wtorek, 7 maja 2024

Bajka arabska

Buty Hunaina



Pewnego ranka podróżnik przemierzający pustynię przejeżdżał przez miasto i zobaczył pare butów przed domem szewca. Wszedł do środka i zaproponował pewną sumę pieniędzy za nie.

"To najlepsze buty jakie zrobiłem" powiedział Hunain, szewc. "Są warte trzy razy tyle".

"To za dużo!" wyśmiał go podróżnik. Próbował jeszcze targować się z Hunainem o niższą cenę. Ale nie ważne jak się targowali Hunain nie chciał sprzedać butów za mniej pieniędzy.

Podróżnik zdenerwował się. "Jesteś głupcem i chciwym człowiekiem" powiedział. "Mój wielbłąd jest warty tej ceny" i wyszedł ze sklepu.

Hunain czuł się urażony słowami podróżnika. Chwilę później, gdy podróżnik wsiadł na swego wielbłada, Hunain porwał buty i zaczął go śledzić.  Patrzył dokąd zmierza podróżnik, a potem poszedł skrótem do tego miejsca.

W jednym miejscu na szlaku podróżnika Hunain położył jeden z butów na piasku i dalej położył kolejny but. Potem schował się za wydmą.

Podróżnik jadąc wciąż narzekał na gburowatego szewca, aż zobaczył pierwszy but leżący w piasku.

"To jest właśnie taki but jaki chciałem" uśmiechnął się. "Ale coż mi po jednym, jest nieużyteczny". Więc pojechał dalej.

Wkrótce natknął się na drugiego buta. "Co za szczęście" zaśmiał się. "Wrócę po tamtego i będą miał dwa nie płacąc za nie".

Podróżnik nie chciał męczyć wielbłąda więc poszedł piechotą. 

Kiedy zniknął za wydmą Hunain odwiązał wielbłąda.

"Teraz jesteśmy kwita" powiedział do siebie, wsiadł na wielbłąda i pojechał do domu.

"The boots of Hunain" from "A year full of stories" by Angela McAllister

#bajka#arabska#buty#Hunain#

niedziela, 5 maja 2024

Bajka indyjska

Śpiewający osioł



Bardzo daleko stąd, w dolnie między dwoma wysokimi górami, była sobie mała i spokojna wioska. Każdy w wiosce miał swoją pracę, od piekarza po nauczyciela do rolnika, który uprawiał smaczne warzywa - pomidory, ziemniaki i najlepsze z wszystkich ogórki.

W wiosce tej mieszkała też kobieta roznosząca mleko. Budziła się z samego rana, by wydoić swoje krowy. Potem siodłała swojego osiołka i rozwoziła mleko do każdego domu we wsi. Kiedy mleko było już dostarczone, kobieta pozwalała swojemu osiołkowi paść się na zielonej trawie w górach. Czasami osiołek miał dość trawy i wybierał się na drugą stronę doliny, by zajadać się złotymi mleczami. Uwielbiał on te kwiaty  i zawsze śpiewał - IO, IO, IIIIIOOOO!" Osiołek myślał, że jest wspaniałym śpiewakiem, niestety nikt w wiosce się z nim nie zgadzał.

Pewnego wieczoru, kiedy słońce skryło się za horyzontem a na niebo wzeszły świecące gwiazdy osiołek poszedł na drugą stronę doliny by zajadać się mleczami. 

Kiedy gryzł swoje ulubione kwiaty zobaczył cień przemykający się za nim. Był to lis z długim puszystym ogonem i lśniącymi bursztynowymi oczami. Usiadł on na wysokim kamieniu przed nim.

Lis odwrócił głowę w stronę osiołka i powiedział: "Cześć. Kim jesteś? Nigdy cię tu nie widziałem."

Twarz osiołka pokryta była płatkami mleczy, a pysk pełen jedzenia. Przełknął więc szybko jedzenie i odpowiedział: "Mam na imię Stary Bray. A ty kim jesteś?"

"Jestem Wiley" powiedział lis. "Co cię tu przyniosło?"

"Zobaczyłem te wspaniałe mlecze, a w mojej wiosce nie ma nic lepszego niż one. Może chcesz spróbować?"

"Nie, dziękuję" zaśmiał się lis. "Ale wiem, gdzie można znaleźć coś jeszcze smaczniejszego. Pokażę ci".

Ku wielkiemu zdziwieniu lis zaprowadził go z powrotem do wioski, a potem na pole leżące po drugiej stronie doliny. Nic nie mogło bardziej ucieszyć osiołka jak...

Ogórki! Pole pełne największych, zielonych, słodkich ogórków.

"Możemy jeść tyle ogórków ile chcemy" powiedział lis. "Musimy być przy tym mądrzy i cisi, ponieważ inaczej rolnik nas złapie".

Osiołek nie mógł uwierzyć swojemu szczęściu: tyle ogórków i przyjaciel z którym można się dzielić. "Nie martw się" powiedział "osły są zawsze mądre i ciche". Dwa zwierzaki zaczeły wspaniałą ucztę.

Każdej nocy osioł i lis spotykali się na polu pełnym ogórków i opowiadali sobie żarty i śmieszne historie, ale nie śmiali się zbyt głośno.

Wkrótce rolnik zaczął zauważać na wpół zjedzone ogóki na swoim polu i zaczął być zły. "Złapię was tej nocy" powiedział do siebie. "Wkrótce was złapię złodzieje".

Kiedy osioł podsłuchał rozmowę między rolnikiem a dostawczynią mleka zaśmiał się tylko. "Jesteśmy zbyt sprytni na tego głupiego rolnika. Nigdy nas nie złapie".

Kiedy rolnik obserwował swoje pole ogórków, oni obserwowali rolnika. Noc była ciepła, a rolnik pracował ciężko na swoim polu. Jego głowa szybko zaczęła opadać i wkrótce zasnął twardo. Dwaj przyjaciele weszli wtedy cichutko na pole i zaczęli jeść. Taka sytuacja trwała parę nocy.

Pewnego wieczoru, kiedy byli na polu osioł powiedział do lisa. "Mój przyjacielu czy mówiłem ci, jak wspaniałym śpiewakiem jestem? Wybierz piosenkę, a ja ją ci zaśpiewam!"

Lis nie chcąc skrzywdzić uczuć osiołka powiedział "Mój drogi przyjacielu, nie jestem pewien czy jest to dobry pomysł. Jeśli teraz zaśpiewasz to obudzisz rolnika. Może zostaw tę pieśń na inny wieczór".

Osioł się zdenerwował. "Osły przecież są zawsze sprytne" powiedział "i wspaniale śpiewają!" Po czym podniósł głowę do księżyca , potrząsnął swoją grzywą, wziął głęboki oddech i zaśpiewał...

IOOOO! IIIIIOOOOO!..."

Tym razem rolnik obudził się. Światła oświeciły się we wszytkich domach na wsi, bo wszystkich obudził ten okropny hałas. 

"Chodź szybko" powiedział lis uciekając przez bramę.

Ale osioł był tak zajęty śpiewaniem, że rolnik zastał go z na wpół ugryzionym ogórkiem pod nogami. Rolnik złapał go i odprowadził do domu dostawczyni mleka. Obiecała rolnikowi, że od tej pory będzie trzymała go zamkniętego w oborze co noc, dopóki lato się nie skończy i ogórki bedą zebrane.

Następnego wieczoru lis zakradł się do wioski i znalazł przyjaciela bardzo smutnego.

"Przepraszam mój przyjacielu" powiedział osioł. "Obawiam się, że nasz zbiór ogórków już został zakończony. Powinienem cię posłuchać".

Morał z tej bajki jest taki, że jest czas i miejsce na wszystko, a czasami najmądrzejszą rzeczą jest słuchanie dobrych rad przyjaciela.

"The singing donkey" from "Animal tales from India" by Nikita Gill

#bajka#indie#osioł#śpiewający#


piątek, 3 maja 2024

Bajka indyjska

O ptakach, które rozgniewały morze



Z wszystkich dzikich miejsc na ziemi morze jest najpiękniejsze. Jest domem tysięcy zwierzat, ryb i ptaków - zabawnych delfinów, glośnych mew i olbrzymich wielorybów. Ale czy wiecie, że morze ma okropny temperament? Opowiem wam historię o małej czajce, która rozgniewała morze...

Długie Nogi i jego żona Szczęśliwe Oczy - dwa małe czarno-białe czajki - żyły przez całe swoje życie na złotym piasku wybrzeża.

Pewnego wiosennego poranka Szczęśliwe Oczy odwróciła się do Długie Nogi i powiedziała: "Kochanie mam wspaniałe nowiny. Lato już prawie nadeszło i czas abyśmy założyli własną rodzinę. Czy mógłbyś wybudować mocne i bezpieczne gniazdo, gdzie mogłabym wysiadywać jajka?"

"Własna rodzina!" zawołał Długie Nogi. "O! Zaraz zacznę budować. To będzie najlepsze gniazdo jakie kiedykolwiek zbudowano!". Zanim Szczęśliwe Oczy odezwała się, on już odleciał.

Długie Nogi cierpliwie wił gniazdo z patyków i dekorował je czerwonymi kwiatami. Potem wypełnił je miękkim ciepłym sianem. Mały ptaszek pracował cały dzień i całą noc, aż w końcu gniazdo było gotowe na brzegu morza.

Kiedy skończył przyprowadził swoją żonę, aby mogła podziwiać jego dzieło. "Czy widziałaś kiedyś piękniejsze gniazdo?" zapytał z dumą.

Ale jego żona nie wyglądała zbyt szczęśliwie.

"Co się stało, moja droga?" zapytał. "Czy myślisz, że nie jest wystarczajaco dobre?"

"Oh. To najpiękniejsze gniazdo jakie widziałam" powiedziała smutno Szczęśliwe Oczy. "Niestety nie mogę znieść tu jaj".

Długie Nogi był zaskoczony. Popatrzył na swoją żonę, na gniazdo i znów na Szczęśliwe Oczy. Nie mógł zrozumieć co jest nie tak z tym gniazdem.

"Czy nie widzisz mój mężu" powiedziała Szczęśliwe Oczy. "Jeśli złożę jaja zbyt blisko morza, może ono zmyć nasze dzieci swoimi falami".

"Więc" powiedział Długie Nogi zły "...mówisz. Ale to naprawdę dobre gniazdo i myślę.... morze nie będzie tak śmiałe, aby zrobić krzywdę mojej rodzinie".

Szczęśliwe Oczy zamarła. Popatrzyła na fale rozbijające się o brzeg morski, a potem na piękne gniazdo. Wciąż kochała swojego męża i pracował on tak ciężko przy tym gnieździe. Może jaja będą bezpieczne tutaj.... Usiadła więc i złożyła najpierw jedno jajo... potem drugie... i trzecie małe jajko . Dwie czajki nie czuły się nigdy tak szczęśliwe i dumne.

Morze jednak słuchało rozmowy ptaków i było rozgniewane na Długie Nogi i jego niegrzeczność. 

Kiedy czajki wybrały się na poszukiwanie jedzenia zmiotło trochę piasku. Jej fale rosły i wkrótce ukradło trzy perfekcyjne małe jajka i zniszczyło gniazdo czajek. 

Kiedy Szczęśliwe Oczy i Długie Nogi powróciły były bardzo zasmucone, że zastały gniazdo puste. "Nasze cenne jaja" załkała Szczęśliwe Oczy. "Morze zamyło je tak jak powiedziałam. Dlaczego Cię posłuchałam?".

Długie Nogi spuścił głowę, a jego pióra opadły w rozpaczy.

Ale był on tak zdeterminowany znaleźć jajka, że bez słowa odleciał wprost ku morzu. "O moja pani" zawołał. "Proszę, błagam cię, zwróć nam nasze dzieci".

Morze huczało w złości, kiedy patrzyło na latającego ptaka nad nią, a jej fale rozbijały się o brzeg morski. "Mały ptaku, jak śmiałeś mówić o mnie bez szacunku? Twoje jaja są zgubione na zawsze. Odleć i nie zawracaj mi już głowy".

"Dobra pani morze" prosił Długie Nogi. "Przepraszam za moje głupie słowa. Ale proszę nie karaj mojej żony za moją pomyłkę".

Więc morze popatrzyło na ląd i zobaczyło Szczęśliwe Oczy płaczącą. Wciąż jej fale huczały, ale serce powoli miękło, kiedy patrzyła na złamanego ptaka. W końcu jej serce zmiękło na tyle, że wody stały się spokojne. "Zwrócę Wam jaja" powiedziało morze "ale pod jednym warunkiem".

"Zrobię wszystko co zechcesz" odpowiedział mały ptak.

"W przyszłości proszę o więcej szacunku" odpowiedziało morze. "Słuchaj też dobrych rad od tych, których kochasz".

"Obiecuję" odpowiedział Długie Nogi. Morze delikatnie oddało trzy jajka na brzeg, gdzie szczęśliwa żona cieszyła się ogromnie.

Czy możecie sobie wyobrazić jak Szczęśliwe Oczy była zła na Długie Nogi, a jednocześnie szczęśliwa z powrotu jaj. Szybko wybaczyła jednak mężowi to co zrobił. Zbudowali drugie gniazdo, ale teraz razem wybrali miejsce z daleka od brzegu morza. Wkrótce w ich domu pojawiły sie trzy puszyste małe ptaszki.

Dumni rodzice pamiętali o lekcji jaką udzieliło im morze. Czy wiecie co to było? Jak ważne jest słuchać dobrych rad od tych, którzy dbają o ciebie. Ważne jest też, aby ufać swojemu rozsądkowi, nawet jeśli czasem nie zgadza się z tym, którego kochasz. 

"The bird who angered the sea" from "Animal tales from India" by Nikita Gill

#bajka#indyjska#ptaki#morze#gniew#


środa, 1 maja 2024

Bajka australijska

 Aborygenów

Historia ryb.



Pewnie myślisz, że ryby zawsze były rybami i nie żyły nigdzie poza wodą, ale jeśli pojedziesz do Australii i porozmawiasz z Aborygenami mieszkającymi w pustynnej części kraju usłyszysz zupełnie coś innego. Opowiedzą Ci, że dawno, dawno temu można było spotkać ryby na lądzie, spacerujące z miejsca na miejsce, polujące na zwierzęta i jeśli interesuje Cię jak to się stało, jak ciężko było i jak sprytne musiały być one. Mogłyby nadal polować i żyć na ziemi, gdyby nie tragiczny w skutkach wypadek.

Pewnego dnia plemię ryb wróciło z polowania bardzo zmęczone i szukało miłego i chłodnego miejsca na rozbicie obozu. Było bardzo gorąco i jednym z komfortowych miejsc było duże drzewo rosnące nad brzegiem rzeki. Rozpalili więc ogień, aby ugotować jedzenie przy samym brzegu rzeki . Kiedy obiad się gotował, położyli się leniwie pod gałęziami drzew i zasnęli. Nagle wielka czarna chmura zakryła słońce i krople deszczu zaczęly spadać zamieniając się w wielką ulewę. Ogień zgasł, co było wielkim nieszczęściem  w kraju, gdzie nie wynaleziono jeszcze zapałek. Co gorsze lodowaty wiatr zaczął wiać, a biedne ryby marzły strasznie.

"To nigdy się nie uda" powiedział Thuggai, najstarsza z ryb. "Umrzemy zanim rozpalimy ten ogień" i zaczęł pocierać dwa drewienka ze sobą w nadziei na pojawienie się płomyka. Wkrótce się zmęczył, ale żadna iskra się nie pojawiła. 

"Pozwól mi spróbować" rzekła Biernuga, ryba kostnoszkieletowa., ale nie miała więcej szczęścia, tak samo jak Kumbal, leszcz, i inne ryby.

"Nie działa" powiedział Thuggai. "Drzewo jest za mokre. Musimy usiąść i poczekać, aż słońce znowu wyjdzie i osuszy go". Wtedy najmniejsza z rybek w plemieniu ukłoniła się Thuggai i powiedziała "Poproście mojego ojca, Guddhu, żeby wskrzesił ogień. Ma większe moce magiczne niż inne ryby w całym plemieniu". Więc Thuggai poprosił go, a Guddhu zerwał kilka kawałków kory z drzewa i położył je na górze popiołów z ogniska. Wtedy uklęknął i zaczął dmuchać w nie przez dłuższą chwilę, aż czerwone płomienie pokazały się. Kiedy reszta plemienia zobaczyła to, podeszła bliżej zatrzymując powiew wiatru. Guddhu nakazał im, aby się odsunęli i przeszli na inną stronę, ponieważ potrzebuje wiatr by rozdmuchał ogień. Iskra po iskrze ognisko rozpalało się i słychać już było radosny trzask ognia. 

"Wkrótce powinniśmy się ogrzać" mówili jeden do drugiego. "Naprawdę Guddhu jest wielki" i zaczęli sie tłoczyć jeden przy drugim. Nagle powiał silniejszy wiatr ze wzgórza i ogień poszedł na nich. Przerażeni próbowali uciekać i nie patrzyli, że stoją przy brzegu rzeki. Potoczyli się ze stromego zbocza i wpadli do wody. O jak zimno było w ciemnej wodzie, gdzie słońce nigdy nie dociera. Nagle poczuli ciepło od ogniska, które porwane zostało przez wiatr i wrzucone na samo dno stawu, gdzie zaczęło palić się z wielką mocą. Ryby zebrały się razem, tak jak to robiły na lądzie i znalazły ognisko, które płonęło z tą samą mocą jak na górze. Teraz już wiadomo dlaczego głęboko pod wodą, pod zimną powierzchnią wody, nawet w bardzo zimny dzień, można znaleźć ciepłe i komfortowe miejsce i pewnie jest Ci przykro, że nie możesz tam zostać na zawsze. 

Andrew Lang’s Fairy Books July 27, 2015

#bajka#australia#aborygeni#historia#ryby#


poniedziałek, 29 kwietnia 2024

Bajka indyjska

Niebieski Szakal



Dawno, dawno temu była sobie dżungla, dzika i piękna wypełniona takimi zwierzętami jak ogromne szare słonie, pasiaste tygrysy i szafirowe pawie. W dżungli tej mieszkała rodzina szakali z krótkim bursztynowym futrem i żółtymi oczami. Wujkowie i ciotki, mamy i ojcowie, bracia i siostry oraz kuzyni. Wszyscy oni bawili się razem, jedli i polowali. W nocy, gdy księżyc był w pełni cała rodzina szakali wyła w niebo w harmoniii "Auuuuuuu".

Jeden z nich zawsze wył głośniej i dłużej niż pozostali, był to najmniejszy z szakali Wściekły Jęk. Często oddalał się od rodziny i powracał tylko w nocy. Jego ulubiona siostra Sprytny Pysk zawsze czekała na niego. "Dżungla jest twoim domem" mówiła. "Nie powinieneś oddalać się tak daleko od swojej rodziny".

Ale Wściekły Jęk tylko się śmiał. "Zostań w somu siostrzyczko jeśli chcesz" odpowiadał. "Znam bardziej interesujące miejsca ".

Pewnego dnia Wściekły Jęk szedł tropem królików z nosem przy ziemi. Był tak mocno skoncentrowany na polowaniu, że nie zauważył jak przeszedł całą dżunglę. Nie zauważył nawet drogi, jaką budowali ludzie. Nie zauważył nawet kiedy wszedł do wioski, o której jego siostra mówiła mu i ostrzegała by trzymał się od niej z daleka. Nagle usłyszał warczenie....

"Co ty tu robisz mały szakalu? Nie jesteś tu mile widziany".

Mały szakal popatrzył z trwogą na sforę psów. Otoczyły go! Mały szakal popatrzył wokół siebie - zobaczył gapę pomiędzy dwoma z mniejszych psów. Wściekły Jęk przeskoczył ją i pognał po zakurzonej ulicy. Biegł szybciej i szybciej goniony przez psy szczekające głośno. Biegnąc przez wioskę zobaczył ogromną beczkę z wodą stojącą przed jakimś warsztatem. Była tak wielka, że pomieściłaby z sześciu szakali. Wskoczył do niej wstrzymując na chwilę oddech i zanurzył się cały w wodzie.

Powoli szczekania się oddalały, wystawił więc głowę i wyskoczył z beczki. 

Szakal jednak nie wiedział, że warsztat należał do artysty i beczka napełniona była nie wodą, ale farbą indygo. Kiedy nadeszła noc Wściekły Jęk powrócił do dżunglii, jak ciemny niebieski duch poruszajacy się wśród liści w świetle księżyca.

Tygrys zobaczył go pierwszy. Zaryczał ze strachu i uciekł, aby nie być ofiarą tego potwora. Słonie były następne. Zaczęly również uciekać i dżungla napełniła się hałasem trąbienia i krzyków.

Ale dziwnie! pomyślał Wściekły Jęk, ale ponieważ był bardzo spragniony pobiegł do jeziora, które było najlepszym miejscem do picia dla zwierząt.

Kiedy spojrzał w swoje odbicie na wodzie zobaczył niebieskiego szakala wyglądającego zupełnie jak on. Jego bursztynowe futro zniknęło, a jego oczy lśniły jak dwa słońca na niebieskim niebie. Był tym zachwycony. Patrząc na swoje odbicie przyszła mu do głowy pewna myśl.

Wszystkie zwierzęta powróciły nad jezioro nad ranem, aby móc się napić. Wściekły Jęk stał wysoko na skale nad nimi.

"Moi drodzy przyjaciele!" powiedział Wściekły Ryk. "Nie macie się czego obawiać. Jak widzicie bogowie zobaczyli, że nie macie króla, więc wysłali mnie, abym władał dżunglą. Będziecie bezpieczne jeśli obiecacie mi służyć i być lojalni".

Tygrysy, małpy, słonie, szakale i ptaki nigdy nie widziały niebieskiego stworzenia ze złotymi oczami.

"Król!" wyszeptały i skłoniły się.

Tylko Sprytny Pysk tego nie zrobiła. Stała i śmiała się. "Czy nie widzicie? To przecież -"

"Cisza!" rozkazał Wściekły Jęk. "Szakale jeśli nie chcecie mnie za króla, zakazuję wam wstępu do tej dżungli, na zawsze!"

Zanim szakale zaprostestowały, Wśiekły Jęk rozkazał tygrysom wygonić je z dżungli. Jego tajemnica była bezpieczna - na razie...

Wściekły Jęk nie tracił czasu ii zaczął rozdzielać zadania zwierzętom. Lwy i tygrysy miały mu dostarczać świeże mięso każdego dnia, lamparty były jego ochroniarzami, wspinał się na plecy słoni i w taki sposób przemieszczał się po dżungli.

Przez chwilę wszystko szło zgodnie z planem Wściekłego Jęku, który cieszył się sławą i uwagą wszystkich. Czasami martwił się o swoją rodzinę, którą wygnał z dżungli, ale to szybko mijało. Teraz był królem!

Pewnej nocy, kiedy księżyc był w pełni i dżungla była tak cicha, że można było usłyszeć tylko pohukiwanie sowy, dało się słyszeć dźwięk... Echo przyniosło poprzez drzewa coś na kształt "Auuuu!" To rodzina szakali wyła do księżyca.

Wściekły Jęk obudził się i zanim pomyślał, zaczął wyć długo i głośniej niż inni "Auuuuuuu!"

Inne zwierzęta usłyszały wycie Wściekłego Jęku. Przywódca małp zakrzyknął: "To nie jest król z niebios. To tylko przebiegły szakal, który nas oszukał!"

Rozłoszczone zwierzęta zaczęły gonić Wściekłego Jęka. Biegł on coraz szybciej i szybciej, aż przewrócił się wyczerpany, przed jaskinią na granicy dżungli. Wyciągnął swoją szyję i zobaczył znajomą łapę...

To była jego ulubiona siostra Sprytny Pysk. Przemówiła do wszystkich zwierząt, którzy gonili jej brata. "To wasza wina! Gdybyście tylko mocniej się przyjrzeliście to zobaczylibyście, że on jest szakalem. Teraz jesteście w domu szakali a to jest nasz brat, a my chronimy naszą rodzinę".

Warcząc w ostrzeżeniu szakale uformowały mur wokół Wściekłego Jęku. Pozostałe zwierzęta odwróciły się i pobiegły z powrotem do dżungli.

Sprytny Pysk porozmiawiała ze swoim bratem o lojalności i rodzinie. Nic dobrego nie przychodzi z mówienia kłamstw i ten zuchwały szakal nauczył się ważnej lekcji - twoja rodzina zawsze będzie cię chronic i nie ma miejsca jak dom.

"The blue jackal" from "Animal tales from India" by Nikita Gill

#bajka#indie#niebieski#szakal#



sobota, 27 kwietnia 2024

 Bajka afrykańska
Masajów

Ogr



1. Deszcz

Tak daleko jak mieszkańcy wioski mogli sięgnąć pamięcią życie było ciężkie. Deszcz nie padał przez wiele lat a słońce spaliło wszystkie zboża. Rośliny więdły przez gorąc i umierały zanim wydały owoce. 

Mieszkańcy wioski winili za to ogra, który mieszkał w górach, które  wznosiły się nad wioską. Ogr był złośliwy i chciwy. Zatrzymywał deszcz zanim spadł na pola i wypijał go sam, a potem odsyłał chmury z powrotem.

Wielka szamanka przepowiedziała, że dwóch braci z nierozłącznymi kośćmi zniszczą ogra i przyniosą deszcz do wioski. Każdego razu, kiedy rodził się chłopiec mieszkańcy wioski czekali na znak, że będzie on odważnym, silnym wojownikiem, który pokona ogra.

Jeden z mieszkańców wioski zwany Sipho był odważnym wojownikiem. Ogr zjadał wiele zwierząt, które mieszkały w cieniu gór, więc Sipho szedł wiele mil by polować. Zawsze jednak wracał z jedzeniem, którym później dzielił się z całą społecznością. 

"Dziękujemy ci Sipho za ten dar" mówili ludzie, kiedy wracał bezpiecznie z podróży. "Niech twoje dzieci opiekują się tobą, kiedy bedziesz stary".

Czas mijał i jego żona Zandile spodziewała się dziecka. Szamanka Bongani patrzyła na jej brzuch i mówiła: "Oh Zandile, jesteś pewna, że nie masz tam słonia w środku?"

Ale to nie był słoń. Kiedy księżyc był w pełni Zandile powiła dwójkę pięknych chłopców bliźniaków. Nazwano je Lindani i Busani.

Szamanka wiedziała, że chłopcy będą niezwykli, ponieważ w tym dniu spadł deszcz na wioskę.

2. Polowanie

Jedenaście lat później Lindani szedł zakurzoną drogą niosąc worek z korzeniami, ziołami i liśćmi na swoim grzbiecie. Jego włosy upięte były w czub na środku głowy, a w nim pełno było liści i kory. Lindani był bardzo szczęśliwy ponieważ jego matka, która zajmowała się przyrządzaniem lekarstw, mogła teraz mieć pełno ziół. Uczyła go obecnie jak sporządzać takie lekarstwa.

Nagle coś uderzyło w Lindani i przewróciło na ziemię. Worek , który niósł wylądował w pyle na ziemi.

"O Busani, co ty tu robisz?" Lindani zakrzyknął, wstajac. "Naprawdę jesteś szalony". Lindani popatrzył na swojego brata. Wyglądał dosłownie jak jego odbicie w lustrze, tylko śmiech jego przypominał głos hieny. 

"Chodź zapolujmy Lindani. Nudzę się strasznie i chciałbym polować z tobą, bo ty masz najlepsze zdolności tropienia" powiedział Busani, dźwigając swojego brata bliźniaka.

Busani był wyższy, silniejszy i bardziej pewny niż jego brat. Lindani najpierw pomyślał zanim coś zrobił, ale był cichy i nieśmiały. 

"Jeśli pokonam cię  i przewrócę to pójdziesz ze mną" powiedział Busani. Lindani uśmiechnął się tylko, bo wiedział kto wygra.

"Na co chciałbyś zapolować?" zapytał Lindani. "I nie mów mi, że bedą to skalne króliki. Wiesz, że żyją niedaleko jaskini ogra i zakazano nam wspinać się na skały".

Wielu myśliwych nigdy nie wróciło stamtąd, ponieważ ogr schwytał ich w jakiś niewiedzialny sposób.

Chłopcy odwrócili się w kierunku góry, która wyrosła przed nimi. Ciemne chmury spowijały szczyt i widać było ogień blisko niego.

3. Drzewo 

Lindani i Busani odwrócili się nagle. Pot na ich ciele lśnił w promieniach południowego słońca i spływał po ich twarzach. Gdzie jest antylopa, którą gonili przez całą godzinę? Minutę temu tu była, a teraz znikła, jak cień w ciemności. I skąd wzięło się tu to ogomne drzewo? Znali dobrze tę okolicę i nigdy nie widzieli tu tak olbrzymiego drzewa.

Busani szedł prosto z włocznią gotową do rzutu. Wiatr powiał od tego drzewa i jego gałęzie zaskrzypiały. "Chodź i znajdź swoją zagubioną antylopę" wyszeptały galężie. "Uwięziłem ją w swoim pniu. Zrobiłem to dla ciebie".

Busani odwrócił się do brata. "Czy ty też to słyszałeś?"

Lindani przytaknął. "Tak, Busani. Nie podchodź blisko. Nie możesz ufać wszystkeimu co widzisz. Jak to możliwe, że drzewo przemówiłodo ciebie przez swoje galęzie?"

"To mógł być tylko wiatr. Ale to właśnie tam ukryła się antylopa i ja ją dostanę. Czekaj tu".

Busani pobiegł do drzewa. Barszo szybko drzewo oplotło go swoimi galąziami.

Lindani przerażony zobaczył, że gałęzie drzewa przeobrażają się w ogra. Był tak wielki, że Lindani zatrząsł się ze strachu. Więc to w taki sposób ogr łapał mieszkańców wioski - mógł zmieniać kształty.

Ogr zaryczał zwycięsko i poszedł z Busanim w ręce. 

"Lindani pomóż mi" wołał Busani. 

"Busani" Lindani pobiegł za ogrem, ale nie mógł go sogonić. Upadł na ziemię próbując złapać oddech, a łzy pojawiły się na jego policzkach. Lindani słyszał wołanie swego brata o pomoc, ale nie mógł nic zrobić.

Szamanka pierwsza zobaczyła Lindani powracającego do wioski. Zobaczyłą strach w jego oczach i wiedziała, że ogr zabrał Busaniego. "Sipho, Zandile chodźcie tu szybko" zawołała, gdy Lindali upadł w jej ramiona.

"Próbowałem uwolnić Busaniego, ale drzewo było zbyt duże" Lindani płakał.

Sipho przytulił Lindani. "Co to znaczy, że drzewo było za duże? Czy Busani utknął w drzewie?"

"Nie" zapłakał Lindani. "Ogr zamienił się w drzewo i teraz ma Busaniego".

4. Eliksir

Minęło kilka tygodni. Ogr nie zjadł Busaniego. Trzymał go na łańcuchu i używał jego zdolnosci do polowania do łapania dla niego pożywienia. Ogr mógł użyć swojej magii, ale był na to zbyt leniwy. Nigdy nie pozwolił Busaniemu zbytnio sie oddalać i trzymał go cały czas na uwięzi w jaskini, gdy nie polowali. 

Życie stało się nieszczęśliwe dla biednego Buraniego. Każdego dnia musiał czyścić jaskinie ogra, który był obrzydliwy. Nigdy nie czyścił zębów ani się nie mył. Wyrzucał kości zwierząt na podłogę w jaskini.

Najbardziej jednak Burani tęsknił za swoją rodziną. Czuł, że jego brat ma jakiś plan, przecież w tym Lindani był najlepszy. Ogr był większy i silniejszy od niego, więc Burani czekał i czekał. Wiedział, że pewnego dnia ogr zrobi pomyłkę i Lindani przyjdzie i uwolni go.

Lindani w wiosce spędzał każdą chwilę w dzień i w nocy by znaleźć jakiś plan uwolnienia swego brata. 

Najpierw zrobił dużą ostrą włócznię, ale wiedział, że nie jest takim wielkim wojownikiem jak Burani. Potem zrobił linę, ale ona  też nie była dobra. Następnie przypomniał sobie zioła, które zbierał dla swojej mamy. Jeden z nich pomagał ludziom zasnąć.

Co by się stało, gdyby zrobił super silny środek usypiający dla  ogra? Nie wiedział jak da ogrowi  ten napój by wypił, ale to była najlepsza myśl jaka przyszła mu do głowy.

Lindani zebrał zioła razem i ugotował je ze słodkimi jagodami. Potem przelał miksturę do drewnianej butelki i zakorkował ją trzciną.

Zandile nie chciała go puścić, ale Lindani uśmiechnął się do swojej matki. "Czy nie widzisz, że jestem już prawie mężczyzną? Jestem silny i czuję, że mój brat nie umarł. Żyje i czeka na mnie. Wiem o tym!"

Lindani włożył butelkę z eliksirem do torby, razem z jedzeniem i poszedł w stronę gór.

5. Ogr

Po dwóch dniach i nocach Lindani doszedł do podnóża gór. Skały były czarne jak poszarpane zęby, czekające tylko na twoje poślizgnięcie. Lindani mógł zobaczyć kości zwierząt wystające spod skał.

Ogr ma ogromny apetyt, pomyślał Lindani. Miejmy nadzieję, że również ma ogromne pragnienie.

Lindani był już w połowie drogi w górę, kiedy...

"Hej chłopcze" zawołał ogr pojawiając się nad nim.

Lindani zamarł, balansując na skałach i próbując nie spaść w dół.

Nie mógł uwierzyć, że coś tak ogromnego jak ogr zjawił się nagle, ale potem przypomniał sobie, jak przeminił się on w drzewo porywając Busaniego.

"Hej chłopcze! Myślałem, że jesteś w jaskini! Gdzie byłeś?"

Lindani nagle zorientował się, że ogr pomylił go z Busani. Jego brat żył!

Wziął więc głęboki oddech i odwrócił się do ogra. Jego oddech niemal spowodował to, że Lindani prawie spadł ze skały. Przytrzymał się skał i spojrzał na ogra swoimi małymi, sprytnymi oczami.

"Poszedłem przygotować dla ciebie specjalny napój dla twojego posiłku" wyszeptał Lindani.

"Daj mi to chłopcze! Chcę go spróbować" zawołał ogr i porwał z rąk chłopca eliksir. Wypił go z ogromnym pragnieniem.

Ogr oblizał usta. "O to było wyśmieni...."

Eliksir zadziałał bardzo szybko i ogr usnął natychmiastowo. Przewrócił się z ogromnym hałasem, tak aż zatrzęsła się cała góra. Lindani nie mógł uwierzyć swojemu szczęściu.

Wspiął się na szczyt góry i wszedł do jaskini ogra. Szukając w ciemności zawołał: "Hallo?" Wiedział, że Busani jest żywy, ale gdzie on jest? Nagle zobaczył poruszenie w jaskini. To był Busani.

"Lindani?" Busani rzucił szczotkę, którą czyścił jaskinię i wpadł w ramiona swego brata.

"Wiedziałem, że żyjesz!" zawołał Lindani, kiedy braci stali w uścisku.

"Gdzie jest ogr?" zapytał Busani.

"Zrobiłem eliksir na sen" wyjaśnił Lindani. "Ogr myślał, że to ty jesteś i wypił go. Musimy wyjść stąd zanim się obudzi".

Bracia zbiegli z góry skacząc od skały do skały. Kiedy przybyli w miejsce, gdzie miał spać ogr, jego tam nie było.

"Patrz!" Busani pokazał w dół góry. Kiedy ogr spał ześlizgnął się w dół i teraz leżał martwy.

"Wioska będzie teraz wolna" powiedzieli. Razem poszli prosto do domu.

Kiedy chłopcy wrócili do wioski witano ich śpiewem i śmiechem, zwłaszcza stara szamanka. Zandile i Sipho przytulili swoje dzieci, a łzy spływały im po policzkach.

Uczta trwała tej nocy bardzo długo. Była też głośna, ale nie tak głośna jak burza i wkrótce zaczął padać deszcz.

"The ogre" by Deborath Bawden and Xing Song

#bajka#afryka#masajowie#ogr


czwartek, 25 kwietnia 2024

Bajka ze Szkocji
Wielka Brytania

Conall i burzowa wiedźma



Pewnego zimowego dnia burzowa wiedźma nadjechała w swojej czarnej karocy ciągniętej przez cztery ognisto czerwone psy przez morze do Szkocji. 

Nagle niebo zrobiło sie tak czarne jakby nadeszła noc. Psy wyły, kiedy burzowa wiedźma ścigała się poprzez wzgórza i wrzosowiska, rzucając ognistymi kulami i podpalając lasy. Wszyscy uciekali przed dymem i płomieniami w popłochu.

Następnego dnia wiedźma znów powróciła paląc drzewa i suche wrzosy. Król wysyłał swoich wojowników przeciwko niej, ale kiedy zobaczyli ogromne zębiska jej psów zaczynali uciekać. 

Na trzeci dzień wiedźma znów powróciła siejąc zniszczenie na całym lądzie. Król wysłał po nieustraszonego Conalla Curlewa.

"Potrzebuję twojej pomocy" powiedział król.

Conall zgodził się ocalić królestwo przed burzową wiedźmą. "Mogę nie pobić jej dziś" powiedział. "Może jednak uda się to zrobić jutro".

Conall wspiął się na górę i czekał na wiedźmę. Kiedy nadeszła został zakryty przez czarną chmurę i nic nie widział.

Następnego dnia poszedł na pola i oddzielił wszystkie jagnięcia, cielaki i źrebaki od swoich matek. Potem powrócił na szczyt góry.

Niedługo potem burzowa wiedźma przybyła. Usłyszała okropny hałas owiec, krów i koni, które wołały rozpaczliwie za swoimi młodymi. Wiedźma była przy tym okropnie ciekawa co wywołuje taki hałas, że wychyliła się ze swojej chmury.

W tym momencie Conall rzucił swoją włócznią. Burzowa wiedźma zakrzyczała z bólu i cofnęła się do swojej karocy.

"Lećcie na zachód" zawołała do swoich psów i nigdy już nie powróciła.

"Conall and the thunder hag" from "A year full of stories" by Angela MacAlisster

#bajka#szkocja#wielkabrytania#conall#burza#wiedźma#

 

Bajka z Zachodniej Afryki Wiewórka i pająk Po wielu staraniach, pracowitej wiwiórce udało się wyhodować bardzo dobrą farmę. Jako że była z...