swoich dzieci. Następnym zwierzęciem na jakie się natknęła był lampart.

"Lamparcie! Lamparcie!" zawołała. "Czy widziałeś może słonia z jednym kłem? 

"Znam cię" powiedział lampart. . "Ty jesteś Unanana. Pomogę ci. Idź ścieżką aż dojdziesz do wysokich drzew i białych kamieni. Tam znajdziesz słonia".

Unanana podziękowała lampartowi i poszła dalej ścieżką wlokąc się noga za nogą. Nagle na ścieżce zobaczyła wysokie drzewa i białe kamienie. W ich cieniu leżał ogromny słoń z tylko jednym kłem. 

Unanana popatrzyła na słonia spod brwi.

"Czy to ty zjadłeś moje dzieci? zapytała.

"Nie bądź głupia" odparł słoń. "Dlaczego miałbym to zrobić? To musiał być jakiś inny słoń. Teraz odejdź..."

"Powiedz mi prawdę!" wykrzyczała Unanana. "Czy zjadłeś moje dzieci?"

"Nie, nie zrobiłem tego" odparł słoń. "Tak jak powiedziałem odejdź stąd".

W tym momencie Unanana podbiegła do niego, wymachując swoim ostrym nożem i krzycząc. "Gdzie są moje dzieci? Powiedz mi to teraz!"

Wtedy słoń otworzył swoją ogromną paszczę i połknął Unananę, jej garnek z fasolą i nóż. Ale Unanana właśnie tego chciała. Ślizgała się w dół gardła słonia prosto w ciemność, aż do żołądka. Ściany jego żołądka były jak góry i zobaczyła tam mnóstwo ludzi i zwierząt oraz swoje piękne dzieci.

"Mamo! O mamo!" wołały, gdy przytulała je. "Naprawdę bardzo się bałyśmy. Jesteśmy głodne".

Unanana zdjęła garnek z głowy i dała dzieciom fasolę do jedzenia. Wkrótce tłum ludzi zebrał się wokół nich.

"My też jesteśmy głodni" zawołali ludzie. "Czy masz może dla nas trochę fasoli?"

"Jak możecie być głodni?" odpowiedziała Unanana. "Macie tu mleko z krów i kóz, jaja z kur. Ugotujcie jaja na ogniu, ale miejcie pewność, że ogień będzie duży".

Ludzie rozpalili więc ogromny ogień i zaczęli gotować jaja. Gdy to robili słoń poczuł ogromny ból. Narobił tyle hałasu, że wszystkie zwierzęta przyszły zobaczyć co się dzieje. 

"Mój brzuch okropnie boli" zawołał. "Czuję sie jakbym miał ogień w środku - musiałem coś zjeść".

Palący ból był coraz gorszy i gorszy, aż w końcu słoń upadł i umarł. Szybko Unanana wyciągnęła swój ostry nóż i otworzyła drogę do wyjścia. Wyszli więc Unanana i jej dzieci. Wyszły też krowy, kozy, psy i kury. Wyszli też ludzie, którzy dziękowali Unananie za ocalenie. Każdy dał jej jakiś prezent więc Unanana i jej dzieci nie były już więcej biedne.

Kiedy wrócili do domu kuzyni cieszyli się, że widzą ich bezpiecznych i szczęśliwych. Urządzili imprezę dla całej wioski i żyli długo i szczęśliwie.

"Unanana and the elephant" from "Fantastic tales for fearless girls" Anita Ganeri and Samantha Newman.

#baśń#afryka#unanana#słoń


Bajka indyjska Dlaczego pada deszcz? Było to dawno, dawno temu, kiedy wszelka woda na Ziemi nazywała się Morze. Słońce i Morze żyły wówcza...