środa, 13 grudnia 2023

Baśń japońska

Brzoskwiniowy chłopiec



Dawno temu w Japonii mieszkała stara kobieta. Każdego dnia szła do rzeki, aby prać swoje ubrania. Każdego też dnia marzyła o tym, aby mieć dziecko, które mogłaby kochać. Pewnego dnia kobieta zobaczyła płynącą po rzece ogromną brzoskiwnię. Wyłowiła ją i zabrała do domu.

"Będę miała ucztę na kolację" pomyślała. Kiedy przecieła brzoskwinię w miejscu pestki zobaczyła małego chłopca. Kobieta natychmiast wyjęła go i przytuliła. 

"Jesteś moim małym brzoskwiniowym chłopcem". powiedziała. "Nazwę cię Momotaro i będę dla ciebie matką".

Momotaro Brzoskwiniowy Chłopiec rósł zdrowy i szczęśliwy. Jego matka karmiła go samymi dobrymi rzeczami. Jednak Momotaro najbardziej lubił jeść ciasto zrobione z kaszy jaglanej i ryżu z pola rosnącego przy ich domku.

"Jedno z tych ciasteczek da ci siłę dziesięciu mężczyzn" mówiła do niego jego mama. Momotaro po zjedzeniu jednego mógł rozciągnąć ramiona, podnieść swoją mamę i zawirować z nią w powietrzu.

Pewnego dnia trzy ogry zamieszkały na wyspie, na rzece. Były starsznie nieznośne, kradły zwłaszcza  skarby z wiosek i miast całej Japonii. Zbudowały ogromny czarny fort na wyspie, gdzie trzymały wszystkie skradzione skarby. 

Był tam szkarłatny ogr z krwistymi oczami, fioletowy ogr z długim językiem i ogromny żółty ogr z spiczastymi złotymi zębami.

Ogry wkrótce zjadły całe jedzenie na wyspie. Z daleka dostrzegły wioskę, w której żył Momotaro i jego matka. Mogły zobaczyć dojrzałe  owoce na drzewach i zielone pastwiska. 

Pewnego dnia ogry zdecydowały przekroczyć rzekę. Zebrały wszystkie owoce z drzew i ukradły całe ziarno z pól. Ukradły wszystko co tylko mogły.

Wkrótce w wiosce zapanował głod. W domu Momotaro jego matka upiekła ostatnie ciastka dające siłę.

"Nie ma już więcej ziarna" powiedziała smutno. "Co my zrobimy?"

"To sa najlepsze ciastka jakie upiekłaś" powiedział Momotaro. "Zabiorę je z sobą, kiedy pójdę walczyć z ogrami".

Jego mama zrobiła dla niego zbroję. 

"Momotaro, Mały Brzoskwiniowy Chłopcze, jesteś najsilniejszym wojownikiem w całej Japonii" powiedziała do niego z dumą. Momotaro odszedł niosąc z sobą ciastka swojej mamy.

Momotaro doszedł do końca wioski, gdzie spotkał psa. 

"Momotaro, Mały Brzoskwiniowy Chłopcze" zaszczekał pies "Dokąd idziesz?"

"Idę na wyspę" powiedział Momotaro "walczyć z ogrami".

"Jeśli dasz mi jedno z ciastek twojej mamy, pójdę z tobą" zaszczekał pies.

Momotaro uśmiechnął się "Jeśli zjesz jedno, to będziesz tak silny jak dziesięciu mężczyzn. Tak mówi moja mama."

W drodze do rzeki Momotaro spotkał małpkę.

"Proszę, daj mi jedno z ciastek twojej mamy" małpka poprosiła. 

"A czy pójdziesz ze mną walczyć z ogrami?" zapytał Momotaro.

"Ha! Ogry nie są groźne dla mnie!" powiedziała małpka. "Słyszałam, że ciastka twojej mamy dają siłę dziesięciu mężczyzn".

Kiedy przybyli do rzeki, wszystkie łodzie były przycumowane do brzegu. Żaden z rybaków nie wypływał na łowy gdy ogry były blisko. Momotaro, pies i małpka wskoczyli na pokład i odbili od brzegu. 

W połowie drogi na wyspę dołączył do nich żuraw. 

"Momotaro, Mały Brzoskwiniowy Chłopiec!" zawołał żuraw. "Dokąd płyniesz?" 

"Na wyspę" powiedział Momotaro, "Aby walczyć z ogrami".

"Daj mi jedno z ciastek twojej mamy, a zostanę z tobą" powiedział żuraw.

Kiedy przybyli do fortu wysoka brama była zamknięta. Momotaro zastukał w nią. 

"Kto czyni taki hałas?" zaryczał szkarłatny ogr.

"Momotaro, Japoński Najsilnijeszy Wojownik!" odpowiedział Momotaro.

"Momotaro? Brzoskwiniowy Chłopiec?" szydził z niego  ogr.

"Ja wezmę klucze" zakrzyczał żuraw.

Rozpiął swoje ogromne skrzydła i przefrunął na drugą stronę. Ciężkie klucze wisiały na ogromnym żelaznym haku. Jednak po zjedzeniu ciastka żuraw bez trudu podniósł je i rzucił u stóp Momotaro. Chłopiec podniósł klucze i otworzył bramę. Stanął przed szkarłatnym ogrem, który miał krwawe spojrzenie. Momotaro pomachał swoją flagą. 

"Jestem Momotaro, Japoński Najsilniejszy Wojownik" zakrzyczał. "I przyszedłem walczyć z wami".

"Chyba sobie żartujesz!" zaśmiał się szkarłatny ogr. "Patrzcie" zawołał do swoich braci. "Chodźcie i zobaczcie kogo tu mamy!"

"Kto to jest ten mały brzoskwioniowy chłopiec?" zachichotał fioletowy ogr.

Żółty ogr zadzwonił swoimi złotymi zębami.  "Nie jest on zbyt duży" zażartował "ale może smakuje dobrze".

Żółty ogr rzucił się na Momotaro, ale pies ugryzł go w nogi. Wtedy małpka wskoczyła na jego grzbiet i uderzyła go po ramionach. 

Fioletowy ogr zakręcił swój język wokól szyi Momotaro, ale żuraw podleciał do niego i uderzył go w oko.

"Więc przyprowadziłeś swoich przyjaciół do walki" szydził z niego szkarłatny ogr. "Czy nie potrafisz sam wygrać tej bitwy?"

Wtedy właśnie Momotaro zjadł resztę ciastek, które zrobiła jego mama...

Po wielu godzinach walki ogry poddały się.

"Jesteś dla nas zbyt silny" jęczały. "Ale prosimy nie zabijaj nas".

"Jeśli obiecacie odejść stąd" powiedział Momotaro "i nie sprawicie więcej żadnych kłopotów wtedy zostawię was przy życiu".

"Obiecujemy" wyszeptały ogry i rozpłynęły się w chmurze dymu.

Momotaro poszedł do fortu, aby znaleźć jedzenie, które ogry skradły w wiosce. W środku było pełno skarbów. Załadował wszystko na łódź - złoto, srebro, rubiny i diamenty. Wioska Momotoro stała się od tej pory bogata.

Od tej chwili rybacy mogli łowić ryby, drzewa brzoskwiniowe kwitły a dzieci bawiły się na piknikach, na wyspie.

Pies zamieszkał wraz z Momotaro i jego mamą, a małpka korzystała zawsze z owoców z ich sadu. 

"Ja muszę odlecieć" powiedział żuraw. "Powrócę na wiosnę po więcej ciastek twojej mamy".

Momotaro został sławny w całej Japonii, tak jak ciastka jego mamy. Nawet cesarz usłyszał historię o Momotaro i jego walce z ogrami. Kiedy Momotaro dorósł ożenił się z cesarską córką - ale to już inna historia.

"Peach boy" by Enid Richemont and Andy Catling.

#baśń#japonia#brzoskwinia#chłopiec#walka#wojownik






poniedziałek, 11 grudnia 2023

Baśń Maoryska. 
Nowa Zelandia

Tiki



Tane, bóg lasu i ptaków, patrzył na czerwoną glinę, która powstała przez osunięcie się klifu na ziemię.  "Czerwony to święty kolor" powiedział "i ziemia, z której wszyskie rzeczy wyrosły  i zakwitły. Z takiej mieszanki może powstać coś większego niż cokolwiek zostało stworzone".

Zebrał więc czerwoną glinę i zaczął ją wyrabiac rękami układając ją w kształty, które przypominały jego postać. Kiedy kształty były gotowe tchnął w nie swoje własne tchnienie. Powoli życie wchodziło w te figury i wyglądały jakby były pogrążone we śnie. 

Tane stanął i zaczął śpiewać pieśń dawającą życie. Kończyny otrzymały swoją moc, oczy otworzyły się i zobaczyły świat. Kształt urósł i zaczął chodzić. Tak powstał Tiki, pierwszy mężczyzna. Jego serce i wszystkie inne części były czerwone, tak jak glina z której powstał.

Tane, który był niewidzialny obserwował mężczyznę jak oszołomiony i z ciekawością w oczach chodził po dolinie i doszedł aż do lasu, w którym śpiewały ptaki. Niewiedzialny bóg  pływał w powietrzu i patrzył na dzieło, które stworzył. "Potrzebuje on towarzystwa" - powiedział.

Ze światła słonecznego, które przedzierało się przez drzewa i Echa, które wędrowało przez las, boginie utkały mgłę, która została ukształtowana w kobietę. Wysłali ją na spotkanie z mężczyzną, aby nie był już więcej samotny. Ci dwaj żyli razem w ogrodzie Matki Ziemi i od tej pory  mężczyźni i kobiety żyją razem. 

Tane wrócił do lśniącej krainy wschodzącego słońca nad jeziorem rozjarzonego światła. Tu został więc panem ogrodu i żył wśród sześciu bratów gigantów. Mężczyźni i kobiety, którzy mieszkali na ziemi potrafili uzyskać dobry rzeczy od czterech braci. Od Tane uzyskali drewno na łodzie i domy włókna liści na liny i ubrania. Od Rongo i Haumia dostali korzenie i jagody, a od Tangaroa ryby. Niestety od Tu dostali zły prezent jakim jest sztuka walki. Ciężko to powiedzieć, ale najbardziej ze wszystkich braci modlili się do niego. Zrobili go bogiem wojny i od tejpory pokój opuścił ziemię. 

"Tiki" by Edith Howes 

#baśń#maorysi#nowazelandia#tiki#pierwszy#człowiek


sobota, 9 grudnia 2023

Baśń irlandzka.

Historia o małym ptaszku.



Wiele lat temu był sobie bardzo religijny i święty człowiek, jeden z mnichów w zakonie. Pewnego dnia klęczał na modlitwie w ogrodzie przyklasztornym, kiedy usłyszał małego ptaszka siedzącego na krzakach różanych. Nigdy jeszcze mnich nie słyszał tak słodkiej pieśni, jak tak śpiewana przez tego ptaszka.

Święty mąż podniósł się z klęczek i słuchał śpiewu, który wydawał mu się niebiański.

Mały ptaszek odleciał do sadu otaczającego klasztor, a święty mąż zaczął podążać za nim słuchając wciąż jego śpiewu. Mnich czuł, że nigdy nie znudzi go ta słodka pieśń.

A mały ptaszek odlatywał na kolejne drzewo, a potem na kolejne ciągle oddalając się od klasztoru, a mnich szedł ciągle za nim słuchając go wciąz i wciąż.

W pewnym momencie mnich poczuł, że zbliża się wieczór i przestał gonić ptaszka. Zawrócił do klasztoru i wszedł w jego mury właśnie kiedy słońce chyliło się ku zachodowi. Niebo mieniło sie najwspanialszymi kolorami świata. Mnich doszedł do klasztoru kiedy zapadła noc.

Był on bardzo zaskoczony tym co ujrzał. Otaczały go ze wszystkich stron obce twarze, których nigdy przedtem nie widział. Wszystko wokoło również się zmieniło i wyglądało zupełnie inaczej, niż to miejsce, które rano opuścił. Ogród również nie wyglądał na taki, w którym rano zanosił modły do Boga i po raz pierwszy zobaczył śpiewającego ptaka. 

Wkrótce jeden z mnichów przyszedł do niego, a on zadał mu pytanie: "Bracie, powiedz mi dlaczego widzę takie zmiany i wszystko wydaje mi się obce od tego, co było tu rano?"

Mnich, z którym rozmawiał zdziwił się i zapytał w czym widzi różnice. On jest tu cały dzień i żadnych dziwnych rzeczy nie zauważył. Zdziwiony zapytał: "Bracie, dlaczego zadajesz tak dziwne pytania, jak ci na imię? Chociaż nosisz habit naszego zakonu, jednak nigdy nie widzieliśmy cię tu wcześniej".

Święty mąż powiedział mu swoje imię oraz to, że rano był w tej kaplicy na porannej mszy, potem wyszedł do ogrodu, gdzie spotkał ptaka śpiewającego na różanych krzewach, niedaleko miejsca jego modlitwy.

Wtedy zakonnik z którym rozmawiał powiedział mu, że brat o takim imieniu żył 200  lat temu i nikt nie wie gdzie  zniknął.

W czasie, gdy mówił święty mąż powiedział: "Moja godzina śmierci wybiła, błogosławiony niech będzie Pan za jego miłosierdzie".

Uklęknął w tym momencie i powiedział: "Bracie, wysłuchaj mojej spowiedzi, daj mi rozgrzeszenie, bo moja dusza odlatuje".

Po spowiedzi, rozgrzeszeniu i namaszczeniu przed północą umarł święty mąż.

Mały ptaszek był aniołem, jednym z cherubinów lub serafinów, i w ten sposób Najwyższy okazał swoją łaskę zabierając duszę świętego męża do Siebie.

"Fairy tales of Ireland. The story of the little bird" by W. B. Yeats

#baśń#Irlandia#historia#ptak#mnich



czwartek, 7 grudnia 2023

Bajka skandynawska.

Rolnik i ogr.



Pewnego razu żyli sobie rolnik i jego żona. Posiadali ogromne pole. Rolnik sadził na nim warzywa, aby sprzedawać je na targu. 

Pewnego dnia niedobry ogr przyszedł do nich.

"To moje pole" zaryczał ogr. "Warzywa, które tu rosną będą należały do mnie, ale pozwolę zatrzymać wam korzenie".

Rolnik i jego żona byli bardzo zmartwieni. Nie będą mieli warzyw, aby je sprzedać na targu.

Nagle wpadli na świetny pomysł. 

Następnego dnia rolnik zasiał na polu nasiona marchewki.

Marchewka rosła duża i silna. Kiedy była już gotowa by zawieź ją na targ powrócił ogr. 

"Wszystko co jest nad ziemią jest moje" zawołał. Ściął więc całą nać marchewki.

Ale kiedy ogr zabrał nać marchewki na targ, nikt nie chciał jej kupić. 

Rolnik wykopał marchewkę. Miał jej mnóstwo by zawieźć na targ. Wszyscy z chęcią kupowalli marchewkę od rolnika. 

Ogr był wściekły.

Następnego dnia ogr przyszedł znowu do rolnika. 

"Następnym razem ja zatrzymię korzenie, a ty wszystko co nad ziemią" zaryczał.

Rolnik i jego żona wpadli na kolejny wspaniały pomysł. 

Następnego dnia rolnik zasadził na swoim polu nasiona pomidora.

Pomidory rosły duże i silne. Zrobiły się czerwone w słońcu. 

Kiedy pomidory były gotowe do zabrania ich na targ przyszedł ogr.

"Korzenie są moje" zaryczał.

Ale kiedy ogr zabrał korzenie na targ nikt nie chciał je kupić.

Rolnik miał mnóstwo soczystych pomidorów by sprzedać je na targu. Wszyscy chcieli kupować jego pomidory.

Ogr był bardzo zły.

"Rolnik mnie oszukał" zaryczał. 

Zdenerwowany odszedł i nikt nigdy go nie widział.

"The farmer and the ogre" by Jackie Walter and Maxine Lee-Mackie.

#bajka#skandynawia#rolnik#ogr


wtorek, 5 grudnia 2023

Bajka brazylijska

Ogon małpki.



Dawno, dawno temu był sobie kot i małpka. Małpka lubiła robić psikusy kotu, a kot lubił robić psikusy małpce.

Pewnego dnia kot zobaczył małpkę śpiącą na drzewie. Jej ogon zwisał w dół. 

"Ha" powiedział kot. "Teraz cię mam". I pociągnął małpkę za ogon wyrywając jej go.

"Auć" zapłakała małpka. "To mój ogon. Oddaj mi go".

"Oddam" powiedział kot. "Najpierw jednak daj mi miseczkę mleka".

Małpka udała się do krowy. 

"Krowo, krowo" zawołała małpka. "Proszę, daj mi miseczkę mleka. Wtedy będę mogła dostać mój ogon z powrotem".

"Dobrze" powiedziała krowa. "Przynieś mi tylko wiadro siana".

Małpka poszła do rolnika. 

"Rolniku, rolniku" powiedziała małpka. "Proszę, czy możesz mi dać wiadro siana? Wtedy odzyskam mój ogon".

"Dobrze" powiedział rolnik. "Ale najpierw musi spaść deszcz".

Małpka poszła na sam szczyt góry i zawołała:

"Chmuro, chmuro. Proszę, czy możesz spuścić deszcz? Wtedy odzyskam mój ogon".

"Dobrze" powiedziała chmura. "Ale najpierw muszę mieć mgłę".

Małpka szybko pobiegła do rzeki. 

"Rzeko, rzeko" zawołała małpka. "Proszę, czy możesz zesłać mgłe? Wtedy odzyskam swój ogon".

"Dobrze" powiedziała rzeka. "Ale najpierw muszę mieć strumień".

Małpka poszukała miejsca, gdzie był strumień. Zaczęła kopać i kopać, aż świeża woda zaczęła płynąć do rzeki. Woda zaczęła rozbijać się o kamienie. Mgła poszła aż do chmury, z której zaczął padać deszcz na rolnika i jego pole.

Rolnik dał małpce wiadro siana. 

Małpka dała siano krowie, a ta w zamian dała miseczkę mleka. Małpka dała mleko kotu, a kot oddał małpce ogon. 

Małpka włożyła swój ogon z powrotem i położyła sie spać. 

"Monkey's tail" by Sarah Snashall and Mario Gushiken

#bajka'brazylia#ogon#małpa\kot


niedziela, 3 grudnia 2023

 Baśń angielska

Wielka Brytania

Gwiazdy na niebie.



Pewnego razu była sobie mała dziewczynka, która chciała dosięgnąć gwiazd. Patrzyła na lśniące na niebie gwiazdy przez okno w swoim pokoju i myślała, jak szczęśliwa byłaby, gdyby tylko mogła się do nich dostać. Zapytała swojego ojca i swojej matki, ale oni odpowiedzieli jej tylko, że to niemożliwe. Zasypiała więc myśląc o tym, że bardzo, ale to bardzo chce mieć gwiazdy. 

Pewnego dnia postanowiła znaleźć je na własną rękę. Najpierw poszła do starego młyna nad stawem i powiedziała do niego: "Czy może widziałeś gwiazdy na niebie?"

"Tak" odpowiedział młyn. "Często przychodzą do mnie i bawią się w wodzie. Wskakuj i ty może je tu znajdziesz."

Więc mała dziewczynka wskoczyła do stawu i pływała, pływała, pływała, ale nie mogła żadnej znaleźć. Jedyne co zobaczyła to mały potok, więc zapytała się go:

"Czy widziałeś gwiazdy na niebie? Chciałabym sięgnąć do nich". 

"Tak" odpowiedział potok. "Często przychodzą i bawią się na moim brzegu. Wskakuj i baw się, a może i tobie uda się je znaleźć".

Więc pluskała się, pluskała i pluskała, ale nie mogła je znaleźć. Zmęczyła się i usiadła na łące, na której bawiły się wróżki. 

"Przepraszam" zapytała się wróżek "czy widziałyście gwiazdy na  niebie? Chciałabym wiedzieć, gdzie mogłąbym je znaleźć".

"Tak" odpowiedziały wróżki. "Czesto lśnią na trawie pod naszymi nogami. Zatańcz z nami, a może je znajdziesz". 

Więc mała dziewczynka tańczyła, tańczyła i tańczyła, ale wciąż nie mogła je znaleźć. Była już bardzo, bardzo zmęczona więc usiadła i zaczęła płakać. 

"Pływałam, pluskałam i tańczyłam, a wciąż nie mogę dostać się do gwiazd. "Czy nikt mi nie pomoże" - zapłakała mała dziewczynka.

"Mała dziewczynko" - powiedziały wróżki. "Jeśli nie chcesz wracać do swojej matki to idź naprzód". 

"Czy pokażecie mi jak dostać się do nieba?" zapytała.

"Może" odpowiedziały wróżki. " "Musisz zapytać cztery nogi, aby zaniosło dwie nogi do tego bez nóg, i jeśli ten bez nóg zaniesie cię do schodów bez stopni, i wespniesz się schodami bez stopni, wtedy będziesz blisko gwiazd na niebie albo będziesz gdzie indziej". 

Podziękowała więc wróżkom , pożegnała się i poszła z nową odwagą w sercu, pamiętając to co jej powiedziały.

Dotarła do ciemnego lasu i zobaczyła uwiązanego do drzewa konia.

"Proszę" powiedziała mała dziewczynka do konia. "Czy możesz mi pomóc znaleźć gwiazdy na niebie?"

"Nie" powiedzia koń. "To nie należy do mnie. Ja służę wróżkom".

To wróżki właśnie powiedziały mi, że kto zapyta cztery nogi, aby zaniosło dwie nogi do tego bez nóg, i jeśli ten bez nóg zaniesie mnie do schodów bez stopni, i wespnę się schodami bez stopni, to może wtedy będę blisko gwiazd na niebie".

"W takim razie odwiąż linę i wskakuj na mój grzbiet" powiedział koń.

Mała dziewczynka zrobiła tak jak jej koń powiedział, a on zaczął iść w głąb ciemnego lasu. Po dłuższej chwili wyszli z lasu na szeroką drogę, która doprowadziła ich do morza. Wtedy koń przystanął i rzekł:

"Zejdź ze mnie mała dziewczynko, ponieważ zrobiłem to o co prosiły wróżki".

Zeskoczyła więc z konia i powiedziała:

"Czy mógłbyś mi pomóc znaleźć tego bez nóg, proszę?"

"To już nie moja sprawa" powiedział koń. "Przyprowadziłem Cię na sam koniec lądu, tak daleko jak tylko cztery nogi potrafią".

To mówiąc odwrócił się, potrząsnął łbem i pogalopował do ciemnego lasu, zostawiając małą dziewczynkę nad morzem.

Gdy zastanawiała się co dalej robić podpłynęła ku niej wielka i silna ryba i wystawiła głowę znad wody.

"Proszę czy pomożesz mi znaleźć gwiazdy z nieba? - zapytała dziewczynka.

"Nie" odpowiedziała ryba. "To nie moja sprawa. Ja służę wróżom".

"To właśnie wróżki" odpowiedziała "one powiedziały mi o tym, który nie nóg i który zabierze mnie do schodów bez stopni, które doprowadzą mnie do gwiazd".

"Jeśli tak" powiedziała wielka i silna ryba "wskakuj na mój grzbiet".

Więc dziewczynka wskoczyła na rybi grzbiet i usiadła okrakiem, lecz nie było to łatwe zadanie, ponieważ ryba była śliska, ale udało jej się to przytrzymując się jednej płetwy.

Płynęli przez morze wielką świetlistą drogą, na której końcu było widać rzecz, która mieniła się wieloma kolorami. Był tam czerwony, żółty, niebieski i zielony, i rozciągała się na całe niebo. Kiedy dotarli do tej rzeczy ryba powiedziała:

"Teraz musisz już zejśc z moich pleców mała dziewczynko. Przywiozłem Cię do schodów bez stopni i teraz muszę zostawić Cię tutaj, bo zrobiłem to co wróżki powiedziały".

Mała dziewczynka zsiadła z ryby a ona się odwróciła i odpłynęła. Wkrótce nie było po niej śladu.

Mała dziewczynka stanęła na dole tej rzeczy na niebie i bardzo się bała, ponieważ była mała a schody były ogromne. Wkrótce jednak zaciekawiły ją te lśniące i błyszczące schody, więc zaczęła się wspinać. Wspinała się i wspinała, i wspinała ale wciąż nie  mogła dosięgnąć nieba. Im wyżej była tym jaśniejsze było światło i bardziej kręciło jej się w głowie. Oszołomienie rosło i rosło, aż nagle poczuła że się poślizgła i spada w dół. Spadała i spadała w dół i może do tej pory by spadała, gdyby nie to, że spadła na podłogę ze swojego łóżka. Obudziła się i zorientowała, że nastał poranek. 

"Fairy tales from England. The stars in the sky" by James Reeves

#WielkaBrytania#Anglia#gwiazdy#niebo#dziewczynka#


piątek, 1 grudnia 2023

Bajka z Ameryki Północnej

Mały żółw i kojot.



Wstawał dzień. Słońce wschodziło, kiedy Mały Żółw wspiął się na brzeg rzeki. Było chłodno i wilgotno przy rzece, w sam raz dla małego żółwia. 

"Jestem głodny" - powiedział Mały Żółw i poszedł poszukać czegoś do jedzenia.

Odszedł od rzeki i znalazł mnóstwo rzeczy do jedzenia, ale zapomniał, że jej brzeg  to najlepsze miejsce dla małego żółwia.  Rzeka pomaga mu utrzymać wilgotność i chłód. Zapomniał, że jeśli żółwie wyschną zbyt mocno nie potrafią się poruszać.

Słońce świeciło mocno na Małego Żółwia, i wspinało się coraz wyżej i wyżej na niebo. Małemu Żółwiowi zaczęło być bardzo gorąco. 

"Muszę wrócić na brzeg rzeki, gdzie jest miło i chłodno" - powiedział do siebie. 

Odwrócił się i zaczął iść w kierunku rzeki. Ale było coraz goręcej i goręcej. Wkrótce się zatrzymał.

"Nie mogę już iść" - powiedział. "Jest zbyt upalnie".

Znalazł jamę i wszedł do niej. Było w niej trochę cienia i wilgoci.

"Nie potrafię wrócić nad rzekę" powiedział Mały Żółw i zaczął płakać.

Obok jamy przechodził kojot. Usłyszał płacz Małego Żółwia. Pomyślał, że ktoś śpiewa.

"Jaki piękny śpiew" powiedział kojot. "Też chcę tak śpiewać".

Kojot popatrzył w jamę i zobaczył płaczącego Małego Żółwia.

"Chcę śpiewać tak jak ty" powiedział kojot. "Naucz mnie, proszę?"

"Ja nie śpiewałem" powiedział Mały Żółw.

"Śpiewałeś" powiedziął kojot. "Słyszałem Cię".

Kojot zaczął być zły.

"Naucz mnie twojej posenki" powiedział, "albo połknę cię jednym kłapnięciem".

"Nie możesz mnie zjeść" powiedział Mały Żółw. "Moja skorupa mnie ochroni".

"Wtedy rzucę cię na gorące słońce" powiedział kojot.

"Słońce nic mi nie zrobi" powiedział Mały Żółw. "Ukryję się w mojej skorupie aż zrobi się ciemno".

Kojot był już bardzo rozłoszczony.

"Naucz mnie twojej piosenki" powiedział, "albo wrzucę cię do rzeki".

Kojot nie wiedział, że to rzeka była odpowiednia dla małego żółwia. Tymczasem żółw miał plan.

"Proszę, nie wrzucaj mnie do rzeki" powiedział Mały Żółw. 

Kojot się zaśmiał. Podniósł żółwia pyskiem i zaniósł nad rzekę, po czym wrzucił go do niej.

Mały Żółw wystawił głowę nad rzekę.

"Dziękuję ci kojocie" powiedział Mały Żółw. "Pomogłeś mi dostać się z powrotem do rzeki".

Mały Żółw oszukał w ten sposób kojota, który wściekły i głodny odszedł daleko.

"Little turtle and the coyote" by Damian Harvey and Richard Watson.

#bajka#ameryka#żółw#kojot



Bajka z Zachodniej Afryki Wiewórka i pająk Po wielu staraniach, pracowitej wiwiórce udało się wyhodować bardzo dobrą farmę. Jako że była z...