niedziela, 7 stycznia 2024

Bajka turecka

Lustro, dywan i cytryna



Był sobie pewnego razu sułtan, który miał piękną córkę o imieniu Perihan. Księżniczka słyneła na całym świecie ze swojego piękna. Każdy pragnął się z nią ożenić. 

"Książę, który chce ożenić się z moją córką musi przynieść mi najwspanialszy na całym świecie podarunek" powiedział sultan.

"A co nim ma być?" pytali książęta.

"Sami musicie znaleźć odpowiedź" odpowiadał sułtan.

Jeden po drugim książęta przynosili do pałacu niezwykłe podarki. Jeden z nich przyniósł ptaka, któy śpiewał bez ustanku. Inny przyniósł żelazną fontannę, z której woda nigdy nie przestawała płynąć. Trzeci przyniósł owcę ze złotym runem. Sułtan tylko potrząsał swoją głową. "To piękne podarki" mówił "ale nie jest to, co konkretnie mam na myśli".

"On sam nie wie, co to miałoby być" szeptali książęta i wszyscy odchodzili niezadowoleni.

Daleko, bardzo daleko mieszkali trzej bracia książęta. "Chodźmy i starajmy się o rękę księżniczki Perihan" powiedział jeden.

"Dobrze" powiedział drugi.

"Ja też pójdę" powiedział trzeci.

Wtedy dwaj bracia zaczęłi się śmiać, ale pozwolili mu pójść.

Każdy z braci miał pięć tysięcy kawałków złota, które przeznaczył na dar dla sułtana. Pierwszy z braci kupił lustro, które pokazywało co działo się na świecie. "Jestem pewien, że mój dar będzie najlepszy" powiedział.

Drugi książę kupił dywan za swoje pięć tysięcy kawałków złota. Był to specjalny dywan, którym można było podróżować, gdziekolwiek się zapragnęło. Wystarczyło tylko powiedzieć nazwę miejsca i dywan zanosił cię tam.

Trzeci książę patrzył i szukał, ale nie mógł nic znaleźć. W końcu poszedł na bazar, gdzie kupiec wołał "Cytryny! Cytryny!" Książę podszedł bliżej i zapytał.

"Powiedz mi coś o tych cytrynach?" 

"To są magiczne cytryny. Sok z nich uwalnia cię od wszystkich chorób świata".

"Ile kosztuje jedna cytryna?" zapytał książę.

"Pięć tysięcy kawałków złota" odpowiedział kupiec.

Książę myślał i myślał."Może ten dar będzie chciał mieć sułtan". Zapłacił więc kupcowi należną sumę.

Następnego dnia trzej książęta wyruszyli do ziemi sułtana. Pierwszej nocy zatrzymali się w gospodzie i zaczęli rozmawiać o księżniczce Perihan.

"Ja powinienem ożenić się z księżniczką" powiedział pierwszy książę. "Sułtanowi na pewno spodoba się lustro".

"Nie" powiedział drugi książę. " Wybierze mój magiczny latający dywan".

"A co z moją cytryną?" zapytał trzeci książę.

"Bracia zaczęli się śmiać. "Tyko głupiec zapłaciłby pięć tysięcy za cytrynę" zaśmiał się pierwszy książę.

"Nieważne" odpowiedział drugi. "Przynajmniej będziesz tam i zobaczysz mój ślub z księżniczką".

"Ciekawe jak ona wygląda?" zastanowił się trzeci książę.

"Popatrzmy w lustro i przekonajmny się". powiedział pierwszy książę. Spojrzał w lustro i oniemiał. Księżniczka Perihan leżała w łóżku bardzo chora.

"Musimy się pośpieszyć" powiedział drugi książę. "Wsiadajcie na mój dywan i zaraz tam będziemy". 

Więc trzej książęta wsiedli na dywan i w mgieniu oka byli pod pałacem sułtana.

Sułtan płakał tak, że ledwie zobaczył trzech książąt. "Moja biedna Perihan!" zawołał.

"Mój sułtanie" powiedział trzeci książę. "Mam tu cytrynę, która pomoże twojej córce".

"Cytrynę!"

"Tak sułtanie. Sok z tej cytryny może usunąć całą chorobę z tego świata". Najmłodszy książę wycisnął sok z cytryny i dał do picia księżniczce Perihan.

W tym momencie kolory powróciły na jej twarz. Usiadła i uśmiechnęła się. Czuła się wspaniale.

Sułtan odwrócił się do książąt i zapytał: "Co tu robicie?"

"Przybyliśmy, aby ożenić się z księżniczką" powiedział pierwszy książę. "Przyniosłem magiczne lustro. Tylko spójrz. Można w nim zobaczyć wszystko co dzieje się na świecie".

"Tak rzeczywiście wspaniałe lustro" zgodził się sułtan.

"Tak dzięki niemu odkryliśmy, że księżniczka jest chora. Myślę, że to ja powinienem ożenić się z księżniczką".

"Ale to mój dywan przyniósł nas tu bardzo szybko" powiedział drugi książę. "Proszę sułtanie, zabierze on cię wszędzie gdzie tylko chcesz. Myślę, że to ja powinieniem ożenic się z księżniczką".

"Tak to niezwykły prezent" zgodził się sułtan. "A ty  najmłodszy książę co mi przyniosłeś?" 

"Przyniosłem ci cytrynę" powiedział najmłodszy książę "i tylko tyle". Podał więc sułtanowi wyciśniętą cytrynę.

Bracia zaczęli się śmiać. Jednak księżniczka Perihan się nie śmiała. "Ojcze" powiedziała " czy zdecydowałeś już, który z tych prezentów jest najbardziej niezwykły?"

"Zarówno lustro jak i dywan sa niezwykłymi prezentami" powiedział.

"Ale to cytryna była najwspanialszym prezentem - prawda, ojcze. To ona wróciła mnie do życia, a życie to najwspanialszy dar" powiedziała królewna.

"Masz rację córko" powiedział sułtan. "Mógł on użyć cytrynę tylko raz i przez to uratował twoje życie. Zasługuje by mógł ożenić się z tobą".

W ten sposób najmłodszy książę i Perihan wzięli ślub, który trwał czterdzieści dni i czterdzieści nocy. 

"A mirror, a carpet and a lemon" "Turkish folk tales" by Barbara K. Walker.

#bajka#turcja#lustro#dywan#cytryna



piątek, 5 stycznia 2024

 Bajka holenderska

Kot i kołyska


Dawno temu w Holandii mieszkał sobie mężczyzna i kobieta. Para ta miała dziecko, dziewczynkę, która uwielbiała jeść miód. Para nazwała ją więc Mały Miodek. 

Mężczyzna i kobieta mieli również kota, który pomagał opiekować się Małym Miodkiem, ponieważ nie była ona jeszcze zbyt duża na raczkowanie. Kot leżał niedaleko kołyski Małego Miodka i usypiał ją. Kot gonił swój ogon, co sprawiało, że Mały Miodek się śmiał.

Pewnego popołudnia mężczyzna i kobieta zostawili kota, aby opiekował się dziewczynką, a oni poszli poszukać w lesie jedzenia. Kiedy byli poza domem nadciągnęła ogromna burza. Deszcz padał mocno i woda w rzece podniosła się, a ziemia zaczęła się podtapiać.

Kiedy młody mężczyzna i kobieta wrócili do domu zobaczyli zalany dom przez szybko podnoszącą się rzekę.

Ale co stało się z Małym Miodkiem?

Kiedy woda podniosła się i kołyska zaczęła odpływać, kot wskoczył do środka niej. Kołyska zaczęła obracać się wokół szybkiej wody, ale kot trzymał się jej kurczowo. Przez kilka godzin kołyska płynęła przez wzburzone wody.

Podczas nocy kołyska zatrzymała się na gałęzi sterczącej z brzegu rzeki. Kot, który widział w ciemności, zobaczył niedaleko wioskę. Wiedział, że dziecko potrzebuje jedzenia i schronienia, więc zaczął miauczeć. Gdyby obudził wioskę może mógłby uratować dziecko.

Kot wył i miauczał, aż zabolało go w krtani, ale wioska była pogrążona w ciemności, a chłopi spali  głęboko. 

Właśnie wtedy, kiedy kot nie mógł już miauczeć zobaczył migające światełko. Znaczyło to, że ktoś się obudził i kot zamiauczał jeszcze głośniej niż wcześniej.

Miauczenie kota obudziło młodego chłopca imieniem Dirk. Trzymajac swoją lampę Dirk pośpieszył na zewnątrz, by pomóc biednemu kotkowi, który wydawał tak straszne dźwięki. 

Idąc za głosem doszedł do brzegu rzeki i zobaczył kota i kołyskę. Wyciągnął ją z rzeki i pośpieszył z powrotem do domu.

Kiedy Dirk przyszedł do domu, obudził swoich rodziców i pokazał im co znalazł w rzece. Ich serca napełniły się radością. Zawsze chcieli mieć dziewczynkę. Mały Miodek został członkiem rodziny, a oni traktowali go jak własną córkę.

Kiedy dorośli Dirk i Mały Miodek ożenili się. Żyli szczęśliwie z kotem, który uratował i ocalił życie Małego Miodka.

Do dzisiejszego dnia w wiosce stoi posąg tegoż kota. Każdego roku dzieci z wioski obdarowują go nową obrożą, aby zapamiętać odważnego kota, który uratował życie dziecka.



"The cat and the cradle" by Jackie Walter and Pauline Gregory.

#bajka#holandia#kot#kołyska


środa, 3 stycznia 2024

Bajka japońska

Biały zając i krokodyl



Pewnego razu był sobie biały zając. Mieszkał on na małej wyspie. Biały zając bardzo lubił swoją wyspę, ale czasami czuł się smutny, widząc cały czas te same rzeczy.

Każdego dnia biały zając patrzył przez wodę  gdzie mógł  zobaczyć inną wysepkę. Zapragnął tam dotrzeć. 

Niestety biały zając nie mógł wydostać się z wyspy. Nie potrafił pływać. Nie potrafił latać. Nie posiadał też łódki. Był przez to bardzo smutny.

Pewnego dnia biały zając zobaczył krokodyla w wodzie. Chciał zapytać krokodyla, czy zabierze go na wyspę. Niestety krokodyl mógłby go zjeść. 

Wtedy biały zając wpadł na wspaniałą myśl. 

"Cześć mądry krokodylu" - powiedział biały zając.  "Czy mogę się ciebie o coś zapytać?"

Krokodyl uśmiechnął się i podpłynął bliżej.

"Co chciałbyś wiedzieć? - powiedział.

"Krab uważa, że na świecie jest więcej zajęcy niż krokodyli, ale ja myślę, że jest inaczej. Co ty o tym myślisz?" - zapytał biały zając.

"Jest więcej krokodyli? - powiedział krokodyl. "Jesteśmy ważniejsi od zajęcy".

"Zobaczymy" - powiedział biały zając. "Idź i przyprowadź wszystkie krokodyle. Ustawcie się od nosa do ogona przez wodę. Zobaczymy czy dosięgniecie tej wyspy".

Krokodyl zebrał wszystkie inne krokodyle. Zrobili linię w wodzie i udało im się połaczyć w wyspą. 

"Widzisz" - powiedział krokodyl. "Jest więcej krokodyli od zajęcy".

"Nie mam jeszcze pewności" - powiedział biały zając. "Stójcie bardzo spokojnie a ja was policzę".

Biały zając biegł przez krokodyle, licząc je wszystkie.

"Jeden... dwa... trzy..." - liczył. 

Krokodyle stały bardzo cicho.

Biały zając dotarł w końcu na wyspę. oszukał w ten sposób krokodyle.

"Dzięki wam za pomoc" - zaśmiał się i uciekł tak szybko jak potrafił.

"The white hare and the crododile". by Sue Graves and Phillippa Corcutt.

#bajka#japonia#biały#zając#krokodyl#



poniedziałek, 1 stycznia 2024

Baśń z Południowej Afryki

Unanana i słoń



Była sobie pewnego razu kobieta o imieniu Unanana, która żyła w wiosce w Południowej Afryce. W języku Zulu mówi sie "Unanana-bosele" co oznacza "uparty jak żaba". Unanana rzeczywiście nigdy się niepoddawała nie ważne jak ciężkie było życie.

Nieszczęśliwie mąż Unanany umarł czyniąc ją wdową zdaną na własny los. Mieszkała z  dwójką dzieci w rozlatującej się chatce niedaleko lasu, gdzie mieszkało wiele zwierząt. Każdego dnia ludzie z wioski przechodzili obok jej chatki, gdy szli zbierać chrust na opał. Zawsze zatrzymywali się i mówili "Jakie piękne dzieci masz Unanana. Musisz być z nich dumna".

Pewnego poranka Unanana udała się do lasu po drewno. Zostawiła dzieci pod opieką starszych kuzynów. Słyszała je bawiących się szczęśliwie, kiedy zniknała pomiędzy drzewami. Kiedy dzieci zmęczyły się grą w kamyki zaczęły budować szałasy z liści i gałązek.

Nagle usłyszały głośny szelest i do ich zagrody wszedł pawian.

"Czyje to dzieci?" zapytał kuzynów niesamowicie głębokim i huczącym głosem.

"To dzieci Unanany" odpowiedzieli kuzyni z uśmiechem.

"Nigdy nie widziałem tak pięknych dzieci" powiedział pawian. 

Poszedł z powrotem do lasu, a dzieci znów zaczęły się bawić.

Chwilę później usłyszeli trzask złamanej gałązki i zobaczyli gazelę patrzącą na nich swoimi wielkimi, brązowymi oczami.

"Kogo to dzieci?" zapytała gazela kuzynów swoim miękkim, delikatnym głosem.

"To dzieci Unanany" odpowiedzieli.

"Nigdy nie widziałam tak pięknych dzieci" odpowiedziała gazela.

Skoczyła z powrotem do lasu. Tym razem jednak dzieci nie wróciły już do gry. Było im gorąco i były spragnione. Wypili więc po kubku wody z naczynia stojącego niedaleko drzwi domku.

Wtedy właśnie usłyszeli głośny ryk i zobaczyli nakrapiane ciało lamparta. Kuzyni przestraszyli się i upuścili wodę z kubków.

"Kogo są te dzieci?" zapytał lampart niskim, warczącym głosem.

"One są Unanany" odpowiedzieli kuzynki przestraszeni.

"Nigdy jeszce nie widziałem tak pięknych dzieci" powiedział lampart.

Odwrócił się i zniknął w lesie.

Po tym wszystkim dzieci nie chciały się więcej bawić i nie chciały już więcej wizyt. Wszystko czego pragnęły to, aby Unanana wróciła do domu jak najprędzej. Niestety zamiast ich matki pojawił się ogromny słoń z jednym kłem. Stanął przed dziećmi, które próbowały ukryć się za dużym głazem.

"Kogo są to te dzieci?" zapytał słoń najgłośniejszym głosem, jaki kiedykolwiek słyszały.

"Onnnne są Unanany"  powiedzieli ogromnie przestraszeni kuzyni.

"Nigdy nie widziałem tak pięknych dzieci. Sądzę, że muszę je wziąć z sobą" odpowiedział słoń.

Otworzył szeroko swoją paszczę i połknął oboje dzieci. Potem pomaszerował z powrotem do lasu.

Kuzyni zaczęli krzyczeć, pobiegli do chatki i zatrzasnęli drzwi. Czy to możliwe, że Unanana straciła swoje dzieci?

Kilka chwil później Unanana powróciła dźwigając duży pęk gałęzi. Kuzyni wybiegli z chatki w strasznej panice. Zabrało to trochę czasu, aby wyjaśnili co się wydarzylo.

"Przykro nam" mówili kuzyni. "Nie mogliśmy go powstrzymać. Słoń. Zabrał dzieci. O nie! O nie! Co teraz powinniśmy zrobić".

"Pójdę i je znajdę" powiedziała Unanana. "Ale musze najpierw przygotować kilka rzeczy".

Poszła do chatki i włożyła do garnka fasolę, by ją ugotować nad ogniem. Kiedy fasola była już gotowa wystudziła garnek i włożyła go sobie na głowę. Zabrała następnie ostry nóż, który przywiązała do pasa. Zostawiła kuzynów w chatce i poszła do lasu szukać dzieci.

Pierwszym zwierzęciem, które napotkała był pawian.

"Pawianie, pawianie" zawołała. "Czy widziałeś może słonia z jednym kłem? Połknął moje dzieci i muszę go znaleźć."

"Znam cię" odpowiedział pawian. "Ty jesteś Unanana. Pomogę ci. Idź ścieżką aż dojdziesz do wysokich drzew i białych kamieni. Tam znajdziesz słonia".

Unanana podziękowała pawianowi i poszła dalej ścieżką, ale nigdzie nie napotkała wysokich drzew, ani białych kamieni, ani słonia. Jedynym zwierzęciem jakie spotkała była gazela.

"Gazelo! Gazelo" zawołała. "Czy widziałaś może słonia z jednym kłem? Zjadł moje dzieci i muszę je odnaleźć".

"Znam cię" powiedziała gazela. . "Ty jesteś Unanana. Pomogę ci. Idź ścieżką aż dojdziesz do wysokich drzew i białych kamieni. Tam znajdziesz słonia".

Unanana podziękowała gazeli i pośpieszyła dalej. Szła i szła, aż zrobiła sie głodna i zmęczona. Nie zjadła jednak fasoli z garnka, trzymała ją dla swoich dzieci. Następnym zwierzęciem na jakie się natknęła był lampart.

"Lamparcie! Lamparcie!" zawołała. "Czy widziałeś może słonia z jednym kłem? 

"Znam cię" powiedział lampart. . "Ty jesteś Unanana. Pomogę ci. Idź ścieżką aż dojdziesz do wysokich drzew i białych kamieni. Tam znajdziesz słonia".

Unanana podziękowała lampartowi i poszła dalej ścieżką wlokąc się noga za nogą. Nagle na ścieżce zobaczyła wysokie drzewa i białe kamienie. W ich cieniu leżał ogromny słoń z tylko jednym kłem. 

Unanana popatrzyła na słonia spod brwi.

"Czy to ty zjadłeś moje dzieci? zapytała.

"Nie bądź głupia" odparł słoń. "Dlaczego miałbym to zrobić? To musiał być jakiś inny słoń. Teraz odejdź..."

"Powiedz mi prawdę!" wykrzyczała Unanana. "Czy zjadłeś moje dzieci?"

"Nie, nie zrobiłem tego" odparł słoń. "Tak jak powiedziałem odejdź stąd".

W tym momencie Unanana podbiegła do niego, wymachując swoim ostrym nożem i krzycząc. "Gdzie są moje dzieci? Powiedz mi to teraz!"

Wtedy słoń otworzył swoją ogromną paszczę i połknął Unananę, jej garnek z fasolą i nóż. Ale Unanana właśnie tego chciała. Ślizgała się w dół gardła słonia prosto w ciemność, aż do żołądka. Ściany jego żołądka były jak góry i zobaczyła tam mnóstwo ludzi i zwierząt oraz swoje piękne dzieci.

"Mamo! O mamo!" wołały, gdy przytulała je. "Naprawdę bardzo się bałyśmy. Jesteśmy głodne".

Unanana zdjęła garnek z głowy i dała dzieciom fasolę do jedzenia. Wkrótce tłum ludzi zebrał się wokół nich.

"My też jesteśmy głodni" zawołali ludzie. "Czy masz może dla nas trochę fasoli?"

"Jak możecie być głodni?" odpowiedziała Unanana. "Macie tu mleko z krów i kóz, jaja z kur. Ugotujcie jaja na ogniu, ale miejcie pewność, że ogień będzie duży".

Ludzie rozpalili więc ogromny ogień i zaczęli gotować jaja. Gdy to robili słoń poczuł ogromny ból. Narobił tyle hałasu, że wszystkie zwierzęta przyszły zobaczyć co się dzieje. 

"Mój brzuch okropnie boli" zawołał. "Czuję sie jakbym miał ogień w środku - musiałem coś zjeść".

Palący ból był coraz gorszy i gorszy, aż w końcu słoń upadł i umarł. Szybko Unanana wyciągnęła swój ostry nóż i otworzyła drogę do wyjścia. Wyszli więc Unanana i jej dzieci. Wyszły też krowy, kozy, psy i kury. Wyszli też ludzie, którzy dziękowali Unananie za ocalenie. Każdy dał jej jakiś prezent więc Unanana i jej dzieci nie były już więcej biedne.

Kiedy wrócili do domu kuzyni cieszyli się, że widzą ich bezpiecznych i szczęśliwych. Urządzili imprezę dla całej wioski i żyli długo i szczęśliwie.

"Unanana and the elephant" from "Fantastic tales for fearless girls" Anita Ganeri and Samantha Newman.

#baśń#afryka#unanana#słoń


piątek, 29 grudnia 2023

Baśń walijska
Wielka Brytania

Złoto wróżek



Wróżki (mali ludzie od setek lat kojarzeni z Walią) najbardziej uwielbiały wesołą muzykę i taniec. Potrafili tańczyć przez całą noc.

Jest to historia o tym jak Shenkin skrzypek został zaproszony przez wróżki. Pewnej nocy, kiedy wracał samotnie przez wrzosowiska do domu zobaczył mnóstwo migających światełek w ciemności. Poszedł w tamtym kierunku i  doszedł do wspaniałego pałacu. Był on pewien, że ten pałac nie istniał w tym miejscu wczesnym rankiem, kiedy szedł tamtędy. Zdenerwowany przybliżył się i nagle został otoczony przez małych ludzi tańczących w pałacowych drzwiach i wołających do niego:

"Shenkin! Shenkin! Chodź i zagraj nam na twych skrzypcach".

Shenkin był zachwycony tym zaproszeniem, ponieważ wiedział, że tylko najlepsi muzycy byli wybrani by grać dla wróżek. Wziął swoje skrzypki z worka na placach i poszedł za małymi ludźmi do pałacu.

Shenkin grał taneczne nuty w przepięknej sali. Wróżki wirowały wokół niego szczęśliwe, jakby nie dotykając podłogi stopami. Wtedy Shenkin zagrał żywsze, dziksze melodie. Czuł, że nigdy tak dobrze nie grał w życiu jak tu. Obserwując tańczące wróżki czuł, że dostawał od nich energię.

Melodia po melodii, taniec po tańcu - nikt nie liczył ile, nikt nie troszczył sie o to jak późno było. W końcu jeden z małych ludzi zawołał:

"Shenkin! Wystarczy już! Chodź i zjedź coś. Musisz być wyczerpany".

Wtedy Shenkin usiadł do stołu nakrytym wspaniałym jedzeniem. Po tym jak zjadł biedny skrzypek usnął w dużym, wygodnym, zielonym krześle głośno chrapiąc.

Kiedy Shenkin obudził się wróżki... pałac... zielone krzesło - wszystko zniknęło. Leżał na zielonym mchu ze swoimi skrzypkami i workiem obok niego.

Wstał i przetarł swoje oczy. Wtedy uslyszał brzdęk w swoich kieszeniach. Co to mogło być? Shenkin był biednym skrzypkiem, kóry nie miał zbyt wiele pieniędzy. Włożył rękę do kieszeni i ku swojemu zdziwieniu znalazł mały woreczek zawierajacy dwadzieścia złotych monet. Fortuna! To była zapłata wróżek za jego granie.

Poszedł do domu z uśmiechem na twarzy. Wyobraził sobie jak zadowolona bedzie jego żona. Wtedy przyszło mu na myśl, że nie powinien nikomu mówić o złocie wróżek. Jeśli tego nie zrobi wróżki zabiorą mu jego skarb z powrotem. Kiedy więc Shenkin przyszedł do domu wspiął się na strych i schował woreczek ze złotem w słomianym dachu.

Jakiś czas później żona Shenkina zamartwiała się, ponieważ byli biedni. Shenkinowi było smutno z tego powodu. Poszedł na strych i powrócił do kuchni z jedną złota monetą, którą wręczył żonie bez słowa.

"Skąd masz złoto?" spytała zaskoczona. "Czy masz tego więcej? Czy jesteś bogaty?"

Przez kilka dni żona Shenkina męczyła go pytaniami, aż w końcu opowiedział jej wszystko.

"Dwadzieścia złotych monet!" wrzasnęła jego żona. "Pozwól mi zobaczyć ten skarb".

Wtedy Shenkin wyciągnął mały woreczek ze słomianego dachu, ale nie było w nim brzęku monet. Otworzył go i - ku ogromnemu zdziwieniu żony i siebie - nie znalazł w środku monet, lecz muszle. To była kara za zdradzenie sekretu wróżek.

"Fairy gold" from "Fairy Tales from Wales" by Myrddin ap Dayfydd

#baśń#walia#wielkabrytania#złoto#wróżki


środa, 27 grudnia 2023

Bajka indyjska

Wąż złota



Jago miał małą farmę. Próbował zasiać na niej ryż. Niestety ryż nie urósł. Próbował sadzić melony, groszek, orzeszki ziemne. Nic nie mogło wyrosnąć na jego ziemi. Jago jednak nie poddawał się.

Pewnego dnia Jago zobaczył kopiec mrówek na swojej ziemi. Nigdzie jednak nie było widać mrówek. 

"To musi należeć do króla wszystkich węży" pomyślał Jago. "Do kobry".

Nagle kobra pojawiła się. Zasyczała głośno. Najpierw Jago się przestraszył. Potem zrozumiał, że kobra była tu by chronić jego ziemię.

Jago przyniósł miseczkę napełnioną mlekiem i położył przed wężem. 

Kobra pochyliła się i  zaczęła pić. Jago powrócił do domu.

Następnego poranka Jago przyszedł do kopca mrówek. Kobra wypiła całe mleko. Jago zobaczył coś na dnie miseczki. Podniósł to i zobaczył złoto. To była złota moneta.

"Dziękuję za twój dar" powiedział Jago szczęśliwy. "Teraz będę mógł kupić jedzenie dla mojej rodziny".

Napełnił ponownie miseczkę mlekiem i poszedł z powrotem do domu.

Każdego ranka Jago karmił kobrę. Każdego poranka kobra zostawiała mu złotą monetę. Dni mijały. Teraz Jago i jego rodzina mieli wystarczająco pieniędzy, by kupić nowe ubrania i świeże jedzenie.

Pewnego dnia Jago musiał wyjechać. Nie miało go być dwa dni. Jago zawołał swojego najstarszego syna Lulu. 

"Lulu mam ważne zadanie dla Ciebie" powiedział.

"Co to jest, ojcze?" zapytał Lulu.

"Twoją pracą będzie nakramienie kobry jutro rano" powiedział Jago.

"Tak, ojcze" powiedział Lulu.

"Jeśli znajdziesz coś w miseczce przynieś to do domu" powiedział Jago.

"Tak, ojcze" powiedział Lulu.

Lulu wstał wczesnie rano. Wziął dzbanek mleka i poszedł do kopca mrówek. Popatrzył na miseczkę.

"Złota moneta!" zakrzyknął, podnosząc ją.

Lulu nalał mleka do miseczki. Kobra zaczęła pić.

Wtedy Lulu przyszedł do głowy plan. Może w środku kopca było więcej takich monet. Szybko rozkopał kopiec. Kobra zasyczała na Lulu i odpełzła daleko. Niestety nie było złota w kopcu mrówek. 

"O nie!" krzyknął Lulu. "Co ja zrobiłem?"

Kiedy Jago powrócił Lulu opowiedział mu wszystko. Jago był zły na syna. 

"Kobra pomagała nam" powiedział.

"Przepraszam ojcze" powiedział Lulu. "Byłem chciwy. Chciałem więcej złota dla nas".

Jago pokiwał głową.

"Opiekowaliśmy się kobrą, a ona opiekowała się nami." powiedział Jago.

"Powinniśmy być szczęśliwi z tego co mieliśmy. Wkrótce znów będziemy biedni". 

"Snake of gold" by Chitra Soundar and Darishka Varma

#bajka#indie#złoto#wąż



poniedziałek, 25 grudnia 2023

Bajka brazylijska

O tym jak żuczek zdobył kolorowy płaszczyk.



Pewnego dnia szary szczur chodził po ciemnym lesie. Popatrzył w górę na drzewa i zobaczył niebieskie motyle, czerwone żaby i czarno-pomarańczowe ptaki.

"Jakież one kolorowe" powiedział. "Chciałbym mieć takie kolorowe futerko".

Wtedy właśnie zobaczył małego brązowego żuczka, który siedział na ścieżce przed nim. 

"Jesteś powolny" powiedział szczur. "Popatrz jak ja szybko biegam".

Szczur zaczął biec w dól ścieżki.

"Rzeczywiście biegasz bardzo szybko" powiedział mały brązowy żuczek. "Ja nie potrafię tak szybko biegać".

Niedaleko zielono-złota papuga słyszała ich rozmowę. 

"Jeśli chcecie zrobić wyścig" powiedziała papuga "dam zwycięzcy kolorowy płaszczyk jako nagrodę".

Szczur i mały brązowy żuczek zgodzili się. 

"Będziemy biec aż do następnego drzewa" powiedzieli.

Wyścig się zaczął. Szary szczur biegł szybko. Wkrótce był już na przodzie.

"Wygram ten wyścig" powiedział szary szczur do siebie. "Wkrótce będę mieć kolorowy płaszcz".

Popatrzył w tył na małego brązowego żuczka.

"Szybciej" zakrzyknął. "Musisz być szybszy albo ja wygram".

"Dobrze" powiedział mały brązowy żuczek. Otworzył skrzydła i poleciał prosto do drzewa.

Szary szczur biegł tak szybko jak tylko potrafił, ale było za późno. 

Mały brązowy żuczek wygrał wyścig.

"Oszukałeś mnie" zakrzyczał szary szczur. "Nie powiedziałeś mi, że potrafisz latać".

"Ale ty nie pytałeś o to czy potrafię latać" powiedziął żuczek do szczura.

Zielono-złota papuga dała małemu brązowemu żuczkowi kolorowy płaszczyk. Od tej pory stał się on małym zielonym żuczkiem.

Niestety był on zbyt kolorowy by żyć w ciemnym lesie, dlatego pofrunął w korony drzew. Od tej pory żyje wpromieniach światła. 

Szary szczur nadal żyje w ciemnym lesie i wciąż chce dostać kolorowy płaszczyk.

"How beetle got a colourfull coat" by Sarah Snashall and Valeria Valenza.

#bajka#brazylia#żuczek#płaszczyk#kolorowy


Bajka z Zachodniej Afryki Wiewórka i pająk Po wielu staraniach, pracowitej wiwiórce udało się wyhodować bardzo dobrą farmę. Jako że była z...