czwartek, 13 czerwca 2024

Bajka koreańska

Krecie wesele



Nad rzeką Kingin stała wielka kamienna figura tak wysoka, że chmury często tworzyły się nad jej głową. Niedaleko niej mieszkał kret ze swoją żoną i córką, którą kochali najbardziej na świecie.

Pewnego dnia przystojny młody kret przyszedł poprosić o rękę córki. Dziewczyna była zachwycona kandydatem, niestety jej dumny ojciec potrząsnął tylko głową i powiedział: "Jesteś tylko zwykłym kretem. Nasza córka zasługuje na kogoś cenniejszego, zasługuje na męża najwspanialszego na świecie".

Córka kreta była smutna, kiedy młody kret się odwrócił i odszedł.

"Ojcze, a kto jest najwspanialszym na świecie?" zapytała.

Jej ojciec wskazał na niebo. "Nic nie może być wspanialszego niż słońce" powiedział i wspiął się na szczyt statuy by porozmawiać ze słońcem.

"O olśniewające wszechmocne Słońce najwspanialsze na całym świecie" powiedział kret. "Czy uczynisz mi zaszczyt i ożenisz się z moją cudowną córką?"

Słońce przyćmiło na chwilę swój blask. "Ale ja nie jestem najwspanialsze na świecie" powiedziało. "Chmura może przykryć moje oblicze na wiele dni. Ona jest najwspanialsza".

Kret ukłonił się słońcu i poprosił żurawia o to, aby wzbił się z nim w niebo.

"O rozległa perłowa chmuro, najwspanialsza na świecie" powiedział kret. "Czy uczynisz mi zaszczyt i ożenisz się z moją cudowną córką?"

Chmura nadęła się i powiedziała: "Niestety nie jestem tak wspaniała jak to sobie wyobrażasz. Wiatr jest tak potężny, iż jest w stanie poruszać mnie na wschód i zachód. To on jest wspanialszy ode mnie".

Kret ukłonił się chmurze i poprosił żurawia, aby zabrał go na szczyt góry.

"O dziki wyścigowy wietrze, najwspanialszy na świecie" powiedział kret. "Czy uczynisz mi zaszczyt i ożenisz się z moją cudowną córką?"

Wiatr zagwizdał i zaryczał. "Chciałbym być najwspanialszy, ale niestety w dole rzeki stoi posąg z kamienia, który się nie rusza, choć dmucham z całych moich sił. To on jest wspanialszy ode mnie".

Kret ukłonił się wiatrowi i pośpieszył w dół rzeki, tam gdzie stała figura.

"O starożytna wysoka statuo" powiedział kret. "Czy uczynisz mi zaszczyt i ożenisz się z moją cudowną córką?"

Statua uśmiechnęła się. "Nic nie jest wspaniałe na zawsze, krecie" powiedziała. "Jest stworzenie, które kopie podemną korytarze i pewnego dnia upadnę. To on jest najwspanialsze".

Kret ukłonił się posągowi i pośpieszył na ziemię by zobaczyć co to za stworzenie. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczył uroczego młodego kreta, który chciał ożenić się z jego córką.

"Wybacz mi" powiedział kret. "Myślałem, że nie jesteś wystarczająco dobry, by ożenić się z moją córką. Podróżowałem na szczyt posągu i prosto do nieba, od szczytów gór aż do ciemnej ziemi i nauczyłem się, że to ty jesteś najwspanialszym stworzeniem świata. Czy uczynisz mi zaszczyt i ożenisz się z moją cudowną córką?"

Młody kret się zaśmiał. "To uczyniłoby mnie najszczęśliwszą istotą świata. Ale to ona musi wybrać".

Córka kreta była bardzo zadowolona z tego co usłyszała, i że nie musi poślubiać słońca. Wkrótce jej matka musiała przygotowywać ucztę weselną.

W dniu wesela wiatr zdmuchnął chmurę ze słońca, tak aby mogło lśnić dla szczęśliwej pary. I trwało to tak, aż do zachodu słońca i wyjścia gwiazd na nocne niebo.

"Co za wspaniała para" powiedział ojciec panny młodej. "Najwspanialszy i najszczęśliwszy pan młody z najcudnowniejszą córką na całym świecie".

"The mole's wedding" from "Ayear full of stories" by Angela McAlisster

rysunek Estera lat 10

#bajka#korea#kret#wesele#



wtorek, 11 czerwca 2024

Bajka angielska
Wielka Brytania

Dick Whittington



Dawno temu żył sobie biedny chłopiec o imieniu Dick Whittington. Nie miał on ani rodziny, ani pieniędzy. 

"Co powinienem zrobić?" zapytał pewnego razu Dick.

"Pójdź do Londynu" odpowiedział mu piekarz. "Na ulicach można znaleźć złoto".

Dick poszedł więc do miasta. Szedł tak przez trzy dni. W końcu dotarł do Londynu.

Na ulicach jednak nie można było znaleźć złota. Pokryte były one błotem. Dick był głodny i było mu zimno. Tej nocy spał w drzwiach pewnej kamienicy.

Nagle jakiś człowiek obudził Dicka.

"Nie możesz tu spać" powiedział. "Chodź i śpij w moim domu". 

Mężczyzna był bardzo bogaty. Dał Dickowi trochę jedzenia i pozwolił mieszkać na strychu.

Dick pomagał kucharce w kuchni. Pracował bardzo ciężko i bogaty człowiek dał mu za to lśniącą monetę.

Był jednak jeden problem. Na strychu zadomowiły się szczury. 

Dick kupił kota za swój pieniążek. Kot zaczął łapać szczury i wkrótce nie było na strychu ani jednego.

Bogaty mężczyzna wyruszał w długą podróż. Napełnił statek rzeczami na sprzedaż. 

"Potrzebuję kota na mój okręt" powiedział. "Pozwól mi wziąć twojego kota Dick".

Dick był smutny, ale dał kupcowi swojego kota.

Wkrótce na strychu znów pojawiły się szczury. Dick tęsknił za swoim kotem. 

"Mam już dość tych szczurów" powiedział do kucharki. "Zamierzam opuścić Londyn"

Dick zatrzymał się na wzgórzu by popatrzeć jeszcze raz na Londyn. Słuchał jak dzwony dzwonią.

"Wróć się Dicku Whittingtonie". Zdawało mu się, że dzwony mówią do niego.

Dick wrócił do domu. Wkrótce także i bogaty mężczyzna powrócił.

"Sprzedałem twojego kota królowi" powiedział. "Dał mi za niego trzy worki złota. Kot był twój, więc złoto też jest twoje".

Dick wydał swoje pieniądze na pomoc ubogim ludziom Londynu. Wyrósł na ważnego człowieka.

Dick Whittington został Burmistrzem Londynu cztery razy.

"Dick Whittington"by Sarah Snashall and Emma Allen

#bajka#anglia#wielkabrytania#dickwhittington#kot#londyn


niedziela, 9 czerwca 2024

Bajka ze wschodniej Afryki

Anansi i owca



Dawno, dawno temu żył sobie Anansi. Nie był on zwyczajnym pająkiem. Uwielbiał pomagać innym.

Pewnego razu Anansi był zajęty budowaniem sieci na drzewie niedaleko farmy, kiedy zobaczył smutną owcę.

"Co się stało?" zapytał Anansi.

"Jestem bardzo głodna" odpowiedziała owca.

Anansi wyglądał na zdziwionego.

"Ale tutaj wszędzie jest trawa?" powiedział.

Owca potrząsnęła głową. "Nie" odpowiedziała. "Nie było deszczu przez długi czas. Trawa wyschnęła, a w stawie nie ma wody. Chciałabym stąd odejść i znaleźć piękną, zieloną trawę, gdzie mogłabym zamieszkać".

Anansi wiedział, że mógłby pomóc owcy w ucieczce i znalezieniu nowego miejsca do życia. Wykorzystał swoją sieć by zrobić rampę i pomóc owcy przekroczyć ogrodzenie.

Wtedy właśnie rolnik wyszedł ze stodoły. Wyglądał na bardzo rozgniewanego. 

"Zatrzymać złodzieja!" wołał za Anansi. Ale pająk i owca uciekali tak szybko jak tylko potrafili.

Anansi i owca biegli i biegli. Byli tak szybcy, że nie zwracali uwagi dokąd biegną. W ten sposób wbiegli prosto na lwa.

Lew zaryczał i pokazał swoje zęby. Anansi popatrzył dookoła. Zobaczył mnóstwo ciężkich, dojrzałych mango wiszących na drzewie tuż nad głową lwa. To nasunęło pewien pomysł pająkowi. 

"Nie zjadaj nas!" zawołał Anansi. "Niebo spada na ziemię! Musisz uciekać!" 

Lew rozglądał się wokoło. 

Anansi szybko podniósł kamień i rzucił w mango, które spadło na ziemię z wielkim hałasem.

Lew pomyślał, że to rzeczywiście niebo spada na ziemię. Z krzykiem przestraszony rzucił się do ucieczki.

Anansi i owca znów zaczęli uciekać. Oboje chcieli odejść jak najdalej od lwa. Wtedy jednak natknęli się na geparda, który zaryczał i oblizał swoje usta.

"Nie zjadaj nas!" zawołał Anansi wskazując w górę. "Niebo właśnie spada na ziemię! Musisz uciekać!"

Anansi rzucił kamieniem, gdy gepard nie patrzył. Zrzucił na ziemię kilka cytryn, które upadły tuż za gepardem.

Ten myśląc, że niebo spada na ziemię zaczął z wielkim przestrachem uciekać.

Anansi i owca zaczęli znowu uciekać, ale byli już tak zmęczeni, że nie patrzyli dokąd biegną. Wbiegli prosto na panterę, która zawarczała i otworzyła swoją paszczę.

"Nie jedz nas!" zawołał Anansi. "Niebo spada na ziemię! Musisz uciekać!"

Pantera rozejrzała się, a wtedy Anansi rzucił kamień i zrzucił pęk bananów. 

Pantera przestraszona zaczęła uciekać.

Anansi i owca biegli dalej. W końcu dotarli na pastwisko, gdzie rosła świeża, zielona trawa. 

"Oto jesteśmy" powiedział Anansi. "To jest twój nowy dom i możesz jeść tyle trawy, ile tylko chcesz". Więc owca jadła i jadła.

Kiedy nadszedł wieczór Anansi uplótł wielką sieć na drzewie. Pomógł wspiąć się na nią owcy i oboje poszli spać w ogromnej pajęczynie.

Właśnie wtedy lew, gepard i pantera spotkali się razem i usiedli pod drzewem. 

"Pająk i owca powiedzieli mi, że niebo spada na ziemię" powiedział lew. "Oszukali mnie".

"To samo zdarzyło się i mnie" powiedział gepard.

"I mnie" przytaknęła pantera. 

"Jeśli jeszcze raz spotkam tych dwóch to ich zjem" zaryczał lew.

Anansi popatrzył na owcę i wyszeptał: "Bądź bardzo cicho".

"Ale oni nas zjedzą, jeśli nas tu zobaczą" powiedziała owca. Strasznie się bała, aż trzęsła się cała.

"Przestań się trząść" powiedział Anansi.

Niestety owca nie mogła przestać się trząść. Nagle wypadła z sieci i uderzyła o ziemię z wielkim trzaskiem.

"O nie! Niebo rzeczywiście spada na ziemię!" zawołał lew.

"Chmura spadła z nieba!" wołał gepard.

Trzy zwierzęta uciekały tak szybko jak tylko niosły ich nogi.

Anansi i owca uśmiechnęli się do siebie i poszli spać.

Kiedy się obudzili był już poranek. Popatrzyli na świeżą zieloną trawę na pastwisku.

"Podoba ci się tutaj?" zapytał Anansi.

"O tak!" powiedziała owca. "Jest tu znacznie lepiej niż na suchej farmie. Dziękuję za pomoc".

Anansi przytulił swoją nową przyjaciółkę i poszedł szukać innych zwierzat, którym mógł pomóc.

Owca została na pastwisku. Jadła soczystą trawę, tyle ile tylko mogła. To było wspaniałe miejsce, gdzie żyła szczęśliwie aż do końca.

"Anansi and the sheep" by Adam Bushnell and Nuno Alexandre Vieira

#bajka#afryka#wschodnia#pająk#anansi#owca#


piątek, 7 czerwca 2024

Bajka rosyjska

Baba Jaga, latająca wiedźma



Dawno, dawno temu, w bardzo dalekim kraju, żyła sobie mała dziewczynka o imieniu Tasza. Jej mama umarła, kiedy była ona bardzo mała. Przed śmiercią podarowała swojej córce malutką laleczkę. 

"Trzymaj ją zawsze w swojej kieszeni" powiedziała. "Jeśli bedziesz w niebezpieczeństwie daj jej jedzenie i wodę. Ona ci pomoże".

Kilka lat później ojciec Taszy postanowił się ponownie ożenić.

"Nowa żona dla mnie i nowa matka dla Taszy" pomyślał. 

Ale jego żona miała inne plany. 

Pewnego poranka poczekała, aż ojciec Taszy pójdzie na targ. Potem zawołała na dziewczynkę. 

"Chciałabym abyś poszła do domku Baby Jagi w lesie. Zapytaj ją o igłę i nici" powiedziała. 

"Ale Baba Jaga to wiedźma" pomyślała Tasza. Usiadła na progu domu i wyciągnęła swoją lalkę z kieszeni. Dała jej kawałek chleba i trochę wody. Mała laleczka zjadła i napiła się. Potem jej oczy zalśniły jak gwiazdy na niebie. 

"Mała laleczko, mała laleczko" powiedziała Tasza. "Moja macocha wysyła mnie do domku Baby Jagi. Ona zjada dzieci jakby były kuraczakami. Co powinnam zrobić?"

Zabierz z sobą chleb dla psa Baby Jagi" powiedziała laleczka. "Zabierz też szynkę dla kota Baby Jagi. Nie bój się, będę cię chronić".

Tasza spakowała chleb i szynkę. Potem poszła do głębokiego, ciemnego lasu. Wkróce wiatr zaczał wiać. Drzewa trzeszczały. Ich gałęzie się uginały. Tasza spojrzała i zobaczyła jak Baba Jaga mknie przez las w swoim latającym garnku.Popychała się dużą drewnianą łyżką i torowała sobie drogę długą, drewnianą miotłą. 

Tasza zaczęła śledzić ją, aż dotarła do dziwnej małej chatki. Obracała się ona na kurzych nogach i patrzyła na Taszę swoimi małymi oknopodobnymi oczami.

Baba Jaga zatrzymała się przed frontem swojej chatki i zaśpiewała.

"Kurza chatko, kurza chatko odwróć się do mnie

Zegnij swoje nogi i dotknij ziemi".

Kurza chatka odwróciła się na swoich kościstych nogach i odpowiedziała:

"Mogę tańczyć, mogę widzieć

małą dziewczynkę stojącą przede mną".

"Aha" krzyknęła Baba Jaga. "Co my tu mamy?"

"Proszę" powiedziała Tasza. "Moja macocha wysłała mnie po igłę i nici".

Baba Jaga uśmiechnęła się swoim strasznym śmiechem. Jej usta pełne były zębów z żelaza. Jej włosy były tłuste. Jej ręce pokryte kurzajkami. Jej nos zwisał w dół prawie do podbródka.

"Mogę ci pomóc" zaskrzeczała Baba Jaga. "Ale najpierw musisz wysprzątać moją chatkę".

Baba Jaga zawołała swoją pomocnicę i powiedziała do niej: "Rozpal mi zaraz wielki ogień w piecu. Zamierzam dziś zjeść tę dziewczynkę na obiad".

W środku chatki Tasza zaczęła płakać. "Nie chcę być zjedzona" powiedziała.

"To daj mi szynkę" powiedział chudy, czarny kot "a ja ci pomogę"

"Proszę zjedz całą" odpowiedziała Tasza

"Dziękuję" powiedział kot. "Teraz uciekaj stąd tak szybko jak tylko potrafisz. Ale najpierw weź to. Gdy Baba Jaga będzie cię gonić  rzuć za siebie lusterko. Jeśli nadal będzie cię gonić to rzuć za siebie grzebień".

Tasza zabrała lusterko i grzebień, i uciekła na dwór, gdzie spotkała czarnego psa Baby Jagi. Ten zaczął warczeć i szczerzyć zęby, a wtedy Tasza rzuciła chleb. 

"Uciekaj!" zaszczekał pies. "Biegnij!"

Wkrótce wróciła Baba Jaga i zapytała: "Czy ciągle zamiatasz, mała dziewczynko?"

"Taaak! Zamiatam!" wysyczał kot.

Baba Jaga wskoczyła do swojej kurzej chatki. 

"Gdzie jest dziewczyna?" nakrzyczała na kota. "Dlaczego pozwoliłeś jej uciec?"

"Bo ta dziewczyna dała mi jeść. Służyłem ci tyle lat, ale ty nigdy nie dałaś mi jedzenia" odpowiedział kot.

Baba Jaga pobiegła do psa. "Dlaczego jej nie zatrzymałeś?" zapytała.

"Służyłem ci wiernie przez długi czas, ale ty nigdy mnie nie nakarmiłaś" powiedział. "Ta dziewczyna dała mi chleb".

Baba Jaga nie czekała już dłużej. Wskoczyła do swojego garnka i popchnęła go drewnianą łyżką. Poleciała zamiatając przed sobą drogę swoją wielką drewnianą miotłą. 

"Baba Jaga nadlatuje" zawołała mała laleczka. Tasza rzuciła więc za siebie lusterko. Zamieniło się ono nagle w bystrą, szeroką rzekę. 

"Do licha!" zawołała Baba Jaga. Zgieła swoje kościste ciało i zaczęła pić i pić i pić. Wkrótce nie została ani kropelka. 

Po chwili Tasza znów usłyszała hałas łyżki i miotły.

"Czarownica nadlatuje!" zawołała mała laleczka. Tasza rzuciła więc grzebień. Ogromna góra wyrosła tuż za nią. 

"Do licha!" zawołała Baba Jaga. Zaczęła wgryzać się w górę, ale jej żelazne zęby były zardzewiałe od wody w rzece. Jeden po drugim jej zęby zaczęły wypadać.

"Do licha!" zawołała Baba Jaga. "Nie mogę polecieć ponad górą. Muszę się wycofać". 

Z wielkim hałasem Baba Jaga wróciła się do swojej kurzej chatki. 

Tasza nie zatrzymała się już, aż dotarła do swojego domu. 

Jej ojciec wygiegł jej na spotkanie. "Gdzie ty byłaś?" zapytał.

"Macocha wysłała mnie do chatki Baby Jagi" powiedziała Tasza. "Wiedźma próbowała mnie zjeść".

"Więc nadszedł czas, by twoja macocha nas opuściła" powiedział ojciec i wyrzucił ją z domu.

Od tej pory słuch po niej zaginął.

"Baba Yaga. The flying witch." by Susanna Davidson

#bajka#rosja#babajaga#czarownica#

środa, 5 czerwca 2024

Bajka australijska

Dlaczego koale mają krótkie ogony?



Dawno, dawno temu koala i kangur drzewny były bardzo dobrymi przyjaciółmi. 

Oboje posiadali długie ogony i skakali z drzewa na drzewo, podpierając się nimi.

Pewnego roku lato było bardzo upalne i nie było deszczu. Rzeki i strumienie powysychały. Nigdzie nie było wody do picia. Drzewa zaczęły wysychać.

"Umrzemy bez wody" powiedział Koala. "Jak możemy temu zapobiec?"

Drzewny kangur miał jednak pewną myśl. Opowiedział Koali o swojej matce. Znajdywała ona wodę, kiedy nie było deszczu.

"Kopała dziurę na dnie wyschniętego strumienia. Kopała tak wiele godzin, ale w końcu dziura napełniała się wodą".

"My też tak możemy zrobić" zawołał Koala. 

Poszli poszukać wyschniętego strumienia i po długim gorącym spacerze w końcu taki znaleźli.

"Możemy tu kopać" powiedział drzewny kangur.

"Dobrze" powiedział Koala. "Ale ja potrzebuję chwilę odpoczynku zanim zacznę kopać".

Koala wspiął się na wysokie drzewo by odpocząć. Drzewny kangur zaczął więc kopać. 

Po chwili zawołał na Koalę.

"Hej, Koalo, chodź i mi pomóż kopać".

Koala zaczął schodzić w dół. "Auć" krzyknął. "Wbiłem sobie cierń w łapę. Nie mogę kopać z ranioną łapką". 

Więc koala  został na drzewie, podczas gdy drzewny kangur znów kopał. 

Po chwili jednak zawołał "Hej Koalo, jestem już zmęczony i spragniony. Musisz mnie zastąpić".

Koala zaczął schodzić z drzewa. 

"O nie, kręci mi się w głowie" powiedział. "Muszę mieć więcej odpoczynku".

Drzewny kangur był już zły, ale wciąż kopał. W końcu woda pojawiła się w dziurze.

"Woda!" zawołał drzewny kangur.

Koala zeskoczył z drzewa. Popchnął kangura i usunął go z drogi. Wetknął głowę w dziurę i zaczął pić wodę. Pił i pił.

Drzewny kangur był już bardzo zły.

"Zostaw coś dla mnie" zawołał.

Ale Koala wciąż pił. 

Drzewny kangur uchwycił długi ogon koali i zaczął wyciągać go z dziury. Ciągnął tak mocno, że w końcu ogon złamał się. 

I tak oto Koale mają krótkie ogony.

"How koala got a stumpy tail" by Jackie Walter and Yekyung Kwon

#bajka#australia#koale#ogon#krótki#dlaczego#


poniedziałek, 3 czerwca 2024

Bajka arabska

Zupa z kamienia



Dawno dawno temu żył sobie biedny człowiek, który podróżował wiele mil po kraju. Pewnego dnia dotarł do pewnej wioski.

"Halo!" zawołał do mieszkańców. "Jestem głodny i nie mam gdzie się skryć. Kto mi pomoże?"

"Możesz zostać u mnie" powiedział rolnik. "Niestety zboże jeszcze nie urosło w tym roku, więc nie mamy jedzenia by się z tobą podzielić".

Inni przytaknęli tylko. "Wszyscy jesteśmy głodni" powiedzieli.

"Jesteście bardzo mili" powiedział podróżnik. "Ugotuję więc dla was zupę z kamienia w podziękowaniu za to, że pozwolliliście mi zostać".

"Zupę z kamienia?" zapytał zdziwiony rolnik. "Co to jest?"

"Najlepsza zupa świata" powiedział podróżnik. "Potrzebuję tylko duży garnek, drzewo na palenisko, trochę wody i łyżkę".

Wszyscy mieszkańcy wioski pośpieszyli się by przynieść podróżnikowi wszystko o co pytał.

Wkrótce ogień się palił i woda gotowała. Podróżnik wyciągnął szary kamień z kieszeni i włożył go ostrożnie do wody.

Skosztował zupę i powiedział "Smakowałaby lepiej z dodatkiem soli i kilku warzyw. No ale trudno..."

"Ja mam sól" powiedziała kobieta.

"A ja mam rzepę" pwoiedział rolnik.

"A ja mam kilka pomidorów" dodał starszy mężczyzna.

Pośpiesznie więc przynieśli je.

"Dziękuję" powiedział podróżnik i dodał to wszystko do zupy.

Mieszkańcy wioski zebrali się wokoło. "Kiedy bedziemy mogli skosztować zupę?" zapytali głodni. 

"Już prawie gotowa" powiedział podróżnik. "Gdyby tylko dodać tu kawałki mięsa i czosnek to byłaby to najlepsza zupa z kamienia jaką zrobiłem".

"Ja mam trochę jagnięciny" zawołał jakiś człowiek.

"A ja mam trochę kurczaka" powiedział inny.

"A ja mam czosnek" zawołał iny.

Z pośpiechem przynieśli wszystkie te rzeczy.

"Dziękuję wam wszystkim" powiedział podróżnik.

Dodał wszystko do garnka i po chwili zupa była gotowa. Przelał ją do miseczek i wszyscy zaczęli jeść.

"Co to za wspaniały zapach?" powiedział głęboki głos.

Wszyscy się odwrócili, by zobaczyć kto to mówi.

Był to król w złotym powozie. 

"To zupa z kamienia Wasza Wysokość" powiedział rolnik. "Jest zrobiona ze specjalnego kamienia. Jest wyśmienita".

"Nigdy nie słyszałem o zupie z kamienia" powiedział król. "Muszę spróbować".

Podróżnik podał królowi miseczkę z zupą z kamienia.

"To najlepsza zupa jaką jadłem" zawołał król. "Zapłacę ci trzy worki złota za ten specjalny kamień"

Podróżnik zgodził się i oddał królowi kamień. Wziął od króla pieniądze i dał je mieszkańcom wioski mówiąc. "Mój kamień nie jest specjalny. Podniosłem go z ziemi. To wasza dobroć sprawiła, że zupa jest wyśmienita, więc złoto należy do was." 

Król również słyszał co mówił podróżnik i powiedział. "To znaczy, że zapłaciłem trzy worki złota za zwykły kamień?" Podróżnik przytaknął.

Król wybuchnął śmiechem. "Jesteś bardzo dobrym i mądrym człowiekiem. Chodź do mnie do pałacu i pracuj dla mnie".

Podróżnik zgodził się i wszyscy byli szczęśliwi. 

Podróżnik znalazł szczęśliwy dom w pałacu. Pomagał królowi wymyślać mądre prawa, które czyniły królestwo szczęśliwszym.  

Mieszkańcy wioski użyli złotych monet by kupić więcej ziaren i zwierząt. 

Od tego dnia wszsycy pracowali wspólnie, dzieląc się wszystkim i nigdy nie byli głodni.

"Stone soup" by Katie Dale and Silvia Provantini

#bajka#arabska#zupa#kamień#

sobota, 1 czerwca 2024

Bajka czeska

Taniec z brzozową wróżką



Pewnego razu w kraju brzozowych drzew mieszkała dziewczynka o imieniu Betuszka ze swoją mamą i pięcioma kozami w zrujnowanym domku na ścieżce obok lasu. Betuszka i jej mama były bardzo biedne, ale również pracowite i wesołe. Żadna skarga nigdy nie wyszła z ich ust.

Codziennie rano Betuszka zabierała kozy na pastwisko przy brzozowym lesie. Zabierała z sobą kromkę chleba, drewniany kubek i puste wrzeciono wraz z kłębkiem lnu. Chleb zjadała na drugie śniadanie, a na wrzeciono nawijała len, gdy pasła kozy.

Każdego poranka matka całowała Betuszkę na pożegnanie w czoło. "Pracuj ciężko, moja córko" zawsze mówiła do niej. "Pilnuj kozy porządnie i napełnij wrzeciono przed powrotem do domu".

Betuszka całowała swoją mamę i potem w podskokach i ze śpiewem na ustach wyruszała na cały dzień. Betuszka uwielbiała śpiewać, ale jeszcze bardziej lubiła tańczyć.

Pewnego poranka, kiedy Betuszka prowadziła swoje kozy na pastwisko dzień zapowiadał się jasny. Melodie napełniały cały las. Betuszka przytuliła się do drzew, zakręciła kilka razy wokół siebie i usiadła przy brzozach. Zaczęła śpiewać do ptaków i rozpakowywać swoją torbę. Chleb, kubek, wrzeciono i len wyleciały na jej kolana.

Śpiewając wesołe piosenki zaczęła nawijać len na wrzeciono, a kozy spokojnie skubały trawę.

Kiedy wybiło południe i słońce było dokładnie nad głową Betuszki zostawiła wrzeciono i poszła napić się wody ze strumienia. Potem usiadła i zjadła większość chleba. W końcu stanęła i podeszła do kóz, dzielac się skórkami chleba z nimi i śpiewając:

"Jedzcie małe kózki, jedzcie ze mną,

Rośnijcie tak duże, jak tylko potraficie".

Obróciła się wokoło i tańczyła wokół kóz.

Nagle piękna kobieta w białej sukni podeszła do Betuszki. Na głowie miała piękny wianek z białych lilii i ostrokrzewiu, a jej złoto zielone włosy spadały na ramiona. "Kim jesteś?" zapytała Betuszka.

Kobieta nie odpowiedziała bezpośrednio, ale uśmiechnęła się do Betuszki i zapytała: "Betuszka, czy lubisz tańczyć?"

Teraz dziewczyna była naprawdę zdumiona. Nie tylko kobieta pojawiła się znikąd, to jeszcze zna jej imię. "Tańczyć? Tak umiem, mogę tańczyć cały dzień i nie być zmęczoną".

"Chodź więc" odpowiedziała kobieta, trzymając ją za rękę. "Pozwól, że nauczę cię jak się tańczy taniec brzozowych wróżek".

"Brzozowe wróżki - oczywiście" Betuszka podała rękę kobiecie i zaczęły skakać i tańczyć wokół siebie, podczas gdy wszystkie ptaki śpiewały im do rytmu. Skowronki, dzwońce i nawe drozdy śpiewały.

Zapominając o kozach, wrzecionie i całym świecie Betuszka tańczyła, aż ostatnie promienie słońca dotknęły ziemi. Co dziwne nigdzie nie było śladów tańca i wydeptanej ziemi.

Nagle ptaki przestały śpiewać a wróżka zniknęła tak tajemniczo jak się pojawiła.

Betuszka popatrzyła wokoło. Kozy zdziwione patrzyły na nią, a wrzeciono napełnione było tylko do połowy. 

"O nie" powiedziała Betuszka do samej siebie. "Co teraz powie matka? Tańczyłam przez cały dzień i nic nie zrobiłam". Spuściła głowę i w milczeniu poszła do domu.

Idąc smutna do domu myślała sobie tak: "Nigdy nie powinnam zrobić takiej rzeczy. Ale brzozowa wróżka była taka piękna, a ja tak kocham tańczyć". Wciąż rozmyślała o tym, że nie powinna być taka egoistyczna.

Kiedy w końcu Betuszka przyszła do domu była cicha i usiadła w ciemnym kącie na zapiecku. Była taka inna, że matka zapytała ją: "Betuszka, moje kochane dziecko, co się stało? Ani nie śpiewasz, ani nie tańczysz. Wrzeciono tylko do połowy nawinięte. Czy jesteś chora?"

Betuszka popatrzyła lśniącymi oczami "Dziwnie się czuję, moja droga matko, tylko tyle". Nie powiedziała nic o brzozowej wróżce. "Jutro" obiecała "jutro będę pracowac dwa razy ciężej".

Kiedy więc słońce wzeszło Betuszka zabrała kozy do lasku brzozowego, ale już nie śpiewała. Usiadła i zaczęła pracować dwa razy ciężej, ponieważ miała zamiar zrobić więcej niż zazwyczaj.

W południe Betuszka zerwała kilka owoców poziomek i zjadła je z chlebem, dzieląc się skórkami chleba z kozami. Tym razem jednak nie tańczyła z nimi. "Taniec tylko zabiera mi czas, który muszę przeznaczyć na pracę" pomyślała.

Nagle pojawiła się wróżka brzozowa. "Czy dziś nie tańczysz z kozami, więc chodź proszę zatańcz ze mną, Betuszka".

Betuszka zwiesiła głowę, zawstydzona i trochę się bała. "Proszę pani" przyznała się "zostaw mnie samą. Moja matka i ja mamy mało i muszę pracować. Przed zachodem słońca muszę zrobić dwa razy więcej nici, ponieważ wczoraj zrobiłam mniej".

Wróżka zaśmiała się, a był to śmiech słodki jak śpiew drozda. "Jeśli ze mną zatańczysz dzisiaj Betuszka, obiecuję, że twoje wrzeciono będzie pełne".

"O pani, gdybym tylko mogła w to uwierzyć" powiedziała dziewczyna przez łzy.

"Posłuchaj śpiewu ptaków. One powiedzą ci, żę wróżki brzozowe nigdy nie kłamią".

Kiedy wróżka to mówiła ptaki w koronach drzew wybuchnęły muzyką i Betuszka uśmiechnęła się przez łzy. Wróżka wzięła ją za rękę i wkrótce tańczyły, aż nastał wieczór.

Kiedy ostatnie promienie słońca dotykały ziemi wróżka wypuściła rękę Betuszki. To obejrzała się i zobaczyła, że jej wrzeciono jest prawie puste. Znów wybuchnęła płaczem. 

"Obiecałaś mi..." prosiła. Ale wróżka nagle zaczęła obracać się i wrzeciono napełniło się lnem, a nić którą utkała była najlepszą nicią jaką widziała.

"Proszę" powiedziała wróżka brzozowa. "I nie mów, że wróżki kłamią. Teraz pamiętaj: Pracuj, ale nigdy nie narzekaj. Powtórz za mną".

"Pracuj, ale nigdy nie narzekaj" powtórzyła Betuszka.

"Dobrze" powiedziała wróżka brzozowa całując Betuszkę w czoło. Jej pocałunek palił jak ogień i chłodził jak lód jednocześnie. Wtedy wróżka zniknęła.

"Dziękuję! O dziękuję wróżko brzozowa!" i pobiegła szczęśliwa ze śpiewem na ustach do domu. Kiedy przybyła do małęgo domku wręczyła matce wrzeciono z utkaną nicią.

"Brawo, brawo, nic ci dziś nie przeszkodziło" powiedziała matka. Chciała pocałować Betuszkę w czoło, ale jakaś czarna smuga jakby od popiołu  była na nim. Wytarła więc go swoim fartuchem.

"Czułam się dziś zdecydowanie lepiej, aby tańczyć, śpiewać i snuć nić". powiedziała Betuszka wesoło, nic nie wspominając o wróżce brzozowej.

Następnego dnia, jeszcze przed wschodem słońca Betuszka pognała kozy do lasku brzozowego. Kiedy kozy się pasły Betuszka śpiewała i tkała, nie martwiąc się o nic.

W południe piękna wróżka pojawiła się. Tym razem uchwyciła Betuszkę w talii.

"Chodź tańczyć Betuszka" zawołała wróżka.

"Obiecaj mi pełne wrzeciono" powiedziała dziewczyna.

"Obiecuję ci nawet coś lepszego" odpowiedziała wróżka.

"Ja jednak chcę pełne wrzeciono, bo z czego ja i moja matka bedziemy żyć?"

"Musisz mi zaufać" powiedziała wróżka, uśmiechajac się do niej. "Wróżki brzozowe nigdy nie kłamią". Po czym porwała Betuszkę do tańca.

Ptaki na drzewach zaczęły swoją muzykę, a Betuszka i wróżka wirowały i tańczyły, aż słońce zaczęło zachodzić. Betuszka popatrzyła na swoje wrzeciono, które było tylko do połowy pełne, a wróżka go nie dotknęła. "O nie" pomyślała Betuszka "co ja powiem mamie?"

W tym momencie wróżka wzięła torbę dziewczynki, obróciła się trzy razy wokół siebie i oddała torbę Betuszce. Była ona teraz pełna.

"Nie patrz do torby moja droga Betuszko" powiedziała wróżka. "Nie tutaj w brzozowym lasku, ale otwórz ją w domu. Pamiętaj - rób swoją pracę i nigdy nie narzekaj". Pocałowała Betuszkę w czoło, a pocałunek ten palił jak ogień i był zimny jak lód. Wtedy zniknęła.

Betuszka poszła do domu ze swoimi kozami i do połowy uplecioną nicią. Czekała, aż wyjdzie z brzozowego lasku. Potem popatrzyła do torby.

"O nie" powiedziała na głos, gdyż w środku znalazła brzozowe liście.  Suche brzozowe liście.

Włożyła rękę do torby i zła na wróżkę rzuciła garść liści w górę. Wtem zatrzymała się. Liście te mogłyby być dobrym posłaniem dla kóz. Pokaże też te liście matce i opowie jej o wszystkim. Położyła wrzeciono na górze i poszła do domu.

Doszła do niego gdy noc już zapadła. Jej mama czekała na nią nerwowo w drzwiach.

"Co za rodzaj nici przyniosłaś mi wczoraj?" zapytała matka. "Przędłam i przędłam, a nici wciąż nie ubywało. Wrzeciono było ciągle pełne. Kiedy jednak powiedziałam - Co za diabeł dał mi tę nić? - ona nagle zniknęła. Powiedz co to znaczy?"

Zawsze pracuj nigdy nie narzekaj. Więc wróżka ostrzegała Betuszkę, a ta nie powiedziała matce o tym. 

"Brzozowa wróżka" powiedziała matka. "To wszystko wyjaśnia. One tańczą w południe i o północy. Szczęście, że jesteś miłą i dobrą dziewczynką. Gdybyś była niegrzeczna i niemiła, albo była chłopcem mogłabyś tego nie przeżyć". Potem dodała. "Szkoda, że mnie nie ostrzegłaś. Miałybyśmy teraz pokój pełny nici".

Pocałowała swoją córkę. 

"Nie ważne. Dobrze, że jesteś bezpieczna. Ja i tak mam dwa razy więcej nici niż kiedykolwiek zdołałam uprząść i za to możemy podziękować wróżce".

Wtedy Betuszka powiedziała matce o torbie pełnej liści. Wyciągnęła wrzeciono i niedokończony len i powiedziała: "Popatrz matko, będzie to dobre posłanie dla kóz".

Jej mama popatrzyła do torby i zaśmiała się. "Popatrz do środka. O dziękuję droga wróżko brzozowa".

Betuszka popatrzyła i zobaczyła, że liście przemieniły się w złoto.

"O matko, znów zrobiłam źle. Wróżka ostrzegała mnie bym nie otwierała torby wcześniej niż w domu. A ja w złości wyrzuciłam trochę liści. Byłybyśmy jeszcze bogatsze".

"Nie przejmuj się moje drogie dziecko" powiedziała matka. "Mogłaś przecież wyrzucić całą torbę. Nie zrobiłaś tego i możemy być za to wdzięczne. Poza tym to fortuna, wystarczy dla nas i dla biednych".

Tak też zrobiły. Za prezent wróżki kupiły małą farmę z ogrodem i kilka krów. Zatrudniły też pastuszka do pilnowania kóz. Potem złożyły ofiarę dla biednych w pobliskim kościele.

Betuszka często wracała do lasu brzozowego szukać wróżki, ale nigdy więcej się nie  pojawiła. Betuszka jednak zawsze zostawiała miseczkę świeżego mleka w podziękowaniu. Tak na wszelki wypadek.

"Dancing with the Birch Fairy" from "World of dance" by Jane Yolen and Heidi E.Y. Stemple

#bajka#czechy#brzoza#wróka#taniec#

Bajka z Zachodniej Afryki Wiewórka i pająk Po wielu staraniach, pracowitej wiwiórce udało się wyhodować bardzo dobrą farmę. Jako że była z...