poniedziałek, 13 maja 2024

Bajka chińska

Mały paw



Wiele lat temu czarodziejski paw pomagał wielu ludziom. 

Teraz jednak poczuł, że się starzeje. Jego pióra zaczęły zmieniać kolor na biały.

Muszę przekazać mój sekret jakiemuś uczniowi, pomyślał.

Czarodziejski paw dał ogłoszenie w całym mieście, że poszukuje swojego zastępcę i konkurs odbędzie się w pałacu. 

Wszystkie młode pawie były bardzo podekscytowane. 

Mały paw również zatrzymał się, by przeczytać ogłoszenie. "To byłoby niesamowite zostać takim uczniem" pomyślał.

Wkrótce czarodziejski pałac był wypełniony pawiami. Ich piękne ogony wyglądały jak malowne chińskie wachlarze.

"Wszyscy wyglądacie pięknie" powiedział czarodziejski paw. "Niestety wszyscy wyglądacie tak samo. Potrzebuję kogoś, kto będzie się wyróżniał. Przyjdźcie dziś wieczorem na festiwal fajerwerków. Nim się rozpocznie wybiorę nowego ucznia".

Mały paw poszedł do domu. "Chciałbym być uczniem" myślał ciągle. "Ale jak mogę się wyróżnić?"

Wkrótce minął starą kobietę. Wyglądała na bardzo smutną.

"Co się stało?" zapytał.

"Nikt nie chce kupić moich brzoskwiń" odpowiedziała staruszka.

Mały paw wyciągnął garść swoich kolorowych piór z ogona i wręczył je staruszce.

"Możesz sprzedać to" powiedział.

Wkrótce wszystkie pióra zostały sprzedane.

"Dziękuję" powiedziała staruszka uśmiechając się.

Po drodze mały paw spotkał staruszka pracującego na polu. Machał swoimi ramionami w powietrzu.

"Co się stało?" zapytał mały paw.

"Jest mi za gorąco" odpowiedział staruszek.

Mały paw wyrwał sobie kilka piór z ogona i podał je staruszkowi.

"Proszę weź je i zrób wachlarz dla siebie".

Staruszek tak też zrobił.

Następnie mały paw spotkał na swojej drodze matkę trzymającą dziecko, które cały czas płakało.

"Przepraszam, czy mógłbyś mi pożyczyć parę monet, abym mogła kupić ciepłe ubranko dla mojego dziecka?" zapytała matka.

"Nie mam niestety pieniędzy, ale mogę dać ci kilka moich piór. Zrobisz z nich okrycie dla dziecka" powiedział mały paw.

Przykryte piórami dziecko przestało płakać i uśmiechnęło się.

Było już bardzo późno. Mały paw był już blisko domu. Kiedy mijał mały domek usłyszał matkę mówiącą do kogoś.

"Synu musisz zostać w łóżku, aż wyzdrowiejesz".

"Ale matko, jeśli tylko pójdę na festiwal fajerwerków i je zobaczę to od razu poczuję się lepiej".

Mały paw zapomniał o fajerwerkach. Teraz kiedy oddał wszystkie swoje pióra nie ma już szans na pokazanie swojego pięknego kolorowego ogona. Mały paw poczuł się smutny.

O północy wszystkie pawie zebrały się w pałacu czarodzieja. Wszystkie wyglądały wspaniale, tylko mały paw wyglądał jak kurczak bez piór.

"Co się stało z twoimi piórami?" zapytał czarodziej małego  pawia.

"Oddałem je ludziom, którzy potrzebowali mojej pomocy" odpowiedział mały paw.

Czarodziej uśmiechnął się.

"Masz dobre serce" powiedział. "Wyglądasz też inaczej niż inni. Zostaniesz moim uczniem".

Czarodziej użył swojej mocy i małego pawiowi wyrósł ogon piękniejszy od wszystkich innych.

Kiedy leciał w niebo ze swoimi nowymi piórami wyglądał jak migoczące fajerwerki. Po jakimś czasie został mądrym i pomocnym czarodziejem pawiem.

"The little peacock" by Mingmei Yip and Pimlada Phuapradit

#bajka#chiny#mały#paw#


sobota, 11 maja 2024

Bajka australijska
Aborygenów

Tiddalik, spragniona żaba



Dawno temu, kiedy świat nadal był tworzony, żyła sobie mała żabka o imieniu Tiddalik. Gorące słońce sprawiało, że była ona ciągle spragniona. Tiddalik poszła więc w podskokach nad staw, aby się napić.

Tiddalik piła i piła aż cała woda w stawie zniknęła, ale ona wciąż czuła pragnienie. Wypiła więc całą wodę w zatoczce, potem wszystkie jeziora, bagna, rzeki i laguny, aż nie było już kropli wody na ziemi. Gdy skończyła pić jej brzuch był jak ogromna góra i zbyt ciężki, aby skakać gdziekolwiek.

Inne zwierzęta też były spragnione, lecz niestety nie było już nigdzie wody. Prosiły Tiddalik by podzieliła się z nimi wodą, ale ona trzymała usta zamknięte.

"Rozśmieszmy ją" zasugerował Wombat.

"Dobry pomysł" powiedziała Kukabura i opowiedziała dowcip. Niestety Tiddalik nawet się nie uśmiechnął.

Koala stanął na głowie, kolczatka robiła śmieszne miny a jaszczurka zatańczyła. Niestety Tidalik siedziała z mocno zaciśniętymi ustami.

Jako ostatni spróbował Kangur, który boksował się ze swoim cieniem. Ten hałas obudził Dziobaka, który spał w pobliskich krzakach.

"Kto mnie obudził?" powiedział kłapiąc dziobem. Tiddalik była zaskoczona, gdyż nigdy nie widziała dziwniejszej postaci.

Dziobak uderzył ją ogonem i dotknął ją w jej stopy. "Więc o co tu chodzi?" Im mocniej był zdenerwowany, tym dziwniej wyglądał.

W końcu Tiddalik nie wytrzymała i otworzyła usta by się roześmiać.

"Uważajcie!" zawołał Wombat.

Z jej ust wyleciała ogromna powódź napełniając wszystkie stawy, zatoki, jeziora i  bagna, rzeki i laguny. Zwierzęta mogły napić się by ugasić pragnienie.

"Tiddalik, the thirsty frog" from "A year full of stories" by Angela McAllister

#bajka#australia#aborygeni#żaba#pragnienie#


czwartek, 9 maja 2024

Bajka buddyjska

O dwóch królach



Brahmadatta był królem Benares słynnym ze swoich mądrych rządów. Jego sąsiad król Mallika również traktował ludzi bardzo sprawiedliwie.

Pewnego dnia król Brahmadatta zdecydował się przebrać za kupca i podóżować po całym kraju, aby dowiedzieć się czy dzieją się jakieś niesprawiedliwości. Nie wiedział, że król Mallika również zdecydował się uczynić to samo.

Dwaj królowie przebrali się i pojechali swoimi powozami poprzez całe państwo.

Kiedy jechali tak przez wiele dni, nigdzie nie słyszeli żadnych skarg od swoich ludzi, aż dojechali do granic swoich królestw i spotkali się w jednym punkcie. Ponieważ nie było miejsca dla ominięcia się, powozy zatzymały się.

"Odsuńcie się z drogi" wołali woźnice. "Wieziemy wspaniałego króla Mallika".

"Nie, to wy się odsuńcie!" zawołali drudzy woźnicy. "My wieziemy wspaniałego króla Brahmadatta".

Kierowcy dwóch powozów zeszli z kozłów i spotkali się okko w oko. "Jeśli nasi panowie są tacy wielcy, to jak mamy zdecydować kto komu powinien ustąpić miejsca?"

"Młodszy powinien ustąpić starszemu" powiedział jeden z woźniców. Niestety królowie byli w takim samym wieku.

"Mniejsze królestwo powinno ustąpić większemu" zasugerował drugi z woźniców. Niestety oba królestwa były takie same.

"Niech więc najbardziej sprawiedliwy przejedzie pierwszy" powiedział woźnica Mallika. "Mój pan podbija okrutnych swoją niezwyciężona szablą, a podłych największą podłością"

Woźnica króla Brahmadatty uśmiechnął się. "Widzę, że postanowione" powiedział. "Mój pan podbija okrutnych swoją cierpliwością a podłych swoją dobrocią".

Po tych słowach woźnica króla Mallika rozpoznał prawdziwą sprawiedliwość i ustąpił miejsca mądremu i pokój niosącemu królowi Brahmadatta. 

"The two kings" from " A year full of stories" by Angela McAllister

#bajka#indie#dwa#królowie#mądrość#


wtorek, 7 maja 2024

Bajka arabska

Buty Hunaina



Pewnego ranka podróżnik przemierzający pustynię przejeżdżał przez miasto i zobaczył pare butów przed domem szewca. Wszedł do środka i zaproponował pewną sumę pieniędzy za nie.

"To najlepsze buty jakie zrobiłem" powiedział Hunain, szewc. "Są warte trzy razy tyle".

"To za dużo!" wyśmiał go podróżnik. Próbował jeszcze targować się z Hunainem o niższą cenę. Ale nie ważne jak się targowali Hunain nie chciał sprzedać butów za mniej pieniędzy.

Podróżnik zdenerwował się. "Jesteś głupcem i chciwym człowiekiem" powiedział. "Mój wielbłąd jest warty tej ceny" i wyszedł ze sklepu.

Hunain czuł się urażony słowami podróżnika. Chwilę później, gdy podróżnik wsiadł na swego wielbłada, Hunain porwał buty i zaczął go śledzić.  Patrzył dokąd zmierza podróżnik, a potem poszedł skrótem do tego miejsca.

W jednym miejscu na szlaku podróżnika Hunain położył jeden z butów na piasku i dalej położył kolejny but. Potem schował się za wydmą.

Podróżnik jadąc wciąż narzekał na gburowatego szewca, aż zobaczył pierwszy but leżący w piasku.

"To jest właśnie taki but jaki chciałem" uśmiechnął się. "Ale coż mi po jednym, jest nieużyteczny". Więc pojechał dalej.

Wkrótce natknął się na drugiego buta. "Co za szczęście" zaśmiał się. "Wrócę po tamtego i będą miał dwa nie płacąc za nie".

Podróżnik nie chciał męczyć wielbłąda więc poszedł piechotą. 

Kiedy zniknął za wydmą Hunain odwiązał wielbłąda.

"Teraz jesteśmy kwita" powiedział do siebie, wsiadł na wielbłąda i pojechał do domu.

"The boots of Hunain" from "A year full of stories" by Angela McAllister

#bajka#arabska#buty#Hunain#

niedziela, 5 maja 2024

Bajka indyjska

Śpiewający osioł



Bardzo daleko stąd, w dolnie między dwoma wysokimi górami, była sobie mała i spokojna wioska. Każdy w wiosce miał swoją pracę, od piekarza po nauczyciela do rolnika, który uprawiał smaczne warzywa - pomidory, ziemniaki i najlepsze z wszystkich ogórki.

W wiosce tej mieszkała też kobieta roznosząca mleko. Budziła się z samego rana, by wydoić swoje krowy. Potem siodłała swojego osiołka i rozwoziła mleko do każdego domu we wsi. Kiedy mleko było już dostarczone, kobieta pozwalała swojemu osiołkowi paść się na zielonej trawie w górach. Czasami osiołek miał dość trawy i wybierał się na drugą stronę doliny, by zajadać się złotymi mleczami. Uwielbiał on te kwiaty  i zawsze śpiewał - IO, IO, IIIIIOOOO!" Osiołek myślał, że jest wspaniałym śpiewakiem, niestety nikt w wiosce się z nim nie zgadzał.

Pewnego wieczoru, kiedy słońce skryło się za horyzontem a na niebo wzeszły świecące gwiazdy osiołek poszedł na drugą stronę doliny by zajadać się mleczami. 

Kiedy gryzł swoje ulubione kwiaty zobaczył cień przemykający się za nim. Był to lis z długim puszystym ogonem i lśniącymi bursztynowymi oczami. Usiadł on na wysokim kamieniu przed nim.

Lis odwrócił głowę w stronę osiołka i powiedział: "Cześć. Kim jesteś? Nigdy cię tu nie widziałem."

Twarz osiołka pokryta była płatkami mleczy, a pysk pełen jedzenia. Przełknął więc szybko jedzenie i odpowiedział: "Mam na imię Stary Bray. A ty kim jesteś?"

"Jestem Wiley" powiedział lis. "Co cię tu przyniosło?"

"Zobaczyłem te wspaniałe mlecze, a w mojej wiosce nie ma nic lepszego niż one. Może chcesz spróbować?"

"Nie, dziękuję" zaśmiał się lis. "Ale wiem, gdzie można znaleźć coś jeszcze smaczniejszego. Pokażę ci".

Ku wielkiemu zdziwieniu lis zaprowadził go z powrotem do wioski, a potem na pole leżące po drugiej stronie doliny. Nic nie mogło bardziej ucieszyć osiołka jak...

Ogórki! Pole pełne największych, zielonych, słodkich ogórków.

"Możemy jeść tyle ogórków ile chcemy" powiedział lis. "Musimy być przy tym mądrzy i cisi, ponieważ inaczej rolnik nas złapie".

Osiołek nie mógł uwierzyć swojemu szczęściu: tyle ogórków i przyjaciel z którym można się dzielić. "Nie martw się" powiedział "osły są zawsze mądre i ciche". Dwa zwierzaki zaczeły wspaniałą ucztę.

Każdej nocy osioł i lis spotykali się na polu pełnym ogórków i opowiadali sobie żarty i śmieszne historie, ale nie śmiali się zbyt głośno.

Wkrótce rolnik zaczął zauważać na wpół zjedzone ogóki na swoim polu i zaczął być zły. "Złapię was tej nocy" powiedział do siebie. "Wkrótce was złapię złodzieje".

Kiedy osioł podsłuchał rozmowę między rolnikiem a dostawczynią mleka zaśmiał się tylko. "Jesteśmy zbyt sprytni na tego głupiego rolnika. Nigdy nas nie złapie".

Kiedy rolnik obserwował swoje pole ogórków, oni obserwowali rolnika. Noc była ciepła, a rolnik pracował ciężko na swoim polu. Jego głowa szybko zaczęła opadać i wkrótce zasnął twardo. Dwaj przyjaciele weszli wtedy cichutko na pole i zaczęli jeść. Taka sytuacja trwała parę nocy.

Pewnego wieczoru, kiedy byli na polu osioł powiedział do lisa. "Mój przyjacielu czy mówiłem ci, jak wspaniałym śpiewakiem jestem? Wybierz piosenkę, a ja ją ci zaśpiewam!"

Lis nie chcąc skrzywdzić uczuć osiołka powiedział "Mój drogi przyjacielu, nie jestem pewien czy jest to dobry pomysł. Jeśli teraz zaśpiewasz to obudzisz rolnika. Może zostaw tę pieśń na inny wieczór".

Osioł się zdenerwował. "Osły przecież są zawsze sprytne" powiedział "i wspaniale śpiewają!" Po czym podniósł głowę do księżyca , potrząsnął swoją grzywą, wziął głęboki oddech i zaśpiewał...

IOOOO! IIIIIOOOOO!..."

Tym razem rolnik obudził się. Światła oświeciły się we wszytkich domach na wsi, bo wszystkich obudził ten okropny hałas. 

"Chodź szybko" powiedział lis uciekając przez bramę.

Ale osioł był tak zajęty śpiewaniem, że rolnik zastał go z na wpół ugryzionym ogórkiem pod nogami. Rolnik złapał go i odprowadził do domu dostawczyni mleka. Obiecała rolnikowi, że od tej pory będzie trzymała go zamkniętego w oborze co noc, dopóki lato się nie skończy i ogórki bedą zebrane.

Następnego wieczoru lis zakradł się do wioski i znalazł przyjaciela bardzo smutnego.

"Przepraszam mój przyjacielu" powiedział osioł. "Obawiam się, że nasz zbiór ogórków już został zakończony. Powinienem cię posłuchać".

Morał z tej bajki jest taki, że jest czas i miejsce na wszystko, a czasami najmądrzejszą rzeczą jest słuchanie dobrych rad przyjaciela.

"The singing donkey" from "Animal tales from India" by Nikita Gill

#bajka#indie#osioł#śpiewający#


piątek, 3 maja 2024

Bajka indyjska

O ptakach, które rozgniewały morze



Z wszystkich dzikich miejsc na ziemi morze jest najpiękniejsze. Jest domem tysięcy zwierzat, ryb i ptaków - zabawnych delfinów, glośnych mew i olbrzymich wielorybów. Ale czy wiecie, że morze ma okropny temperament? Opowiem wam historię o małej czajce, która rozgniewała morze...

Długie Nogi i jego żona Szczęśliwe Oczy - dwa małe czarno-białe czajki - żyły przez całe swoje życie na złotym piasku wybrzeża.

Pewnego wiosennego poranka Szczęśliwe Oczy odwróciła się do Długie Nogi i powiedziała: "Kochanie mam wspaniałe nowiny. Lato już prawie nadeszło i czas abyśmy założyli własną rodzinę. Czy mógłbyś wybudować mocne i bezpieczne gniazdo, gdzie mogłabym wysiadywać jajka?"

"Własna rodzina!" zawołał Długie Nogi. "O! Zaraz zacznę budować. To będzie najlepsze gniazdo jakie kiedykolwiek zbudowano!". Zanim Szczęśliwe Oczy odezwała się, on już odleciał.

Długie Nogi cierpliwie wił gniazdo z patyków i dekorował je czerwonymi kwiatami. Potem wypełnił je miękkim ciepłym sianem. Mały ptaszek pracował cały dzień i całą noc, aż w końcu gniazdo było gotowe na brzegu morza.

Kiedy skończył przyprowadził swoją żonę, aby mogła podziwiać jego dzieło. "Czy widziałaś kiedyś piękniejsze gniazdo?" zapytał z dumą.

Ale jego żona nie wyglądała zbyt szczęśliwie.

"Co się stało, moja droga?" zapytał. "Czy myślisz, że nie jest wystarczajaco dobre?"

"Oh. To najpiękniejsze gniazdo jakie widziałam" powiedziała smutno Szczęśliwe Oczy. "Niestety nie mogę znieść tu jaj".

Długie Nogi był zaskoczony. Popatrzył na swoją żonę, na gniazdo i znów na Szczęśliwe Oczy. Nie mógł zrozumieć co jest nie tak z tym gniazdem.

"Czy nie widzisz mój mężu" powiedziała Szczęśliwe Oczy. "Jeśli złożę jaja zbyt blisko morza, może ono zmyć nasze dzieci swoimi falami".

"Więc" powiedział Długie Nogi zły "...mówisz. Ale to naprawdę dobre gniazdo i myślę.... morze nie będzie tak śmiałe, aby zrobić krzywdę mojej rodzinie".

Szczęśliwe Oczy zamarła. Popatrzyła na fale rozbijające się o brzeg morski, a potem na piękne gniazdo. Wciąż kochała swojego męża i pracował on tak ciężko przy tym gnieździe. Może jaja będą bezpieczne tutaj.... Usiadła więc i złożyła najpierw jedno jajo... potem drugie... i trzecie małe jajko . Dwie czajki nie czuły się nigdy tak szczęśliwe i dumne.

Morze jednak słuchało rozmowy ptaków i było rozgniewane na Długie Nogi i jego niegrzeczność. 

Kiedy czajki wybrały się na poszukiwanie jedzenia zmiotło trochę piasku. Jej fale rosły i wkrótce ukradło trzy perfekcyjne małe jajka i zniszczyło gniazdo czajek. 

Kiedy Szczęśliwe Oczy i Długie Nogi powróciły były bardzo zasmucone, że zastały gniazdo puste. "Nasze cenne jaja" załkała Szczęśliwe Oczy. "Morze zamyło je tak jak powiedziałam. Dlaczego Cię posłuchałam?".

Długie Nogi spuścił głowę, a jego pióra opadły w rozpaczy.

Ale był on tak zdeterminowany znaleźć jajka, że bez słowa odleciał wprost ku morzu. "O moja pani" zawołał. "Proszę, błagam cię, zwróć nam nasze dzieci".

Morze huczało w złości, kiedy patrzyło na latającego ptaka nad nią, a jej fale rozbijały się o brzeg morski. "Mały ptaku, jak śmiałeś mówić o mnie bez szacunku? Twoje jaja są zgubione na zawsze. Odleć i nie zawracaj mi już głowy".

"Dobra pani morze" prosił Długie Nogi. "Przepraszam za moje głupie słowa. Ale proszę nie karaj mojej żony za moją pomyłkę".

Więc morze popatrzyło na ląd i zobaczyło Szczęśliwe Oczy płaczącą. Wciąż jej fale huczały, ale serce powoli miękło, kiedy patrzyła na złamanego ptaka. W końcu jej serce zmiękło na tyle, że wody stały się spokojne. "Zwrócę Wam jaja" powiedziało morze "ale pod jednym warunkiem".

"Zrobię wszystko co zechcesz" odpowiedział mały ptak.

"W przyszłości proszę o więcej szacunku" odpowiedziało morze. "Słuchaj też dobrych rad od tych, których kochasz".

"Obiecuję" odpowiedział Długie Nogi. Morze delikatnie oddało trzy jajka na brzeg, gdzie szczęśliwa żona cieszyła się ogromnie.

Czy możecie sobie wyobrazić jak Szczęśliwe Oczy była zła na Długie Nogi, a jednocześnie szczęśliwa z powrotu jaj. Szybko wybaczyła jednak mężowi to co zrobił. Zbudowali drugie gniazdo, ale teraz razem wybrali miejsce z daleka od brzegu morza. Wkrótce w ich domu pojawiły sie trzy puszyste małe ptaszki.

Dumni rodzice pamiętali o lekcji jaką udzieliło im morze. Czy wiecie co to było? Jak ważne jest słuchać dobrych rad od tych, którzy dbają o ciebie. Ważne jest też, aby ufać swojemu rozsądkowi, nawet jeśli czasem nie zgadza się z tym, którego kochasz. 

"The bird who angered the sea" from "Animal tales from India" by Nikita Gill

#bajka#indyjska#ptaki#morze#gniew#


środa, 1 maja 2024

Bajka australijska

 Aborygenów

Historia ryb.



Pewnie myślisz, że ryby zawsze były rybami i nie żyły nigdzie poza wodą, ale jeśli pojedziesz do Australii i porozmawiasz z Aborygenami mieszkającymi w pustynnej części kraju usłyszysz zupełnie coś innego. Opowiedzą Ci, że dawno, dawno temu można było spotkać ryby na lądzie, spacerujące z miejsca na miejsce, polujące na zwierzęta i jeśli interesuje Cię jak to się stało, jak ciężko było i jak sprytne musiały być one. Mogłyby nadal polować i żyć na ziemi, gdyby nie tragiczny w skutkach wypadek.

Pewnego dnia plemię ryb wróciło z polowania bardzo zmęczone i szukało miłego i chłodnego miejsca na rozbicie obozu. Było bardzo gorąco i jednym z komfortowych miejsc było duże drzewo rosnące nad brzegiem rzeki. Rozpalili więc ogień, aby ugotować jedzenie przy samym brzegu rzeki . Kiedy obiad się gotował, położyli się leniwie pod gałęziami drzew i zasnęli. Nagle wielka czarna chmura zakryła słońce i krople deszczu zaczęly spadać zamieniając się w wielką ulewę. Ogień zgasł, co było wielkim nieszczęściem  w kraju, gdzie nie wynaleziono jeszcze zapałek. Co gorsze lodowaty wiatr zaczął wiać, a biedne ryby marzły strasznie.

"To nigdy się nie uda" powiedział Thuggai, najstarsza z ryb. "Umrzemy zanim rozpalimy ten ogień" i zaczęł pocierać dwa drewienka ze sobą w nadziei na pojawienie się płomyka. Wkrótce się zmęczył, ale żadna iskra się nie pojawiła. 

"Pozwól mi spróbować" rzekła Biernuga, ryba kostnoszkieletowa., ale nie miała więcej szczęścia, tak samo jak Kumbal, leszcz, i inne ryby.

"Nie działa" powiedział Thuggai. "Drzewo jest za mokre. Musimy usiąść i poczekać, aż słońce znowu wyjdzie i osuszy go". Wtedy najmniejsza z rybek w plemieniu ukłoniła się Thuggai i powiedziała "Poproście mojego ojca, Guddhu, żeby wskrzesił ogień. Ma większe moce magiczne niż inne ryby w całym plemieniu". Więc Thuggai poprosił go, a Guddhu zerwał kilka kawałków kory z drzewa i położył je na górze popiołów z ogniska. Wtedy uklęknął i zaczął dmuchać w nie przez dłuższą chwilę, aż czerwone płomienie pokazały się. Kiedy reszta plemienia zobaczyła to, podeszła bliżej zatrzymując powiew wiatru. Guddhu nakazał im, aby się odsunęli i przeszli na inną stronę, ponieważ potrzebuje wiatr by rozdmuchał ogień. Iskra po iskrze ognisko rozpalało się i słychać już było radosny trzask ognia. 

"Wkrótce powinniśmy się ogrzać" mówili jeden do drugiego. "Naprawdę Guddhu jest wielki" i zaczęli sie tłoczyć jeden przy drugim. Nagle powiał silniejszy wiatr ze wzgórza i ogień poszedł na nich. Przerażeni próbowali uciekać i nie patrzyli, że stoją przy brzegu rzeki. Potoczyli się ze stromego zbocza i wpadli do wody. O jak zimno było w ciemnej wodzie, gdzie słońce nigdy nie dociera. Nagle poczuli ciepło od ogniska, które porwane zostało przez wiatr i wrzucone na samo dno stawu, gdzie zaczęło palić się z wielką mocą. Ryby zebrały się razem, tak jak to robiły na lądzie i znalazły ognisko, które płonęło z tą samą mocą jak na górze. Teraz już wiadomo dlaczego głęboko pod wodą, pod zimną powierzchnią wody, nawet w bardzo zimny dzień, można znaleźć ciepłe i komfortowe miejsce i pewnie jest Ci przykro, że nie możesz tam zostać na zawsze. 

Andrew Lang’s Fairy Books July 27, 2015

#bajka#australia#aborygeni#historia#ryby#


Bajka indyjska Dlaczego pada deszcz? Było to dawno, dawno temu, kiedy wszelka woda na Ziemi nazywała się Morze. Słońce i Morze żyły wówcza...