piątek, 7 czerwca 2024

Bajka rosyjska

Baba Jaga, latająca wiedźma



Dawno, dawno temu, w bardzo dalekim kraju, żyła sobie mała dziewczynka o imieniu Tasza. Jej mama umarła, kiedy była ona bardzo mała. Przed śmiercią podarowała swojej córce malutką laleczkę. 

"Trzymaj ją zawsze w swojej kieszeni" powiedziała. "Jeśli bedziesz w niebezpieczeństwie daj jej jedzenie i wodę. Ona ci pomoże".

Kilka lat później ojciec Taszy postanowił się ponownie ożenić.

"Nowa żona dla mnie i nowa matka dla Taszy" pomyślał. 

Ale jego żona miała inne plany. 

Pewnego poranka poczekała, aż ojciec Taszy pójdzie na targ. Potem zawołała na dziewczynkę. 

"Chciałabym abyś poszła do domku Baby Jagi w lesie. Zapytaj ją o igłę i nici" powiedziała. 

"Ale Baba Jaga to wiedźma" pomyślała Tasza. Usiadła na progu domu i wyciągnęła swoją lalkę z kieszeni. Dała jej kawałek chleba i trochę wody. Mała laleczka zjadła i napiła się. Potem jej oczy zalśniły jak gwiazdy na niebie. 

"Mała laleczko, mała laleczko" powiedziała Tasza. "Moja macocha wysyła mnie do domku Baby Jagi. Ona zjada dzieci jakby były kuraczakami. Co powinnam zrobić?"

Zabierz z sobą chleb dla psa Baby Jagi" powiedziała laleczka. "Zabierz też szynkę dla kota Baby Jagi. Nie bój się, będę cię chronić".

Tasza spakowała chleb i szynkę. Potem poszła do głębokiego, ciemnego lasu. Wkróce wiatr zaczał wiać. Drzewa trzeszczały. Ich gałęzie się uginały. Tasza spojrzała i zobaczyła jak Baba Jaga mknie przez las w swoim latającym garnku.Popychała się dużą drewnianą łyżką i torowała sobie drogę długą, drewnianą miotłą. 

Tasza zaczęła śledzić ją, aż dotarła do dziwnej małej chatki. Obracała się ona na kurzych nogach i patrzyła na Taszę swoimi małymi oknopodobnymi oczami.

Baba Jaga zatrzymała się przed frontem swojej chatki i zaśpiewała.

"Kurza chatko, kurza chatko odwróć się do mnie

Zegnij swoje nogi i dotknij ziemi".

Kurza chatka odwróciła się na swoich kościstych nogach i odpowiedziała:

"Mogę tańczyć, mogę widzieć

małą dziewczynkę stojącą przede mną".

"Aha" krzyknęła Baba Jaga. "Co my tu mamy?"

"Proszę" powiedziała Tasza. "Moja macocha wysłała mnie po igłę i nici".

Baba Jaga uśmiechnęła się swoim strasznym śmiechem. Jej usta pełne były zębów z żelaza. Jej włosy były tłuste. Jej ręce pokryte kurzajkami. Jej nos zwisał w dół prawie do podbródka.

"Mogę ci pomóc" zaskrzeczała Baba Jaga. "Ale najpierw musisz wysprzątać moją chatkę".

Baba Jaga zawołała swoją pomocnicę i powiedziała do niej: "Rozpal mi zaraz wielki ogień w piecu. Zamierzam dziś zjeść tę dziewczynkę na obiad".

W środku chatki Tasza zaczęła płakać. "Nie chcę być zjedzona" powiedziała.

"To daj mi szynkę" powiedział chudy, czarny kot "a ja ci pomogę"

"Proszę zjedz całą" odpowiedziała Tasza

"Dziękuję" powiedział kot. "Teraz uciekaj stąd tak szybko jak tylko potrafisz. Ale najpierw weź to. Gdy Baba Jaga będzie cię gonić  rzuć za siebie lusterko. Jeśli nadal będzie cię gonić to rzuć za siebie grzebień".

Tasza zabrała lusterko i grzebień, i uciekła na dwór, gdzie spotkała czarnego psa Baby Jagi. Ten zaczął warczeć i szczerzyć zęby, a wtedy Tasza rzuciła chleb. 

"Uciekaj!" zaszczekał pies. "Biegnij!"

Wkrótce wróciła Baba Jaga i zapytała: "Czy ciągle zamiatasz, mała dziewczynko?"

"Taaak! Zamiatam!" wysyczał kot.

Baba Jaga wskoczyła do swojej kurzej chatki. 

"Gdzie jest dziewczyna?" nakrzyczała na kota. "Dlaczego pozwoliłeś jej uciec?"

"Bo ta dziewczyna dała mi jeść. Służyłem ci tyle lat, ale ty nigdy nie dałaś mi jedzenia" odpowiedział kot.

Baba Jaga pobiegła do psa. "Dlaczego jej nie zatrzymałeś?" zapytała.

"Służyłem ci wiernie przez długi czas, ale ty nigdy mnie nie nakarmiłaś" powiedział. "Ta dziewczyna dała mi chleb".

Baba Jaga nie czekała już dłużej. Wskoczyła do swojego garnka i popchnęła go drewnianą łyżką. Poleciała zamiatając przed sobą drogę swoją wielką drewnianą miotłą. 

"Baba Jaga nadlatuje" zawołała mała laleczka. Tasza rzuciła więc za siebie lusterko. Zamieniło się ono nagle w bystrą, szeroką rzekę. 

"Do licha!" zawołała Baba Jaga. Zgieła swoje kościste ciało i zaczęła pić i pić i pić. Wkrótce nie została ani kropelka. 

Po chwili Tasza znów usłyszała hałas łyżki i miotły.

"Czarownica nadlatuje!" zawołała mała laleczka. Tasza rzuciła więc grzebień. Ogromna góra wyrosła tuż za nią. 

"Do licha!" zawołała Baba Jaga. Zaczęła wgryzać się w górę, ale jej żelazne zęby były zardzewiałe od wody w rzece. Jeden po drugim jej zęby zaczęły wypadać.

"Do licha!" zawołała Baba Jaga. "Nie mogę polecieć ponad górą. Muszę się wycofać". 

Z wielkim hałasem Baba Jaga wróciła się do swojej kurzej chatki. 

Tasza nie zatrzymała się już, aż dotarła do swojego domu. 

Jej ojciec wygiegł jej na spotkanie. "Gdzie ty byłaś?" zapytał.

"Macocha wysłała mnie do chatki Baby Jagi" powiedziała Tasza. "Wiedźma próbowała mnie zjeść".

"Więc nadszedł czas, by twoja macocha nas opuściła" powiedział ojciec i wyrzucił ją z domu.

Od tej pory słuch po niej zaginął.

"Baba Yaga. The flying witch." by Susanna Davidson

#bajka#rosja#babajaga#czarownica#

środa, 5 czerwca 2024

Bajka australijska

Dlaczego koale mają krótkie ogony?



Dawno, dawno temu koala i kangur drzewny były bardzo dobrymi przyjaciółmi. 

Oboje posiadali długie ogony i skakali z drzewa na drzewo, podpierając się nimi.

Pewnego roku lato było bardzo upalne i nie było deszczu. Rzeki i strumienie powysychały. Nigdzie nie było wody do picia. Drzewa zaczęły wysychać.

"Umrzemy bez wody" powiedział Koala. "Jak możemy temu zapobiec?"

Drzewny kangur miał jednak pewną myśl. Opowiedział Koali o swojej matce. Znajdywała ona wodę, kiedy nie było deszczu.

"Kopała dziurę na dnie wyschniętego strumienia. Kopała tak wiele godzin, ale w końcu dziura napełniała się wodą".

"My też tak możemy zrobić" zawołał Koala. 

Poszli poszukać wyschniętego strumienia i po długim gorącym spacerze w końcu taki znaleźli.

"Możemy tu kopać" powiedział drzewny kangur.

"Dobrze" powiedział Koala. "Ale ja potrzebuję chwilę odpoczynku zanim zacznę kopać".

Koala wspiął się na wysokie drzewo by odpocząć. Drzewny kangur zaczął więc kopać. 

Po chwili zawołał na Koalę.

"Hej, Koalo, chodź i mi pomóż kopać".

Koala zaczął schodzić w dół. "Auć" krzyknął. "Wbiłem sobie cierń w łapę. Nie mogę kopać z ranioną łapką". 

Więc koala  został na drzewie, podczas gdy drzewny kangur znów kopał. 

Po chwili jednak zawołał "Hej Koalo, jestem już zmęczony i spragniony. Musisz mnie zastąpić".

Koala zaczął schodzić z drzewa. 

"O nie, kręci mi się w głowie" powiedział. "Muszę mieć więcej odpoczynku".

Drzewny kangur był już zły, ale wciąż kopał. W końcu woda pojawiła się w dziurze.

"Woda!" zawołał drzewny kangur.

Koala zeskoczył z drzewa. Popchnął kangura i usunął go z drogi. Wetknął głowę w dziurę i zaczął pić wodę. Pił i pił.

Drzewny kangur był już bardzo zły.

"Zostaw coś dla mnie" zawołał.

Ale Koala wciąż pił. 

Drzewny kangur uchwycił długi ogon koali i zaczął wyciągać go z dziury. Ciągnął tak mocno, że w końcu ogon złamał się. 

I tak oto Koale mają krótkie ogony.

"How koala got a stumpy tail" by Jackie Walter and Yekyung Kwon

#bajka#australia#koale#ogon#krótki#dlaczego#


poniedziałek, 3 czerwca 2024

Bajka arabska

Zupa z kamienia



Dawno dawno temu żył sobie biedny człowiek, który podróżował wiele mil po kraju. Pewnego dnia dotarł do pewnej wioski.

"Halo!" zawołał do mieszkańców. "Jestem głodny i nie mam gdzie się skryć. Kto mi pomoże?"

"Możesz zostać u mnie" powiedział rolnik. "Niestety zboże jeszcze nie urosło w tym roku, więc nie mamy jedzenia by się z tobą podzielić".

Inni przytaknęli tylko. "Wszyscy jesteśmy głodni" powiedzieli.

"Jesteście bardzo mili" powiedział podróżnik. "Ugotuję więc dla was zupę z kamienia w podziękowaniu za to, że pozwolliliście mi zostać".

"Zupę z kamienia?" zapytał zdziwiony rolnik. "Co to jest?"

"Najlepsza zupa świata" powiedział podróżnik. "Potrzebuję tylko duży garnek, drzewo na palenisko, trochę wody i łyżkę".

Wszyscy mieszkańcy wioski pośpieszyli się by przynieść podróżnikowi wszystko o co pytał.

Wkrótce ogień się palił i woda gotowała. Podróżnik wyciągnął szary kamień z kieszeni i włożył go ostrożnie do wody.

Skosztował zupę i powiedział "Smakowałaby lepiej z dodatkiem soli i kilku warzyw. No ale trudno..."

"Ja mam sól" powiedziała kobieta.

"A ja mam rzepę" pwoiedział rolnik.

"A ja mam kilka pomidorów" dodał starszy mężczyzna.

Pośpiesznie więc przynieśli je.

"Dziękuję" powiedział podróżnik i dodał to wszystko do zupy.

Mieszkańcy wioski zebrali się wokoło. "Kiedy bedziemy mogli skosztować zupę?" zapytali głodni. 

"Już prawie gotowa" powiedział podróżnik. "Gdyby tylko dodać tu kawałki mięsa i czosnek to byłaby to najlepsza zupa z kamienia jaką zrobiłem".

"Ja mam trochę jagnięciny" zawołał jakiś człowiek.

"A ja mam trochę kurczaka" powiedział inny.

"A ja mam czosnek" zawołał iny.

Z pośpiechem przynieśli wszystkie te rzeczy.

"Dziękuję wam wszystkim" powiedział podróżnik.

Dodał wszystko do garnka i po chwili zupa była gotowa. Przelał ją do miseczek i wszyscy zaczęli jeść.

"Co to za wspaniały zapach?" powiedział głęboki głos.

Wszyscy się odwrócili, by zobaczyć kto to mówi.

Był to król w złotym powozie. 

"To zupa z kamienia Wasza Wysokość" powiedział rolnik. "Jest zrobiona ze specjalnego kamienia. Jest wyśmienita".

"Nigdy nie słyszałem o zupie z kamienia" powiedział król. "Muszę spróbować".

Podróżnik podał królowi miseczkę z zupą z kamienia.

"To najlepsza zupa jaką jadłem" zawołał król. "Zapłacę ci trzy worki złota za ten specjalny kamień"

Podróżnik zgodził się i oddał królowi kamień. Wziął od króla pieniądze i dał je mieszkańcom wioski mówiąc. "Mój kamień nie jest specjalny. Podniosłem go z ziemi. To wasza dobroć sprawiła, że zupa jest wyśmienita, więc złoto należy do was." 

Król również słyszał co mówił podróżnik i powiedział. "To znaczy, że zapłaciłem trzy worki złota za zwykły kamień?" Podróżnik przytaknął.

Król wybuchnął śmiechem. "Jesteś bardzo dobrym i mądrym człowiekiem. Chodź do mnie do pałacu i pracuj dla mnie".

Podróżnik zgodził się i wszyscy byli szczęśliwi. 

Podróżnik znalazł szczęśliwy dom w pałacu. Pomagał królowi wymyślać mądre prawa, które czyniły królestwo szczęśliwszym.  

Mieszkańcy wioski użyli złotych monet by kupić więcej ziaren i zwierząt. 

Od tego dnia wszsycy pracowali wspólnie, dzieląc się wszystkim i nigdy nie byli głodni.

"Stone soup" by Katie Dale and Silvia Provantini

#bajka#arabska#zupa#kamień#

sobota, 1 czerwca 2024

Bajka czeska

Taniec z brzozową wróżką



Pewnego razu w kraju brzozowych drzew mieszkała dziewczynka o imieniu Betuszka ze swoją mamą i pięcioma kozami w zrujnowanym domku na ścieżce obok lasu. Betuszka i jej mama były bardzo biedne, ale również pracowite i wesołe. Żadna skarga nigdy nie wyszła z ich ust.

Codziennie rano Betuszka zabierała kozy na pastwisko przy brzozowym lesie. Zabierała z sobą kromkę chleba, drewniany kubek i puste wrzeciono wraz z kłębkiem lnu. Chleb zjadała na drugie śniadanie, a na wrzeciono nawijała len, gdy pasła kozy.

Każdego poranka matka całowała Betuszkę na pożegnanie w czoło. "Pracuj ciężko, moja córko" zawsze mówiła do niej. "Pilnuj kozy porządnie i napełnij wrzeciono przed powrotem do domu".

Betuszka całowała swoją mamę i potem w podskokach i ze śpiewem na ustach wyruszała na cały dzień. Betuszka uwielbiała śpiewać, ale jeszcze bardziej lubiła tańczyć.

Pewnego poranka, kiedy Betuszka prowadziła swoje kozy na pastwisko dzień zapowiadał się jasny. Melodie napełniały cały las. Betuszka przytuliła się do drzew, zakręciła kilka razy wokół siebie i usiadła przy brzozach. Zaczęła śpiewać do ptaków i rozpakowywać swoją torbę. Chleb, kubek, wrzeciono i len wyleciały na jej kolana.

Śpiewając wesołe piosenki zaczęła nawijać len na wrzeciono, a kozy spokojnie skubały trawę.

Kiedy wybiło południe i słońce było dokładnie nad głową Betuszki zostawiła wrzeciono i poszła napić się wody ze strumienia. Potem usiadła i zjadła większość chleba. W końcu stanęła i podeszła do kóz, dzielac się skórkami chleba z nimi i śpiewając:

"Jedzcie małe kózki, jedzcie ze mną,

Rośnijcie tak duże, jak tylko potraficie".

Obróciła się wokoło i tańczyła wokół kóz.

Nagle piękna kobieta w białej sukni podeszła do Betuszki. Na głowie miała piękny wianek z białych lilii i ostrokrzewiu, a jej złoto zielone włosy spadały na ramiona. "Kim jesteś?" zapytała Betuszka.

Kobieta nie odpowiedziała bezpośrednio, ale uśmiechnęła się do Betuszki i zapytała: "Betuszka, czy lubisz tańczyć?"

Teraz dziewczyna była naprawdę zdumiona. Nie tylko kobieta pojawiła się znikąd, to jeszcze zna jej imię. "Tańczyć? Tak umiem, mogę tańczyć cały dzień i nie być zmęczoną".

"Chodź więc" odpowiedziała kobieta, trzymając ją za rękę. "Pozwól, że nauczę cię jak się tańczy taniec brzozowych wróżek".

"Brzozowe wróżki - oczywiście" Betuszka podała rękę kobiecie i zaczęły skakać i tańczyć wokół siebie, podczas gdy wszystkie ptaki śpiewały im do rytmu. Skowronki, dzwońce i nawe drozdy śpiewały.

Zapominając o kozach, wrzecionie i całym świecie Betuszka tańczyła, aż ostatnie promienie słońca dotknęły ziemi. Co dziwne nigdzie nie było śladów tańca i wydeptanej ziemi.

Nagle ptaki przestały śpiewać a wróżka zniknęła tak tajemniczo jak się pojawiła.

Betuszka popatrzyła wokoło. Kozy zdziwione patrzyły na nią, a wrzeciono napełnione było tylko do połowy. 

"O nie" powiedziała Betuszka do samej siebie. "Co teraz powie matka? Tańczyłam przez cały dzień i nic nie zrobiłam". Spuściła głowę i w milczeniu poszła do domu.

Idąc smutna do domu myślała sobie tak: "Nigdy nie powinnam zrobić takiej rzeczy. Ale brzozowa wróżka była taka piękna, a ja tak kocham tańczyć". Wciąż rozmyślała o tym, że nie powinna być taka egoistyczna.

Kiedy w końcu Betuszka przyszła do domu była cicha i usiadła w ciemnym kącie na zapiecku. Była taka inna, że matka zapytała ją: "Betuszka, moje kochane dziecko, co się stało? Ani nie śpiewasz, ani nie tańczysz. Wrzeciono tylko do połowy nawinięte. Czy jesteś chora?"

Betuszka popatrzyła lśniącymi oczami "Dziwnie się czuję, moja droga matko, tylko tyle". Nie powiedziała nic o brzozowej wróżce. "Jutro" obiecała "jutro będę pracowac dwa razy ciężej".

Kiedy więc słońce wzeszło Betuszka zabrała kozy do lasku brzozowego, ale już nie śpiewała. Usiadła i zaczęła pracować dwa razy ciężej, ponieważ miała zamiar zrobić więcej niż zazwyczaj.

W południe Betuszka zerwała kilka owoców poziomek i zjadła je z chlebem, dzieląc się skórkami chleba z kozami. Tym razem jednak nie tańczyła z nimi. "Taniec tylko zabiera mi czas, który muszę przeznaczyć na pracę" pomyślała.

Nagle pojawiła się wróżka brzozowa. "Czy dziś nie tańczysz z kozami, więc chodź proszę zatańcz ze mną, Betuszka".

Betuszka zwiesiła głowę, zawstydzona i trochę się bała. "Proszę pani" przyznała się "zostaw mnie samą. Moja matka i ja mamy mało i muszę pracować. Przed zachodem słońca muszę zrobić dwa razy więcej nici, ponieważ wczoraj zrobiłam mniej".

Wróżka zaśmiała się, a był to śmiech słodki jak śpiew drozda. "Jeśli ze mną zatańczysz dzisiaj Betuszka, obiecuję, że twoje wrzeciono będzie pełne".

"O pani, gdybym tylko mogła w to uwierzyć" powiedziała dziewczyna przez łzy.

"Posłuchaj śpiewu ptaków. One powiedzą ci, żę wróżki brzozowe nigdy nie kłamią".

Kiedy wróżka to mówiła ptaki w koronach drzew wybuchnęły muzyką i Betuszka uśmiechnęła się przez łzy. Wróżka wzięła ją za rękę i wkrótce tańczyły, aż nastał wieczór.

Kiedy ostatnie promienie słońca dotykały ziemi wróżka wypuściła rękę Betuszki. To obejrzała się i zobaczyła, że jej wrzeciono jest prawie puste. Znów wybuchnęła płaczem. 

"Obiecałaś mi..." prosiła. Ale wróżka nagle zaczęła obracać się i wrzeciono napełniło się lnem, a nić którą utkała była najlepszą nicią jaką widziała.

"Proszę" powiedziała wróżka brzozowa. "I nie mów, że wróżki kłamią. Teraz pamiętaj: Pracuj, ale nigdy nie narzekaj. Powtórz za mną".

"Pracuj, ale nigdy nie narzekaj" powtórzyła Betuszka.

"Dobrze" powiedziała wróżka brzozowa całując Betuszkę w czoło. Jej pocałunek palił jak ogień i chłodził jak lód jednocześnie. Wtedy wróżka zniknęła.

"Dziękuję! O dziękuję wróżko brzozowa!" i pobiegła szczęśliwa ze śpiewem na ustach do domu. Kiedy przybyła do małęgo domku wręczyła matce wrzeciono z utkaną nicią.

"Brawo, brawo, nic ci dziś nie przeszkodziło" powiedziała matka. Chciała pocałować Betuszkę w czoło, ale jakaś czarna smuga jakby od popiołu  była na nim. Wytarła więc go swoim fartuchem.

"Czułam się dziś zdecydowanie lepiej, aby tańczyć, śpiewać i snuć nić". powiedziała Betuszka wesoło, nic nie wspominając o wróżce brzozowej.

Następnego dnia, jeszcze przed wschodem słońca Betuszka pognała kozy do lasku brzozowego. Kiedy kozy się pasły Betuszka śpiewała i tkała, nie martwiąc się o nic.

W południe piękna wróżka pojawiła się. Tym razem uchwyciła Betuszkę w talii.

"Chodź tańczyć Betuszka" zawołała wróżka.

"Obiecaj mi pełne wrzeciono" powiedziała dziewczyna.

"Obiecuję ci nawet coś lepszego" odpowiedziała wróżka.

"Ja jednak chcę pełne wrzeciono, bo z czego ja i moja matka bedziemy żyć?"

"Musisz mi zaufać" powiedziała wróżka, uśmiechajac się do niej. "Wróżki brzozowe nigdy nie kłamią". Po czym porwała Betuszkę do tańca.

Ptaki na drzewach zaczęły swoją muzykę, a Betuszka i wróżka wirowały i tańczyły, aż słońce zaczęło zachodzić. Betuszka popatrzyła na swoje wrzeciono, które było tylko do połowy pełne, a wróżka go nie dotknęła. "O nie" pomyślała Betuszka "co ja powiem mamie?"

W tym momencie wróżka wzięła torbę dziewczynki, obróciła się trzy razy wokół siebie i oddała torbę Betuszce. Była ona teraz pełna.

"Nie patrz do torby moja droga Betuszko" powiedziała wróżka. "Nie tutaj w brzozowym lasku, ale otwórz ją w domu. Pamiętaj - rób swoją pracę i nigdy nie narzekaj". Pocałowała Betuszkę w czoło, a pocałunek ten palił jak ogień i był zimny jak lód. Wtedy zniknęła.

Betuszka poszła do domu ze swoimi kozami i do połowy uplecioną nicią. Czekała, aż wyjdzie z brzozowego lasku. Potem popatrzyła do torby.

"O nie" powiedziała na głos, gdyż w środku znalazła brzozowe liście.  Suche brzozowe liście.

Włożyła rękę do torby i zła na wróżkę rzuciła garść liści w górę. Wtem zatrzymała się. Liście te mogłyby być dobrym posłaniem dla kóz. Pokaże też te liście matce i opowie jej o wszystkim. Położyła wrzeciono na górze i poszła do domu.

Doszła do niego gdy noc już zapadła. Jej mama czekała na nią nerwowo w drzwiach.

"Co za rodzaj nici przyniosłaś mi wczoraj?" zapytała matka. "Przędłam i przędłam, a nici wciąż nie ubywało. Wrzeciono było ciągle pełne. Kiedy jednak powiedziałam - Co za diabeł dał mi tę nić? - ona nagle zniknęła. Powiedz co to znaczy?"

Zawsze pracuj nigdy nie narzekaj. Więc wróżka ostrzegała Betuszkę, a ta nie powiedziała matce o tym. 

"Brzozowa wróżka" powiedziała matka. "To wszystko wyjaśnia. One tańczą w południe i o północy. Szczęście, że jesteś miłą i dobrą dziewczynką. Gdybyś była niegrzeczna i niemiła, albo była chłopcem mogłabyś tego nie przeżyć". Potem dodała. "Szkoda, że mnie nie ostrzegłaś. Miałybyśmy teraz pokój pełny nici".

Pocałowała swoją córkę. 

"Nie ważne. Dobrze, że jesteś bezpieczna. Ja i tak mam dwa razy więcej nici niż kiedykolwiek zdołałam uprząść i za to możemy podziękować wróżce".

Wtedy Betuszka powiedziała matce o torbie pełnej liści. Wyciągnęła wrzeciono i niedokończony len i powiedziała: "Popatrz matko, będzie to dobre posłanie dla kóz".

Jej mama popatrzyła do torby i zaśmiała się. "Popatrz do środka. O dziękuję droga wróżko brzozowa".

Betuszka popatrzyła i zobaczyła, że liście przemieniły się w złoto.

"O matko, znów zrobiłam źle. Wróżka ostrzegała mnie bym nie otwierała torby wcześniej niż w domu. A ja w złości wyrzuciłam trochę liści. Byłybyśmy jeszcze bogatsze".

"Nie przejmuj się moje drogie dziecko" powiedziała matka. "Mogłaś przecież wyrzucić całą torbę. Nie zrobiłaś tego i możemy być za to wdzięczne. Poza tym to fortuna, wystarczy dla nas i dla biednych".

Tak też zrobiły. Za prezent wróżki kupiły małą farmę z ogrodem i kilka krów. Zatrudniły też pastuszka do pilnowania kóz. Potem złożyły ofiarę dla biednych w pobliskim kościele.

Betuszka często wracała do lasu brzozowego szukać wróżki, ale nigdy więcej się nie  pojawiła. Betuszka jednak zawsze zostawiała miseczkę świeżego mleka w podziękowaniu. Tak na wszelki wypadek.

"Dancing with the Birch Fairy" from "World of dance" by Jane Yolen and Heidi E.Y. Stemple

#bajka#czechy#brzoza#wróka#taniec#

czwartek, 30 maja 2024

Bajka z Karaibów

Dym z kamienia



Dawno, dawno temu na wyspie St. Vincent król posiadał piękną jak słońce córkę. Nie chciał on, aby ktokolwiek dotknął a złwaszca ożenił się z jego córką, dlatego zamknął ją w szklanym domku.

"Nie możesz tego zrobić" mówiła do niego królowa. "On jest dziewczyną, a nie skarbem koronnym. Pewnego dnia będzie musiała wyjść za mąż inaczej nikt nie przejmie królestwa".

Król powiedział: "Ale ja nie planuję umierać".

Wtedy królowa odrzekła: "Nieważne co planujesz i tak kiedyś umrzesz. Więc lepiej się na to przygotuj".

Król podrapał się w głowę i zobaczył, że jego żona ma rację. Wciąż jednak nie znosił myśli o tym, że musi wydać za mąż swoją córkę. Zdecydował się więc, że wymyśli coś co utrudni kandydatom wygranie. Wysłał wiadomość do wszystkich wysp wokoło. "Słuchajcie! Słuchajcie! Na środku dziedzińca stoi ogromny kamień. Ktokolwiek tańcem spowoduje, że z kamienia tego wydobędzie się dym ożeni się z moją córką i dostanie królestwo".

Król stwierdził, że będzie to niemożliwe zadanie do wykonania. Przez dłuższą chwilę miał rację. Wielu mężczyzn przybywało ze wschodu i zachodu, z południa i północy, tańczyli zdzierajac podeszwy swych butów. Niestety żaden z nich nnie wydobył dymu z kamienia.

"Widzisz" powiedział król do swojej żony. "Dałem im szansę".

"Jakąś szansę" odpowiedziała i przesunęła się bliżej swej córki, by z nią porozmawiać.

W dalekich stronach Anansi usłyszał o księżniczce pięknej jak słońce i zapragnął stanąć w zawodach. Anansi zaczął myśleć. 

Kiedy skończył poszedł do krawca.

"Krawcze!" powiedział Anansi. "Uszyj mi proszę czerwony płaszcz rozcinany wokoło i aby miał specjalne kieszenie sięgające aż do ziemi".

Kiedy płaszcz był gotowy Anansi poszedł do domu, gdzie gotuje się cukier i powiedział: 

"Włóżcie popiół do moich kieszeni proszę, a odpłacę wam się kiedy będę mógł".

Potem włożył swoje buty, ciężkie skórzane i poszedł do pałacu.

Król przywitał go tak jak wszystkich innych tańcerzy,myśląc jednak, że bedzie miał ubaw z małego Anansi. Był on nie tylko mały, ale też brzydki.

"Oto moja córka Anansi" powiedział król, pokazując na dziewczynę w szkalnym domku. "A to kamień" pokazał na szary, wielki kamień pośrodku podwórza. "Tańcz, aż wydobędzie się dym i będzie ona twoją".

Anansi ukłonił się i obszedł kamień dwa razy wokoło. Był on conajmniej dwa razy większy i szerszy od niego. Nagle zaczął śpiewać i tańczyć.

"Uwolnię dziewczynę ze szklanego pudła

Hiddey-ho, bo jest ona moją".

Jego ciężkie skórzane buty zaczęły uderzać o ziemię, a on wywijał swoimi biodrami i potrząsał nimi cały czas.  Szybko - szybko - wolno. Krok, kamień, blisko, pauza. Tańczył mambo z wielkim wdziękiem. O naprawdę świetnie się bawił.

"Co ty śpiewasz?" zapytał król. 

Anansi zaśpiewał jeszcze głośniej.

"Uwolnię dziewczynę ze szklanego pudła

Hiddey-ho, bo jest ona moją".

Potem odwrócił się, zsunął się niżej i zaklaszczał w dłonie po zapomniany patyk. Tłum przyniósł mu patyk i przytrzymał przy ziemi. Anansi przeszedł pod patykiem. Kiedy to robił zaczął wykręcać swoje ramię i uderzył nim o kieszeń pełną popiołu.

"Uwolnię dziewczynę ze szklanego pudła

Hiddey-ho, bo jest ona moją".

Cztery razy i cztery razy, i jeszcze cztery razy uderzał się po kieszeniach wciąż tańcząc i śpiewając. Nagle zatrzymał się i zaczął wirować wokół siebie. Tupał i tupał i drgał. Popiół wylatywał mu z kieszeni prosto w powietrze i wokół całego dziedzińca. Szary popiół, podobny do dymu.

Król nie mógł widzieć nic innego jak dym. Królowa też widziała tylko dym. Piękna księżniczka zza szklanej szyby mogła zobaczyć lepiej i śmiała się, śmiała wiedząc, że wkrótce będzie uwolniona.

A  Anansi wciąż tańczył.

"Przestań, przestań" wołał król, bojąc się aby nie spalił się cały pałac. "Wygrałeś. Dziewczyna jest twoja".

Anansi zatrzymał się. Ukłonił się do króla. Ukłonił się do królowej. Potem odwrócił się do księżniczki - i strażnicy otworzyli domek. Dziewczyna wyszła z niego wolna. A czy się ożenili, to zostanie między nimi, nie między tobą  a mną.

Na tym kończy się ta opowieść.

"Making the stone smoke" from "World dance" by Jane Yolen and Heidi E. Y. Stemple

#bajka#karaiby#dym#kamień#anansi#


wtorek, 28 maja 2024

Bajka z Mali

O małym ptaszku, który chciał tańczyć.



Griot, miejscowy bajarz, opowiedział mi kiedyś taką historię.

Była sobie dziewczyna, piękna dziewczyna, córka sławnego pieśniarza, a miała na imię Tiyoro. Kochała tańczyć.

Pewnego dnia przystojny, młody chłopak imieniem Lawali zobaczył ją i jej taniec, i zakochał się w niej. Podszedł do niej i powiedział: "Tiyoro, kochaj mnie lub nienawidź mnie, zaakceptuj mnie lub odrzuć, weź mnie lub zostaw mnie, ale ja nadal będę cię kochał".

Ona jednak odwróciła się od niego i powiedziała: "Przykro mi, ale ja cię nie kocham".

Uśmiechnął się za jej plecami. "Pójdę i pogadam z twoją matką".

Tiyoro wzruszyła ramionami i poszła tańczyć.

Lawali poszedł do matki Tiyoro. "Kocham piękną Tiyoro" powiedział.

Matka uśmiechnęła się. "Jeśli ona cię kocha to dobrze. I co ja mam teraz zrobić?"

Kiedy powrócił do tańca powiedział Tiyoro co odrzekła mu matka, ona odpowiedziała:

"Przykro mi, ale cię nie kocham". I zaczęła tańczyć.

Lawali prosił i błagał, ale nic nie wskórał. Poszedł więc do szamana.

"Jak bardzo kochasz piękną Tiyoro?"

"Kocham ją tak, jak rzeka Niger jest długa" odpowiedział Lawali.

"To naprawdę mocno " powiedział szaman. Zamienił więc Lawali w pięknego ptaka z lśniącymi skrzydłami.

Następnego dnia Tiyoro zapomniała o młodym chłopcu, który rozmawiał z nią podczas tańca. Spędzała czas nad brzegiem rzeki razem ze swoją siostrą, gdzie prała ubrania. Nagle przepiękny ptak z lśniącymi skrzydłami zleciał w dół i usiadł na czystych ubranaich.

"Mamo, to będzie mój ptak i nkogo więcej" powiedziała Tiyoro. "Popatrz jak usiadł mi na ręce".

Jej mama popatrzyła na ptaszka i westchnęła. "Jeśli go kochasz, to dobrze. Co mi do tego?"

Tego wieczoru również były tańce w wiosce. Tiyoro kochała tańczyć więc chciała pójść. Ubrała się w najlepsze ubrane i założyła najlepszy naszyjnik z muszli. Miała już wychodzić, kiedy mały ptaszek przemówił do niej.

"Nie zostawiaj mnie tutaj. Weź mnie z sobą, albo powrócę nad rzekę, gdzie mnie znalazłaś".

Tiyoro odwróciła się do matki. "Czy ty to słyszałaś? Ptaszek przemówił do nie i chce pójść na tańce".

Jej matka popatrzyła na ptaszka i westchnęła. "Jeśli chcesz to go weź na tańce. Co mi do tego? Albo go wypuść? Co mi do tego?"

Tiyoro nie chciała wypuścić ptaszka więc zabrała go i położyła na swoich ramionach. Wraz ze swoją siostrą poszła tańczyć.

Kiedy przyszła na plac, gdzie odbywała się zabawa, chciała ptaszka posadzić na gałęzi.

Ptaszek jednak zaśpiewał: "O nie Tiyoro. Ja chcę tańczyć z tobą".

Tiyoro odwróciła się do swojej siostry. Czy ty to też słyszałaś? Ptak przemówił do mnie i chce ze mną tańczyć".

Jej siostra popatrzyła na ptaszka i wzruszyła ramionami. "Jeśli chcesz, weź go do ręki i tańcz. Inaczej wypuść go na wolność. Co mi do tego?"

Tiyoro nie chciała pozwolić na wypuszczenie ptaszka, zabrała go na rękę i zaczęła tańczyć i tańczyć. Tańczyla tak aż zapadła ciemna noc i gwiazdy pokazały się na niebie. Tańczyła tak aż pierwsze promienie słońca pokazały się nad rzeką Niger.

Każdy mówił "Czy Tiyoro nie może sobie znaleźć osoby do tańca? Czy mogła tylko znaleźć ptaszka?"

Kiedy wróciła do domu próbowała zostawić ptaszka na zewnątrz domu. Ale kiedy położyła się do łóżka by zasnąć ptaszek zleciał z okna  i zaśpiewał:

"Tiyoro pozwól mi usiąść na parapecie

Będę cię pilnował.

Uwolnię cię od ciężarów

Nic złego ci się nie przytrafi".

"Mamo" zawołała Tiyoro. "Co powinnam zrobić?"

"To tylko ptak" powiedziała mama. "Co złego może ci się od niego przydarzyć? Po za tym co mi do tego?"

Więc Tiyoro pozwoliła ptaszkowi by usiadł na parapecie, podczas gdy ona położyła się pod przykryciem. Wtedy zaczął śpiewać.

"Tiyoro pozwól mi usiaść na krześle

Pozwól mi usiąść obok ciebie.

Uwolnię cię od ciężarów

Nic złego ci się nie przytrafi".

"Siostro" zawołała Kiyoro. "Co powinnam zrobić?"

"To tylko ptak" powiedziała siotra. "Co złego może ci się przytrafić?  Poza tym nic mi do tego?"

Więc piękna Tiyoro pozwoliła usiąść ptaszkowi na krześle. Potem zasnęła mocno i głęboko.

Kiedy rano się obudziła nie było już małego ptaszka na krześle. Przemienił się w młodego przystojnego chłopca. Wkrótce też ożenili się.

To właśnie opowiedział mi griot. Teraz ja przekazuję wam tę historię.

"The little bird who went dancing" from "World of dance" by Jane Yolen and Heidi E.Y Stemple

#bajka#aryka#mali#mały#ptaszek#taniec

czwartek, 23 maja 2024

Bajka japońska

Szata z piór



Pewnego razu rybak imieniem Hakuryo wziął swoją sieć rybacką i poszedł łowić ryby niedaleko lasku sosnowego Mio. Nie zdążył zarzucić nawet sieci, gdy ujrzał dziwną rzecz. Na galęzi sosnowej wisiała przepiękna szata, cała zrobiona z białych piór.

Haukryu wspiął się na drzewo i ściągnął szatą w dół, kiedy poczuł czyjąś obecność. W jego stronę szła właśnie piękna dziewczyna.

"Rybaku" powiedziała słodkim głosem "oddaj mi proszę moją szatę".

Potrząsnął głową. "Twoją szatę, panienko? Myślę, że to zbyt piękna rzecz dla jednej osoby. Powinna być ona złożona w wielkich skarbach Japonii".

"O proszę rybaku" zaczęła go błagać. "Bez niej nie mogę latać. Jeśli oddasz ją do muzeum nie będę już nigdy mogła wrócić do domu w niebie. O proszę dobry rybaku, zwróć mi ją".

Hakuyro wciąż potrząsał głową. Nie dlatego to robił, że był zatwardziałego serca, ale naprawdę wierzył, że tak wspaniała szata powinna należeć do wszystkich ludzi Japonii.

Dziewczyna jednak wciąż błagała go, aby zwrócił jej szatę. "CZy wziąłbyś moją skórę, rybaku? Czy ukradłbyś mi skrzydła? Bez tej szaty muszę zostać na ziemi". 

Hakuyro nie rozumiał co takiego trzyma w rękach. Czyż szata nie była wspaniała? Może również była magiczna? Jego serce zaczęło mięknąć.

"Panienko" powiedział kłaniając się jej. "Oddam ci szatę z piór, ale musisz mi zapłacić".

"Nie mam pieniędzy rybaku. Niebiańskie istoty nie handlują. Bierzemy swoje życie z ziemi i nieba". Potrząsnęła swoją głową, a wodospad jej włosów spadł na jej plecy.

"Źle mnie zrozumiałaś panienko" powiedział hakuyro. "Chciałbym abyś zatańczyła dla mnie". Słyszał bowiem, że niebiańskie istoty znają taniec, którego nikt na ziemi nie widział.

Potrząsnęła znów głową, ale tym razem się uśmiechnęła. "Jeden taniec rybaku?"

Skłonił się ponownie, tym razem bardzo nisko wiedziąc, że istota ta nie gniewa się na niego. "Tylko jeden" odparł.

Odeszła jeden krok dalej i  powiedziała. "Zatańczę taniec, który słynny jest w pałacu księżycowym, ale.." przerwała.

"Ale..." powtórzył Hakuyro.

"Ale nie mogę tańczyć bez mej szaty z piór".

Tym razem Hakuyro potrząsnął głową. "Nie bo kiedy ją raz dostaniesz szatę, odlecisz daleko".

Dziewczyna przestępowała z nogi na nogę. Jej twarz miała wyraz złości. "Może wy ziemianie łamiecie przysięgi, ale my niebieskie istoty nigdy. Powiedziałam, że zatańczę i to zrobię"

Jej głos był niski i Hakuyro zatrząsł sie ze strachu i wstydu. Oddał jej więc szatę z piór, która lśniła z świetle słonecznym.

Dziewczyna wzięła szatę i otuliła się nią. Potem wzięła koto (instrument) ukrytą w jej kimonie. Zaczęła grać i powoli zaczęła taniec. Jej ruchy były ospałe i czyste. Kiedy tańczyła śpiew zaczął rozlegać się wysoko z jej domu na księżycu. Pieśń mówiła o tym, że ściany pałacu zostały wyrzeźbione jadeitowym toporem. Mówiła o trzydziestu królach, piętnastu w białych szatach i piętnastu w czarnych szatach, którzy rządzilli ksieżycem.

Hakuyro oczy napełniły się łzami, kiedy niebieska dziewczyna tańczyła, bo nigdy nie widział czegoś piękniejszego.

Wtedy dziewczyna zawirowała trzy razy i pobłogosławiła wyspy Japonii mówiąc: "Jak perła w przepięknym naszyjniku, powinnaś zawsze wzmacniać się w swoich wartościach".

Hakuyro chciał jej podziękować, lecz dziewczyny nie było juz na piasku. Po zatańczeniu jednego tańca wchodziła teraz niewidzialnymi schodami w powietrze. Szła wyżej i wyżej, mijając lasy sosnowe Mio, Ruchomą Wyspę, górę Ashitaka i najwyższy szczyt Fudżi. Już nie wyglądała jak dziewczyna z białą szatą z piór, ale jak biały ptak frunący do Pałacu Księżycowego.

Rybak upadł na kolana i wzdychał, obiecując sobie nigdy nie zapomnieć dziewczyny i jej tańca. Obiecał też opowiadać tę historię innym.

"Robe of feather" from "World of dance" by Jane Yolen and Heidi E.Y. Stemple

#bajka#japonia#szata#pióra#


Bajka z Zachodniej Afryki Wiewórka i pająk Po wielu staraniach, pracowitej wiwiórce udało się wyhodować bardzo dobrą farmę. Jako że była z...